sobota, 9 lutego 2013


Trochę na poważnie, a więc o podejściu do historii czy wpływie zachodnich sąsiadów na kulturę i gospodarkę, trochę z przymrużeniem oka - o tym, dlaczego misie powinny kojarzyć się z Syberią i ile wódki trzeba z kimś wypić, żeby móc go nazywać dobrym znajomym - o największej części Rosji w piątkowe popołudnie w Księgarni pod Globusem (Kraków) opowiadał ksiądz Kazimierz Sowa, autor książki "Moje syberyjskie podróże".

Na początek pojawiło się pytanie: A z czym Tobie kojarzy się Syberia? Z zimnem? Tajgą? Zsyłkami? Szczerze mówiąc ja pomyślałam o reportażach pana Jacka Hugo-Badera - zresztą sam gość też o nim wspomniał, chociaż trochę w innym kontekście. Stwierdził, że ceni twórczość polskiego reportera, ale niestety nie znalazł na Syberii tego, o czym czytał w jego tekstach. W oczach Kazimierza Sowy jest ona trochę bardziej zwyczajna...

Ciężko jednak tę zwyczajność zauważyć, zwłaszcza słuchając opowieści o miejscach, gdzie minus dwadzieścia stopni to nie mróz, a sto kilometrów to nie odległość i o ludziach, dla których wódka to nie alkohol.  W Syberii ciekawi przecież nie tylko teraźniejszość, ale też przeszłość. Dla niektórych to miejsce było karą (przede wszystkim dla osób uznanych za więźniów politycznych), dla innych - szansą (na rozpoczęcie nowego życia z dala od wszystkiego). Stała się cmentarzem tysięcy ludzi i jednocześnie nowym domem wielu zesłańców i ich potomstwa. Wśród tych, którzy dzisiaj przyznają, że chociaż mieszkają właśnie tam, ich korzenie są w Polsce, znajdą się tacy, którzy znają nasz kraj jedynie z opowieści - i to tych sprzed stu lat! Czy czują się Polakami? No cóż, niektórzy z nich właśnie z tego żyją (zawód: Polak).

Żeby poznać ich historie, musisz najpierw się z nimi napić. Posłuchać i spróbować zrozumieć, nie patrzeć na Syberię (czy Rosję w ogóle) jak na ziemię alkoholików, ludzi chorych na AIDS, kraj pełen patologii. Jeśli natomiast bardziej niż mieszkańcy, interesuje cię sama kraina geograficzna, pamiętaj, że wybierając się tam, powinieneś zabrać  ze sobą worek pieniędzy - a i to może nie wystarczyć.

Rozmowa z księdzem Kazimierzem Sową miała być zaproszeniem do przeczytania jego najnowszej książki. Ci, którzy interesują się Wschodem, z pewnością zwrócili już na nią uwagę i najprawdopodobniej nie stracą czasu, jeśli postanowią przeczytać "Moje syberyjskie podróże". Napisana z punktu widzenia polskiego duchownego i dziennikarza, z pewnością zawiera w sobie sporo ciekawych informacji, a także anegdot z życia codziennego Sybiraków nagromadzonych w trakcie nie jednej, ale kilku wizyt w największym państwie świata.

Żałuję, że jeszcze nie mam tej lektury na swojej półce i mam nadzieję, że niedługo się to zmieni. Przy okazji zapraszam tych, którzy mieszkają w Warszawie, Brzeszczu czy Oświęcimiu na spotkania z autorem w najbliższy poniedziałek i wtorek (szczegóły tutaj).

/Na zdjęciu: Księgarnia pod Globusem

5 komentarzy:

  1. Rosja jest tak zróżnicowanym krajem pod każdym względem... O Syberii chetnie bym poczytala ;) Pozdrawiam i w wolnej chwili zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo interesująca publikacja. Zawsze mnie intrygowało, jak można żyć na Syberii, gdzie panują takie straszne mrozy, ale widzę, że to kwestia przyzwyczajenia. Podobnie jest z odległością. Dla mnie 100 km. to strasznie daleko.
    W każdym razie zaciekawiłaś mnie i to bardzo, dlatego z miłą chęcią poznam bliżej zapiski Kazimierza Sowy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też bym się z chęcią z nią zapoznała:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio trafiłam na program dokumentalny w który przedstawiano życie na Syberii, i muszę przyznać, że był to bardzo interesujący reportaż, dlatego mogłabym się skusić na książkę Pana Sowy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam opowieści o Syberii. To jeden z moich niedoścignionych podróżniczych celów. Póki co chłonę tylko słowa na jej temat. Mam nadzieję, że kiedyś osobiście zmarznę tam na kość :)

    OdpowiedzUsuń