poniedziałek, 4 lutego 2013

 
źródło zdjęcia

Być może nie powinnam o tym wspominać, ale chciałam przeczytać tę książkę odkąd trafiłam na jej trop... ze względu na tytuł. Skojarzyłam go z filmem Starsza pani musi zniknąć (no cóż, byłam pewna, że brzmi on Starsza pani znika), z którego nie pamiętam już zbyt wiele prócz tej atmosfery: było zabawnie, a czasem słodko. Czułam, że powieść będzie podobnie ciepła i rozweselająca, a przy tym otrzymałam obietnicę, że pojawi się w niej wątek kryminalny. Czego chcieć więcej?

Trupa w kałuży krwi spotyka się na dużym ekranie, w ostatnio wydanej książce lub w prasie, ale przecież nie wpada się na niego w mieszkaniu do którego przychodzimy po raz pierwszy w życiu, prawda? Jaro, samozwańczy detektyw bez stałej pracy i z kilkoma kilogramami w zapasie, też tak myślał. W chwili, gdy odnalazł zwłoki nauczyciela angielskiego, zadanie powierzone mu przez atrakcyjną kobietę przestało polegać na zdobyciu cennego obrazu. Zmieniły się okoliczności i cel: teraz trzeba też jak najszybciej znaleźć mordercę.

Jaro szybko odkrywa, że praca prywatnego detektywa nie jest wcale łatwa – zwłaszcza dla początkującego, który prowadzi trzy sprawy jednocześnie. Nie tylko szuka winnego śmierci Tymoteusza, ale też próbuje odnaleźć zaginioną matkę nowej znajomej i tropi dręczyciela kotów. Całe szczęście, że ma cichego pomocnika: babcię Halinę. Tylko ciii, przecież on nie wie, że ktoś podsuwa mu fakty i świadków pod nos… 

Zaraz, zaraz... coś tu się nie zgadza, prawda? Do tej pory w niemal każdej powieści kryminalnej można było spotkać dwa typy bohaterów: bystrego detektywa i człowieka, który nie miał wrogów, a jednak został zamordowany. W książce Anny Fryczkowskiej świat staje na głowie. Tropiący mordercę jest typowym nieudacznikiem. Nie potrafi się utrzymać i spędza czas niemal wyłącznie przy komputerze. Ofiara to z kolei naciągacz i oszust z rodzaju tych, którzy nie cofną się przed niczym, by zdobyć dodatkowe pieniądze. Skoro mnóstwo osób skarży się na pana Tymoteusza i każda z nich miała odpowiedni motyw, jak znaleźć tylko jedną, która rzeczywiście zabiła?

Kiedy poczułam, że polubię tę książkę? Tak, za ten tytuł dałam jej spory kredyt zaufania, ale dopiero nawiązanie do "Roku 1984" (Orwella) przekonało mnie, że warto spędzić z nią kilka godzin. Autorka ma u mnie duży plus za niestereotypowe podejście do tematu i włączenie babci do akcji. Jej udział dodał wszystkiemu kolorów. Muszę też pochwalić rozwiązanie akcji (mimo że nie wszystko w zakończeniu przypadło mi do gustu), gdyż miałam swój typ zabójcy, a jednak okazało się, że ktoś inny zabił.

Starsza pani... nie ustrzegła się kilku błędów (zwłaszcza interpunkcyjnych), ale można je przemilczeć. Muszę jednak wspomnieć o dwóch rzeczach, które drażniły mnie w fabule. Po pierwsze komputer (nie jestem w stanie uwierzyć, że ktoś mógł go przeoczyć), po drugie mężczyźni - wszyscy, absolutnie wszyscy są źli: jak nie zostawili kobiety samej z dzieckiem (mąż Ilony, Kamili, Haliny) to w dorosłym życiu zachowują się jak maminsynki (babciwnuczki?) lub znęcają się nad zwierzętami. Wątek czworonogów też niestety nie przypadł mi do gustu.

Cieszę się, że książka trafiła w moje ręce. Była dokładnie tym, czego od niej oczekiwałam. Lekka, zabawna, z pewnością potrafi poprawić humor. Tak, wiem, że to kryminał, ale warto potraktować w nim główny wątek z małym przymrużeniem oka. Ktoś został zabity, ale przecież nie do końca o to chodzi. Tutaj liczy się Jaro, jego babcia i dwie nowe znajome...

Książkę otrzymałam od Marty (miqaisonfire), dziękuję :*

7 komentarzy:

  1. Babciwnuczek - genialne :D
    Książka także wpadła mi w oko ze względu na jej tytuł (to dziwne, ale i mnie skojarzył się z przytoczonym przez Ciebie filmem!), jednak moja nabyta awersja do powieści polskich pisarzy sprawia, że wciąż odraczam decyzję o sięgnięciu po nią. Podoba mi się odejście od typowego schematu kryminałów. Pamiętam też recenzję Marty, która zaintrygowała mnie tą książką. Tak więc dodając do tego Twoją opinię wychodzi na to, że pewnie kiedyś ją przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi ciekawie. Niby miałam na nią ochotę, ale coraz bardziej tracę ochotę. W tej książce jest coś, co mnie odpycha. Nie wiem dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie również tytuł skojarzył się z tym filmem, a nawet go nie lubię :P Polskiego kryminału jeszcze nie czytałam i na pewno nie zmieni się to za sprawą pani Fryczkowskiej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi nieźle. Muszę wreszcie sięgnąć po jakiś kryminał...

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałam ją przeczytać, być może kiedyś:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Postać pozytywnej i mądrej babci bardzo mnie przekonuje do tej książki;)

    OdpowiedzUsuń
  7. aniu masz rodzine w szczecinie i jestesmy z Ciebie dumni,Bartek

    OdpowiedzUsuń