niedziela, 10 marca 2013


W opowieściach Polska B jest zawsze smutna, zgorzkniała, zapatrzona w pusty kieliszek po wódce. Jej mieszkańcy odstawili już na bok marzenia z młodości, a w ich miejscu pozostawili pustkę albo wciąż jeszcze próbują "się wyrwać". Ich życie wszędzie wygląda podobnie: "Zasłonięte zasłonki (...) a za nimi ktoś przy radiu, przy telewizorze, przy flaszce się dusi od płaczu nad sobą, znamy to.". Planeta prowincja według Marcina Kołodziejczyka także jest nieszczęśliwa, zawiedziona i pogubiona. Opowiada o sobie posługując się różnymi głosami, ale w tym samym nastroju.

Pojawia się żal za zmarnowanym życiem, poczucie duszenia się na prowincji i ta pewność, że gdzieś po drodze zgubiło się sens. Razem z nimi historie powolnego staczania się na samo dno czy doznawania zawodu ze strony osób, które miały być na zawsze, a w tle morderstwa, sprawy sądowe i erotyka. Są nawet marzenia, ale w większości związane z chęcią ucieczki na chwilę do miasta, polansowania się. Można by pomyśleć, że jedyne, czego brakuje, to zwyczajna radość życia.

W książce pana Kołodziejczyka reportaż przeplata się z opowiadaniem. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że autor często oddaje głos mieszkańcom „planety prowincja” sprawiając, że stają się oni jednocześnie bohaterami i narratorami, ale też – bo przedstawione historie mimo prostoty i zwyczajności mają w sobie coś, co sprawia, że wygodniej byłoby traktować je jak fikcję. Niecodziennie przecież spotyka się mężczyzn, którzy kilkukrotnie próbowali się zabić, gdy w tym czasie ich żony zawierały nowe znajomości albo kobiety ginące w niewyjaśnionych okolicznościach.

Każdy rozdział "B. Opowieści z planety prowincja" można czytać jako odrębną opowieść, a jednak składają się one na jeden obraz prowincji. Autor nie mówi: "Bieda piszczy, trochę nudy...", nie nazywa ludzi zacofanymi, ale po prostu opisuje codzienne życie, problemy i marzenia, sprawy, które mogłoby dotyczyć każdego, a ocenę tej rzeczywistości pozostawia czytelnikowi. Szkoda tylko, że - podobnie jak większość reportażystów - przedstawia tylko jej ciemną, budzącą litość i współczucie stronę i zapomina wspomnieć, że prowincja może też mieć w sobie coś ciekawego.

Ciekawym zabiegiem stosowanym w trakcie pisania tego zbioru reportaży było relacjonowanie wszystkiego "z podróży". Akcja niemal każdego tekstu toczy się w pociągu lub przynajmniej jest z nim w jakiś sposób związana (pociąg pełni np. rolę miejsca bójki). Równie pozytywnie można ocenić styl autora. Już od samego początku to głównie on decyduje o tym, że czyta się kolejną stronę i jeszcze jedną...

Nie nazwałabym tej książki odkrywczą i wciąż mam mały żal do pana Kołodziejczyka o to, że spojrzał na prowincję z tylko jednej perspektywy, ale to nie zmienia faktu, że moim zdaniem warto do niej zajrzeć, by poznać ten smutny obraz Polski B, a także dać się wciągnąć samej opowieści o ludziach takich jak wszędzie indziej, a jednak bardziej nieszczęśliwych.

/ Wydawnictwo Wielka Litera

16 komentarzy:

  1. Ogromnie jestem ciekawa tej książki. Tym bardziej, że właśnie z tej części Polski pochodzę i chętnie poznam opinię o tej mojej Polsce B. Choć już po Twojej recenzji widzę, że nie spodoba mi się to, czego się dowiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa opinii kogoś, kto pochodzi z terenów "Polski B", bo chociaż "Opowieści z planety prowincja" są bardzo interesujące, reportaże z tego kawałka naszego kraju zawsze wydają mi się być trochę krzywdzące, jednostronne.

      Usuń
  2. Nie mój gatunek, więc chyba sobie to akurat odpuszczę ; )

    Pozdrawiam i zapraszam na swój blog.

    Iwi ; )

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój chłopak jest z Polski B. Zresztą byłam już w jego rodzinnych stronach dwa razy i nie zauważyłam, by ludzie byli tam inni niż w Polsce A. Może są bardziej prości i mają trochę inne obyczaje, co mnie nie raz zaskakuje i dziwi ("to my mieszkamy w tym samym kraju?"). Może to, że nie zauważyłam tego, co opisuje Kołodziejczyk, wynika stąd, że M. jest z dużego miasta, a nie z jakiejś zabitej dechami mieściny czy wsi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie żyje się tam łatwo z pewnością.Ale być może ten obraz jest przejaskrawiony. Młodzi stamtąd uciekają szukając szans na lepsze życie.
    A tak w ogóle to zewsząd uciekają z Polski szukać szans dla siebie na zachodzie i północy Europy. Już kiedyś tak było.Tylko wtedy wyjeżdżali za ocean, dzisiaj mają bliżej, ale jak to długo potrwa. I to jest smutne.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dodałam, że książka zaciekawia.)

      Usuń
    2. Oj tak, sporo osób ucieka - trochę też dlatego, że nasz kraj wygania młodych, a przynajmniej nie próbuje ich zatrzymać, ale z drugiej strony ludzie ze wschodu interesują się Polską (przyjeżdżają tu na studia w ramach Erasmusa itp.) więc chyba nie jest tu aż tak źle :)

      Usuń
  5. Autor poruszył ciekawy i dość trudny temat. Rzeczywiście, powinien oprócz tej ciemnej strony pokazać tę jaśniejszą. Książka nabrałaby więcej barw i trochę bardziej nastawiałaby pozytywnie czytelników. Bo jak przedstawia się sytuację tylko z jednej strony, to tak naprawdę nie ma porównania. Trochę szkoda...
    Raczej nie zajrzę do tej książki. Nie moja półka zainteresowań.
    Pozdrawiam! :)
    D.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też jestem z tzw. Polski B. Przykrym jest czytanie cały czas tego samego obrazu tej części kraju.Pokazuje się go w negatywnym świetle. A przecież można znaleźć tu wiele innych pozytywnych obrazów.
    Trudno się więc czasem dziwić takiemu a nie innemu nastawieniu do Polski B, skoro wszędzie przedstawia się jej ciemną stronę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zazwyczaj nie czytam reportaży, ale może tej książce dam szansę. Szkoda, że autor patrzy tylko z jednej perspektywy. Gdyby było inaczej, książka pewnie byłaby o wiele ciekawsza...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie jestem ciekawa tych reportaży. Podobnie jak AnnRK pochodzę z Polski B (tak właściwie pochodzimy z tego samego zakątka kraju;) I mam dosyć przedstawiania mojego miejsca zamieszkania tylko od tej ciemnej strony. Według mnie takie jednostronne spojrzenie zwyczajnie nie jest obiektywne, nie jest prawdziwe, więc raczej nie docenię pracy pana Kołodziejczyka.

    OdpowiedzUsuń
  9. lubię reportaze, dlatego chętnie sięgnę, choć nie do końca podoba mi się, że autor patrzy na świat tylko z jedenj srony...

    OdpowiedzUsuń
  10. Chętnie przeczytam, ale pewnie też będzie mnie drażnił ten ostentacyjny brak pozytywnego aspektu. Może autor chciał skupić się na tych nieszczęściach tylko, dlatego celowo zrezygnował z innego punktu widzenia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nigdy nie jest tylko czarno i smutno, więc szkoda, że Autor nie spojrzał na świat z obu stron...

    OdpowiedzUsuń
  12. Zaintrygował mnie ten tytuł, choć nie jestem pewna czy bym sie w nim odnalazła... Generalnie jestem przeciwniczką postrzegania Polski (niezależnie której klasy) jako miejsca bez przyszłości. Dlatego tym razem chyba pozostanę na lekturze recenzji...

    OdpowiedzUsuń
  13. Ostatnio ze względów finansowych ograniczam kupowanie książek, ale tej sobie nie odmówię!
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń