środa, 13 lutego 2013

Osiedle w Czarnobylu / źródło zdjęcia

Czarnobyl to już nie nazwa miasta, ale metafora, hasło kojarzące się z niewyobrażalną katastrofą, wobec której człowiek pozostaje bezbronny. To historie tych, którym kazano walczyć z niewidzialnym wrogiem, a oni odpowiadali: Panie, jakie promieniowanie? Ja przeżyłem wojnę, a pan mi mówisz, że nie mogę zjeść ogórków z własnego ogródka, bo to mnie zabije? To także symbol tego, że choćbyśmy starali się zaprzeczać, wszyscy żyjemy na tym samym świecie i bez względu na to, czy zarabiamy miliony albo żyjemy na marginesie społeczeństwa, oddychamy identycznym powietrzem. Atom nie pyta, ile masz lat, co dobrego zrobiłeś dla świata. Nie dzieli ludzi według płci czy narodowości. Zniszczenia, które powoduje, w ciągu kilku dni stają się problemem międzynarodowym, globalnym.

Dlaczego więc tak rzadko mówi się o Czarnobylu? Wszyscy wiedzą, czym był, ale czy ktoś jeszcze pyta, jak katastrofa elektrowni jądrowej wpłynęła na życie ludzi mieszkających tam i na całym świecie? Swietłana Aleksijewicz robi to w książce o cierpieniu Białej Rosji - Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości. Autorka rozmawia z kobietą, której męża wezwano do "gaszenia pożaru". Pojechał i wrócił, ale tylko na czternaście dni - tyle wystarczyło. Zanim zmarł, ona siedziała przy nim, patrzyła i pytała, jak to możliwe. Co się stało? Przecież nikt nie mówił o promieniowaniu. Bohaterami reportażu są także ludzie, którzy przybyli na skażoną ziemię już po katastrofie, bo była niczyja, a oni musieli uciekać z Tadżykistanu. W modlitwie do głosu dopuszczeni są wszyscy - młodzi, starzy, matki, naukowcy, żołnierze. Ich słowa układają się w opowieść o narodzie Czarnobyla, któremu świat współczuje, ale też - od którego ucieka. Wtedy (niemal dwadzieścia siedem lat temu) zatajono przed nimi prawdę, nie mówiono o niebezpieczeństwie i konieczności podjęcia działań w celu ochrony przed promieniowaniem, teraz zostawiono ich samych z jego skutkami.

Swietłana Aleksijewicz nie szuka winnych katastrofy, nie mówi o tym, jak można było jej zapobiec, ale opowiada o pokoleniu, które (jak mogłoby się wydawać) wyczerpało już swój limit tragedii i dramatów, a jednak musiało zmierzyć się jeszcze z katastrofą atomową. Łagry, Auschwitz, Czarnobyl - to wszystko pomieściło się w życiu jednego człowieka. Czy można wyobrazić sobie los wypełniony większą dawką cierpienia? Chyba nie i właśnie dlatego autorka nazywa Białorusinów narodem nieszczęśliwym, a samo miasto, które już zawsze będzie się kojarzyło tylko z jednym - smutnym.

Bardzo ciężka i męcząca książka, która jednocześnie zasługuje na miano rewelacyjnej. Białoruska reporterka opisuje emocje ludzi w taki sposób, że czytelnik w pewnym momencie czuje ich dezorientację, strach, niemoc i związaną z nią złość. Jednocześnie jest to lektura niesamowicie mądra. Na przykładzie Czarnobyla pokazuje, w jaki sposób władze mogą wpływać na myślenie ludzi, gdy chcą poświęcić ich dla "wyższego dobra" i zadaje pytania o sens życia.

Głos pani Krystyny Czubówny (w przypadku audiobooka) idealnie wtapia się w tło. Są w nim uczucia, ale nie dominują one nad samym tekstem. Mocny, ale subtelny - po prostu idealnie dobrany. Myślę, że jest on dodatkowym atutem całości.

Bardzo, bardzo polecam.

8 komentarzy:

  1. Pamiętam wybuch w Czarnobylu, a właściwe sytuację klika dni później, było to chyba 1 maja, kiedy ściągnięto nas ze pochodu pierwszomajowego do ośrodka zdrowia, gdzie lekarz podawał dzieciom jod. Wśród zebranych osób, głównie dorosłych, czuć było niepokój i dezorientację, to były przerażające dni. Dlatego praca Swietłany Aleksijewicz bardzo mnie interesuję i chętnie ją przeczytam o ile jest wersji papierowej.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja jestem rocznik 1986... O Czarnobylu zawsze pamiętam...

    OdpowiedzUsuń
  3. No ja jestem za młoda, żeby pamiętać coś o Czarnobylu, ale czasami zdarza mi się trafić na jakiś film o samym wybuchu albo konsekwencjach i muszę przyznać, że zawsze szczena mi opada.
    Wiedziałaś może, że roboty wysiadały po 5 minutach, a oni tam wysyłali ludzi? albo, że kopali przez kilka dni tunel, narażeni na 10000% promieniowanie, a później ktoś stwierdził, że nie był on wgl potrzebny!
    To smutne, ale ludzie tam momentami nie myśleli.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo cenię sobie reportaże z Czarnego, więc i na tę książkę mam ochotę mimo jej trudnej tematyki:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam przeróżne opinie o wybuchu w Czarnobylu, wśród których można zaleźć naprawdę skrajne. Jedne sugerują, że władze zataiły przed ludźmi wszystko, drugie, że żadnego zagrożenia nie było, w co osobiście nie wierzę. Przeczytam tę książkę na pewno.

    OdpowiedzUsuń
  6. pomimo, że książka do najłatwiejszych nie należy to chętnie ją przeczytam, ciekawi mnie taka tematyka

    OdpowiedzUsuń
  7. Słyszałam już o tej książce, a Twoja opinia tylko utwierdza mnie mnie w przekonaniu, że muszę po nią sięgnąć. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Takie reporterskie książki uwielbiam najbardziej. Tym bardziej, że dotyczą wydarzeń, które wielu z nas przeżyło...

    OdpowiedzUsuń