piątek, 11 stycznia 2013

Kolumbia to kokaina, szmaragdy i kawa, ale także tocząca się od 1964 roku wojna domowa, która pochłonęła tysiące ofiar. Konflikt zbrojny nie jest głównym bohaterem Opowieści z miasta wdów i kronik z ziemi mężczyzn, ale zapoczątkował on wszystkie wydarzenia opisane w debiutanckiej powieści Jamesa Canona - uczynił wdowę z każdej kobiety, odebrał jej poczucie bezpieczeństwa i zmusił do szukania sposobów na bycie silną, niezależną, samowystarczalną... 

Dzień, który rozpoczął się tak jak wszystkie inne, na zawsze odmienił życie mieszkańców Mariquity. Do miasta przybyli partyzanci, którzy mówili, że walczą o to, by Kolumbijczycy nie byli głodni, a następnie zabierali żywność i wodę. Powtarzali, że chcą, by prawa zwykłych ludzi były przestrzegane, po czym gwałcili żony, córki i siostry. Obiecywali wolność, by wreszcie przymusić mężczyzn do pójścia z nimi. Gdy odchodzili, zostawiali za sobą pustkę - w domach i na talerzach. Nie interesowało ich to, czy kobiety poradzą sobie bez głów rodzin i być może jedynych żywicieli. Liczyło się tylko osiągnięcie celu - uszczęśliwienie mieszkańców Kolumbii...

Wdowy, które jeszcze tego samego dnia spędzały czas z mężami, zdawały sobie sprawę z tego, że najprawdopodobniej już ich nie zobaczą. Wiedziały też, że jeśli chcą przeżyć, muszą nauczyć się wielu rzeczy, w przeciwnym razie umrą w głodzie i nędzy. Potrzebują kogoś, kto powie im, co mają robić. Sytuację wykorzystuje Rosalba, wdowa po sierżancie policji. Obejmuje urząd naczelniczki i wspólnie z księdzem próbuje sprostać wyzwaniu ratowania miasta kobiet na ziemi mężczyzn.



Śledząc przygody bohaterów książki można dojść do wniosku, że "słaba płeć" nie jest w stanie normalnie funkcjonować bez oparcia w kimś silniejszym. Od chwili, gdy mężczyźni zniknęli z małego świata Mariquity, los każdej kobiety stał się tragiczny: jedne szalały, gdy odnajdywały fortunę pod łóżkiem, inne oddawały się przyjezdnym za czułe słówka, bo brakowało im miłości, jeszcze inne były zdecydowane zostawić rannego chłopaka na pewną śmierć. Stworzyły świat z chorymi zasadami i bez wartości, gdzie decyzja księdza o sypianiu ze wszystkimi mieszkankami miasta nie spotkała się ze sprzeciwem, a konkurs dla młodych chłopców budził wręcz ekscytację. Z biegiem czasu nowa Mariquita stała się zepsuta, zapanował w niej chaos. 

Przygody wdów na drodze do samodzielności to jednak nie jedyna kwestia poruszona w opowieści. Autor, dla odmiany, od czasu do czasu przenosi nas także do świata mężczyzn i toczącej się wojny - tam, gdzie chowają się ludzie, którzy najczęściej dołączali do partyzantki z powodu głodu lub ze strachu. Odkrywają oni, że ich wrogowie mają podobne lęki, przyzwyczajenia i marzenia. W takich chwilach pojawia się pytanie o sens zabijania się nawzajem, wiecznego walczenia ze strachem i wreszcie - Czy w tym świecie mężczyzn bez kobiet też jest coś nie tak?

Warto wspomnieć o zaletach tego debiutu, bo chociaż jest ich znacznie mniej, są raczej znaczące. Pierwsza to sposób, w jaki James Canon napisał rozdziały dotyczące wojny - są one zdecydowanie krótsze, ale druzgoczące. W każdym pojawia się myśl, która nie daje spokoju: Jak wojna wpływa na ludzką psychikę? Dlaczego są do niej wciągane dzieci? Czy ten, do którego strzelasz, jest twoim wrogiem? Te fragmenty i zawarte w nich pytania naprawdę zmuszają do zatrzymania się na chwilę, bo chociaż są oczywiste, nie zawsze poświęcamy im uwagę. Kolejną mocną stroną książki jest przesłanie. Być może nie każdy odczyta je w ten sposób, dla mnie było dość proste: kobiety i mężczyźni nawzajem się uzupełniają. Gdy zabraknie jednej części, w całej układance pojawia się chaos.

Mimo wszystko wiem, że gdybym mogła cofnąć czas i jeszcze raz zdecydować, czy przeczytać Opowieści z miasta wdów, wolałabym tego nie robić. Rozdziały o kolejnych etapach rozwoju nowej Mariquity bardzo mnie męczyły. Rozumiem, że ciężko byłoby poradzić sobie bez mężczyzn, ale żeby od razu tworzyć aż tak chory świat? Wydaje mi się, że  prawie każdy czytelnik miałby problemy ze wskazaniem choć jednego działania wdów, które można uznać za pozytywne, choć jednej właściwej decyzji z tych podjętych czy "dobrej", prawej, uczciwej bohaterki. Nie twierdzę, że cenię tylko te powieści, w których mogę z miejsca polubić wszystkich, ale gdy nie znajduję ani jednej osoby, którą mogłabym bez obaw nazwać normalną, coś chyba jest nie tak. 

Dobrnęłam do końca, ale wam nie polecam. Przede wszystkim nie powinni czytać tej książki ci, którzy - tak jak ja wcześniej  - nastawiają się na powieść z wymyśloną akcją, ale tłem przybliżającym wojnę w Kolumbii, bo informacje na jej temat są tutaj podane tylko w śladowych ilościach. W każdym razie nie skreślam jeszcze Canona z listy autorów, których czytam. Jeśli napisze on kiedyś coś o wojnie lub weźmie się za książki sensacyjne, być może będzie to zmiana na lepsze (mam taką nadzieję po zapoznaniu się z krótszymi rozdziałami - kronikami z ziemi mężczyzn).

14 komentarzy:

  1. Gdyby nie ostatni akapit studzący moje zapały, zapisałabym książkę jako "must have". Chyba jednak moje wyobrażenia rozminęły się z działaniami autora...:/
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Spodziewałam się czegoś na miarę "Stu lat samotności" Marqueza i zastanawiałam się nad zakupem tej książki, bo interesuje mnie wszystko co jest związane ze świtem latynoamerykańskim, ale Twoja recenzja raczej mnie zniechęciła. Poczekam aż będzie w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na mnie książka zrobiła dobre wrażenie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. W takim razie raczej sobie daruję jej lekturę, bo widzę, że nie powala...

    OdpowiedzUsuń
  5. Zmartwiłaś mnie bo planowałam książkę przeczytać... Całkowicie jej jeszcze nie skreślam choć po tej recenzji sama nie wiem czy jeszcze się zdecyduję. Mimo wszystko nadal mnie intryguje...

    OdpowiedzUsuń
  6. Też miałam w planach tę książkę i teraz już sama nie wiem... Fabuła nadal wydaje mi się interesująca, chociaż może faktycznie mierzić fakt, że stworzona przez wdowy społeczność jest dalej od realności niż bliżej. Bo trudno mi uwierzyć, by naprawdę kobiety nie sprzeciwiły się sypianiu z księdzem...

    OdpowiedzUsuń
  7. Tematycznie książka wydaje mi się interesująca, jednak po przeczytaniu Twojej recenzji, widzę, że mimo wszystko ie jest ona warta przeczytania. No cóż... innym razem!

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapamiętam sobie ten tytuł. Mam też pytanie czy projekt "Rozmawiajmy" będzie kontynuowany?.

    OdpowiedzUsuń
  9. Temat naprawdę ciekawy, ale jak widzę wykonanie jest marne. Szkoda, bo nabrałam ochoty, aby ją przeczytać. Trudno, spotkam lepsze pozycje tego typu. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zostałaś wyróżniona w Versatile Blogger, zapraszam http://recenzje-kiti.blogspot.com/2013/01/versatile-blogger-zostaam-wyrozniona.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Mimo wszystko nie mogę doczekać się przeczytania tej książki. To co dla Ciebie jest wadą dla mnie może być zaletą. Tak więc moje pozytywne nastawianie do lektury nie gaśnie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jaka szkoda! A miałam takie wielkie nadzieje związane z ta książką:(

    OdpowiedzUsuń