niedziela, 27 stycznia 2013

Film - Merida Waleczna (2012)

Daj się namówić na... "Miesiąc z kinem Oskarowym"
Dobra księżniczka stoi zawsze u boku swojego męża, wspiera każdą jego decyzję i, no cóż, ładnie wygląda. Dba o kulturę, zna geografię i potrafi wyrecytować wszystkie zasady savoir-vivre. Żyje długo i szczęśliwie, a przynajmniej taką się być wydaje po jednym rzucie oka na jej uśmiechniętą twarz. Bajka – można by pomyśleć – kto chciałby z czegoś takiego zrezygnować? A Merida by chciała, nawet bardzo. Jest pierworodnym dzieckiem króla i przecież też ma coś do powiedzenia! 

Tymczasem plan rodziców jest całkiem prosty: wydać córkę za jednego z kandydatów. Dorośli przygotowali już wszystko, nie wzięli pod uwagę tylko jednego, buntu własnej pociechy. Mała-waleczna ucieka im sprzed nosa i trafia do chaty wiedźmy. Prosi ją o pomoc w przekonaniu mamy do zmiany zdania. Otrzymuje ciastko, które ma być lekiem na jej wszystkie zmartwienia. Zapomina tylko, że - jak to zwykle ze słodyczami bywa - razem z efektem pojawią się skutki uboczne...

Tytułowa bohaterka to taki trochę Robin Hood w sukience i z problemami wieku nastoletniego. Jej znakiem rozpoznawczym jest łuk, a popisowym numerem - przepołowienie strzały znajdującej się w samym środku tarczy. W Meridzie jest też coś ze śpiącej królewny, która zapomniała obudzić się wtedy, gdy powinna była zakochać się w jednym z książąt czy - już z innej bajki - z rudowłosej dziewczynki mającej własne zdanie na każdy temat. Szkoda tylko, że zabrakło w niej czegoś, co należałoby tylko do niej, co pozwoliłoby porównywać innych z tą konkretną księżniczką.

Merida niekoniecznie zasługuje też na to, by nazwać ją dobrą. Sprzeciwiając się woli rodziców, naraża spokój całego królestwa, a gdy jej matka zwija się z bólu po zjedzeniu smakołyku od córki, ona nadal myśli tylko i wyłącznie o sobie. Nie brakuje jej pozytywnych cech - odwagi, siły, gotowości do walki o własne przekonania - ale te złe zdecydowanie dominują. Można by powiedzieć, że wreszcie mamy animowaną produkcję, w której płeć piękna bierze sprawy w swoje ręce i ratuje świat. Szkoda tylko, że gdyby nie jej zachowanie, wojna raczej nie byłaby realnym problemem. 

Tym razem twórcy nie postarali się o oryginalną fabułę, nie przedstawili wzoru do naśladowania, a nawet nie do końca spletli ze sobą wszystkie wątki. Mimo to film został nagrodzony Złotym Globem i zyskał nominację do Oskara, a także wiele pochlebnych opinii... Najwidoczniej Merida Waleczna jest więc w stanie podbić serca widza, ale nie każdego zachwyci. 

Nieczęsto zdarzają się animacje, które najchętniej wyłączyłabym w połowie, a ta niestety właśnie do takich się zalicza. Ode mnie czwórka stronę wizualną, ulubione zajęcie głównej bohaterki i jej młodszych braci.

4/10

17 komentarzy:

  1. właśnie słyszałam, że wcale nie jest taka dobra jak wszyscy mówią. Pewnie obejrzę, pytanie czy wytrzymam do końca?

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie Merida bardzo się podobała :) Być może jest zlepkiem kilku innych produkcji Disneya (o co często jest posądzana), ale każdy film rozpatruję jako osobne dzieło, nie porównuję go do innych produkcji, a filmów animowanych staram się nie analizować - wtedy wszystko jest ok ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam twoją ocenę na filmwebie i przed obejrzeniem myślałam, że moja będzie podobna, ale niestety. Zabrakło mi w Meridzie Walecznej czegoś, co sprawiłoby, że wpatrywałabym się w ekran jak dziecko (jak np. przy "Jak wytresować smoka" :)).

      Usuń
    2. "Jak wytresować smoka" nie widziałam, więc może dlatego Merida przypadła mi do gustu, a Tobie nie?
      Mam nadzieję, że szybko nadrobię tę zaległość ;)

      Usuń
  3. O, a nawet chciałam obejrzeć, chyba sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakiś czas temu również oglądałam ,,Meridę Waleczną'' i niestety muszę zgodzić się z twoją opinią, że jest to słabiutki film animowany. Także miałam go ochotę wyłączyć w połowie, ale już się zmusiłam i obejrzałam do końca. Rewelacji nie było, a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  5. To typowa produkcja dla dzieci, dorosłych nie zadowala, ale nic w tym dziwnego, moim zdaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Trochę z niedowierzaniem popatrzyłam na Twoją ocenę, bo tak wszyscy zachwalają ten film, że się spodziewała kolejnej pochlebnej recenzji. "Merida" wciąż przede mną,ale przynajmniej wiem już, że film ma i swoje wady. Chętnie porównam swoją opinię z Twoją:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie film może nie zachwycił, bo rzeczywiście są inne-lepsze, ale przyjemnie się oglądało. Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobał ;]

    OdpowiedzUsuń
  8. Za rzadko oglądam filmy, by marnować czas na takie rzeczy. Raczej nie obejrzę, tym bardziej że problemy wieku nastoletniego mnie nie ciekawią ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojej, a ja się świetnie bawiłam. Przynajmniej przez pierwszą połowę. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hm, a wielką ochotę miałam na ten film - strona wizualna kusi, co jest w dzisiejszych animacjach rzadkością.
    Krytyka podparta solidnymi argumentami. Może i obejrzę kiedyś, ale już z jej świadomością. Pewnie to będzie mądrzejszy odbiór.

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie również się podobała, chociaż nie jest to najlepsza animacja jaką widziałam. Ma coś w sobie, ale fabułę można było rozwinąć mniej sztampowo. No i niewrażliwość Meridy na cierpienia matki też mną wstrząsnęła.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie również się podobała, chociaż nie jest to najlepsza animacja jaką widziałam. Ma coś w sobie, ale fabułę można było rozwinąć mniej sztampowo. No i niewrażliwość Meridy na cierpienia matki też mną wstrząsnęła.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mojej siostrze się bardzo podobało, ale ona nie jest wymagającą osobą. Ja oczywiście sama sięgnę po ten film, aby się przekonać, które zdanie podzielę - Twoje czy mojej siostry. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tylko tyle...? Chociaż z drugiej strony, trudno się nie zgodzić - cała fabuła jakby już znana, taki zlepek. Ale mimo wszystko, coś podobało mi się w tej historii... Albo nawet więcej, bardzo ją polubiłam. Może to sprawił okres po jakim obejrzałam tę bajkę? Dawno nie widziałam filmu Disneya, a ten to po części taki powrót do dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń