Ads 468x60px

.

sobota, 31 marca 2012

Smak zemsty - Penny Jordan

Złota kolekcja
Liczba stron: 492

     Zemsta smakuje czekoladą. Przynosi zadowolenie i satysfakcję, ale pozwala cieszyć się sobą tylko przez kilka chwil. Czasem może stać się obsesją, jedynym celem w życiu, obietnicą szczęścia.
     Silver jest kobietą niezwykle piękną i pozornie silną. Pod niemal każdym względem różni się od Geraldine, którą była jeszcze kilka lat wcześniej. Po zdradzie ukochanego i przyjęciu do wiadomości faktu, że człowiek, którego kochała maczał palce w śmierci jej ojca i jest handlarzem narkotyków, upozorowała własną śmierć, zmieniła imię oraz wygląd i poświęciła całą uwagę planowaniu zemsty na człowieku, który zranił ją najbardziej na świecie. Osiągnięcie celu wcale nie będzie łatwe, Silver doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego wymusza na Jake'u, niemal obcym jej mężczyźnie, obietnicę pomocy w zmianie własnej osobowości.

"Zemsta wcale nie jest słodka. Jest gorzka, niszcząca i zła. Gdt oddasz się pomście, wkrótce nic nie pozostanie z twojej duszy."

Najmocniejsze strony
     Książka wywarła na mnie jak najbardziej pozytywne pierwsze wrażenie. Nie jestem miłośniczką romansów, sięgam po nie raczej rzadko, ale kiedy już to robię, szukam lektury w dobrym stylu z ciekawą, raczej staromodną fabułą, gdzie nadmiar bohaterów nie przyprawia o ból głowy. Smak zemsty zwrócił moją uwagę już przy pierwszym spotkaniu, gdy tylko spojrzałam na okładkę i przeczytałam opis.
     Fabuła zdecydowanie przypadła mi do gustu. Motyw pragnienia zemsty na człowieku, którego główna bohaterka kiedyś kochała do szaleństwa może nie zasługuje na miano oryginalnego, ale przecież nie o to tutaj chodzi. Muszę przyznać, że książka zaskoczyła mnie pod jednym względem - akcja toczy się w zupełnie innym kierunku niż zakładałam na samym początku, jeszcze zanim rozpoczęłam czytanie. Oczywiście już po kilkudziesięciu stronach można domyślić się zakończenia, ale nie zmniejsza to przyjemności śledzenia losów głównych bohaterów.
     Akcja tocząca się w teraźniejszości generalnie ciekawi i zmusza do coraz szybszego przewracania stron.

Słabe strony
     Retrospekcja. Właściwie połowa książki jest poświęcona przeszłości trójki głównych bohaterów. Z jednej strony pozwala to na lepsze poznanie ich charakterów, być może pomaga też w zrozumieniu niektórych zachowań, ale momentami potrafi nudzić. O ile początek i (choć raczej: zwłaszcza) zakończenie chłonęłam z prawdziwą przyjemnością, środkowe części czasami mnie męczyły.

Bohaterowie
     Ona - Silver - w przeszłości naiwna i zakompleksiona nastolatka, teraz kobieta dźwigająca bagaże doświadczeń. Bardzo ciężko jest choćby spróbować ją ocenić, gdyż czasem zachowuje się, jakby chciała i mogła kupić cały świat, a kiedy indziej jest słabą i kruchą istotą, która budzi się w środku nocy z krzykiem. Jedyne, co można o niej powiedzieć z całą pewnością, to że jest i zawsze była romantyczką.
     Jake - człowiek, z którym Silver zawarła dość niecodzienny układ - to silny charakter, który wydaje się nie zwracać uwagi na uczucia innych ludzi. Kiedy poznajemy go lepiej, nasze spojrzenie na tego bohatera może ulec zupełnej zmianie. Na uwagę zasługuje fakt, że Jake jest niewidomy. Jego kalectwo nadaje powieści bardziej uczuciowego wymiaru. Główną rolę gra zmysł dotyku, a wyobraźnia przeważa nad wzrokiem.
     Charles to dla Geraldine chodzący ideał, Silver z kolei dostrzega w nim niemal same wady. Człowiek ten jest niezwykle próżny i cyniczny. Kiedy poznajemy jego przeszłość, dowiadujemy się, że nie do końca jest to jego wina, jednak wciąż ciężko jest zaakceptować jego charakter.

Zakończenie
     Końcówkę czytałam z uśmiechem na twarzy. Trochę naiwna, przyznaję, ale bardzo przyjemna. Potrafi nastroić pozytywnie i rozbudzić romantyczną część umysłu czytelnika.

Rekomendacja
     Książkę polecam przede wszystkim miłośniczkom historii miłosnych - z pewnością przypadnie wam do gustu! Na swoim przykładzie mogę jednak powiedzieć, że spodoba się ona także tym, którzy raczej rzadko sięgają po romanse.

Myśl na zakończenie
     Marząc zbyt często zamykamy oczy na to, co idealne w rzeczywistości.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Mira&Harlequin!

poniedziałek, 26 marca 2012

Angielski: Kierunek Matura

Tytuł: Kierunek Matura. Zastawy, zadania, wskazówki
Poziom: rozszerzony

Jeszcze kilka miesięcy temu cieszyliśmy się wakacjami, potem potrafiliśmy mówić tylko i wyłącznie o studniówce, a teraz od matury dzielą nas już tylko tygodnie - czas intensywnych powtórek. Gdzie szukać odpowiednich materiałów do nauki, jak podzielić czas, by nie zwariować i czemu warto poświęcić najwięcej uwagi? O tym wszystkim dzisiaj, bo na pierwszym planie książka do nauki języka angielskiego przygotowana z myślą o tegorocznych maturzystach.


Do biegu, gotowi...

Podręcznik został podzielony na dwie części - pierwsza z nich skupia się na teście, druga przygotowuje do egzaminu ustnego.
Właściwa treść jest poprzedzona krótkim wstępem, który opowiada o standardach wymagań, zapoznaje nas z rodzajami zadań i podpowiada, o czym warto pamiętać w maju. Mogłoby się wydawać, że cała wiedza zawarta na pierwszych stronach jest nam znana, jednak mimo wszystko warto - choćby dla uspokojenia nerwów - poczytać jeszcze raz o tym, jak to wszystko wygląda od strony technicznej.
Zanim przejdziemy do konkretnych zadań, musimy zmierzyć się jeszcze z testem wprowadzającym. Został on opracowany w dokładnie taki sposób, jak wygląda matura. Uzupełnienie go pozwala się zorientować, czego jeszcze nie wiemy i który rodzaj zadań może nam sprawiać największą trudność, a tym samym wymaga doszlifowania.

...start!
Przygotowanie do egzaminu pisemnego rozpoczynamy od ćwiczeń związanych ze stosowaniem struktur leksykalno-gramatycznych. Wstęp do tego zagadnienia został opracowany w sposób po prostu rewelacyjny - przeglądając go przypominamy sobie wszystkie najważniejsze zagadnienia z gramatyki języka angielskiego. Autorzy książki zmuszają nas do wykonywania ćwiczeń, ćwiczeń i jeszcze raz ćwiczeń - tylko i aż tyle jest nam trzeba, by w pełni przygotować się do egzaminu. Słowotwórstwo to zdecydowanie moja najsłabsza strona, dlatego wykorzystuję każdą możliwą okazję do rozwiązywania zadań, które wymagają uzupełnienia luk. Od dobrego repetytorium wymagam więc, by było ono wypełnione tego typu tekstami. W tym względzie Kierunek matura jak najbardziej sprostał moim oczekiwaniom.

Rusz głową - na 50 sposobów!
Również wypowiedź pisemna nie została potraktowana w sposób ulgowy. Rozpoczynamy od zapoznania się z przykładami recenzji, rozprawek, czy opisów, a kończymy pisząc własne teksty. Jest w czym wybierać, bo autorzy przygotowali dla nas aż pięćdziesiąt tematów wypracowań.

Co słychać?
Gdy już opanujemy w zadowalającym stopniu pisanie, możemy pomyśleć o słuchaniu. W książce znajdziemy nie tylko mnóstwo zadań z odsłuchem, ale też praktyczne wskazówki dotyczące między innymi tego, jak radzić sobie w sytuacji gdy czegoś nie zrozumiemy - umiejętność ta przydaje się w stresowych sytuacjach, kiedy najważniejsze fragmenty mogą po prostu uciekać z głowy.

Egzamin maturalny z języka angielskiego wymaga od nas także rozumienia tekstu czytanego.Również w tym zakresie książka została wypełniona fragmentami podobnymi do tych, jakie znajdziemy na właściwym teście.

Na dokładkę
Pisemny egzamin to jednak nie wszystko, przed nami także część ustna! Najlepszym do niej przygotowaniem jest oczywiście częste ćwiczenie wymowy, ale też dokładne zapoznanie się z trzema rodzajami zadań, które dzielą nas od zaliczenia tego egzaminu. Mnóstwo ćwiczeń, kolorowe ilustracje i ciekawe wskazówki to główne zalety tej części książki!

Tak na marginesie...
Jeszcze nie spotkałam się z tak ciekawie opracowanym kluczem odpowiedzi. Nie tylko podaje on prawidłowe odpowiedzi, ale też tłumaczy, dlaczego takie rozwiązanie jest właściwe. Idealny do nauki dla samouków!

Dlaczego ta, a nie inna?
Tylko w tym roku miałam możliwość zetknięcia się z czterema podręcznikami przygotowującymi do egzaminu maturalnego z języka angielskiego. Moim zdaniem właśnie ten jest najlepszy! Autorzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że na teście zawsze może pojawić się jakieś słowo, którego nie zrozumiemy, ale zamiast zasypywać nas gradem niepotrzebnych wyrazów tłumaczą, jak sprytnie wybrnąć z problemu. Ponadto książka składa się wyłącznie z zadań typu maturalnego, co pozwala wyrobić sobie umiejętność coraz lepszego ich rozwiązywania. Zdecydowanie polecam ten podręcznik wszystkim maturzystom!

Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję wydawnictwu Edgard! :)

*

Za miesiąc matura - brzmi groźnie :)
Bardzo, bardzo przepraszam, ale w kwietniu i na początku maja mogę was trochę zaniedbywać - sami rozumiecie...

środa, 21 marca 2012

Bielszy odcień śmierci - Bernard Minier

Liczba stron: 512

Freedom to yearling o wadze około dwustu kilogramów. Właściwie niemożliwym jest zabicie tego konia i powieszenie go na poprzecznicy słupa kolejki linowej na wysokości dwóch tysięcy metrów bez zwrócenia na siebie najmniejszej uwagi.
Chociaż rozum nie chce wierzyć oczom, pracownicy elektrowni wodnej nie mają wątpliwości, że to, co z daleka wygląda jak ptak lub motyl, w rzeczywistości jest zwierzęciem bez głowy.


Policjanci zajmujący się sprawą zabójstwa domyślają się, że ktoś, kto był w stanie wyrządzić taką krzywdę zwierzęciu, jest niebezpieczny także dla ludzi. Ich przypuszczenia potwierdzają się, gdy pojawia się kolejna ofiara. Tym razem w bestialski sposób został zamordowany człowiek...


Z jednej strony mamy zbrodnię najpewniej popełnioną przez wariata, z drugiej szalonych kryminalistów zamkniętych parę kilometrów dalej w ściśle strzeżonym zakładzie psychiatrycznym. Czy można tutaj mówić o przypadku?


"Inteligencja rozwija się tylko w warunkach zmiany - tam, gdzie istnieje zagrożenie."

Bohaterowie
Głównym bohaterem książki jest komendant Servaz - człowiek ambitny i przepracowany. Tajemnicze morderstwa stają się dla niego niemal obsesją, bólem zęba, który męczy w trakcie dnia i nie pozwala zasnąć nocą. Martin wykazuje się inteligencją, ale też wyczuciem i godną pozazdroszczenia intuicją, która zawodzi go tylko raz.
Jedna z równie ciekawie skonstruowanych postaci to Diane Berg, absolwentka psychologii, która prowadzi małe śledztwo na własną rękę. Należy ona do grona tych osób, którym podpowiadamy, żeby uciekali, chociaż wiemy, że nas nie usłyszą, a oni i tak idą naprzód.
Jeśli chodzi o człowieka, który od początku był głównym podejrzanym, szczerze żałowałam, że został on tak ogólnikowo przedstawiony. Już pierwszy opis tego mężczyzny przyniósł mi na myśl skojarzenie z Lecterem z filmu Milczenie owiec. Niezwykle ciekawa i tajemnicza postać.

Najmocniejsza strona
Tym, co najbardziej cenię w tego typu książkach, jest początkowy chaos i nieuporządkowanie, który potem zostaje zmieniony w całkowity porządek. W Bielszym odcieniu śmierci od pierwszych stron jesteśmy zdezorientowani, nic nie ma dla nas sensu. Dosłownie czujemy mroźne oddechy na plecach, przecież właściwie każdy bohater może być mordercą. Autor naprowadza nas na ślady, podsuwa konkretne podpowiedzi, a my wciąż mamy wrażenie, że bawi się z nami w chowanego. Kolejną mocną stroną tej lektury jest plastyczność opisów. Czytanie jej w środku nocy zdecydowanie może spowodować u czytelnika bezsenność.

Słaba strona
Jak już wcześniej wspomniałam, wolałabym poczytać trochę więcej o głównym podejrzanym, niestety spotykamy go dosłownie kilka razy. Jest jeszcze jeden mały drobiazg, który nie przypadł mi do gustu, ale niestety nie mogę o nim wspomnieć, bo zdradziłabym zbyt wiele. Napiszę tylko tyle, że moim zdaniem nie wszystkie sprawy zostały poprawnie rozwiązane do samego końca.

Zakończenie
Zakończenie nadaje sensu nie tylko całej lekturze, ale nawet jej tytułowi! Przyznam, że zaskoczyło mnie ostateczne rozwiązanie zagadki. Kilku faktów oczywiście można było się domyślić, ale niektóre pozostawały tajemnicą do samego końca.

Rekomendacja
Myślę, że każdy znajdzie w Bielszym odcieniu śmierci coś dla siebie. Szczególnie polecam go amatorom silnych wrażeń i miłośnikom Pirenejów. Nieważne, co przyciągnie was w kierunku tej książki - jej wygląd, opis fabuły, czy może czyjaś rekomendacja - liczy się tylko to, że kiedy raz weźmiecie ją do ręki, nie będziecie mogli się oderwać!

Okładka
Okładka książki przyciąga wzrok już od pierwszego spojrzenia, jest po prostu niesamowita. Delikatne odcienie błękitu splatają się na niej z bardziej intensywnymi barwami. Muszę przyznać, że po raz pierwszy od dłuższego czasu sięgnęłam po lekturę sugerując się tylko i wyłącznie jej wyglądem. Czy tak piękna cegiełka mogłaby zawierać marną treść? Pewnie tak, ale na szczęście nie w tym przypadku!

Do szufladki...
Bielszy odcień śmierci to kolejna książka z kategorii literatura francuska, którą będę jeszcze długo wspominać. Sam autor - pan Minier - za rewelacyjny wybór miejsca akcji, niesamowitą wyobraźnię i umiejętne tworzenie opisów trafił już na moją listę pisarzy, których twórczości będę się przyglądać z prawdziwą przyjemnością!

"Mordercy, którzy czekają na panią w głębi tych korytarzy(...) są potworniejsi od najbardziej makabrycznych kreatur, jakie kiedykolwiek nawiedziły panią we śmie, panno Berg."

Myśl na zakończenie
Podobno dobre kryminały trzymają w napięciu do ostatniej strony. Moim zdaniem te najlepsze zmuszają do myślenia. Stawiają czytelnika na miejscu detektywa, tak aby mógł on prowadzić swoje własne śledztwo, w którym każdy może być podejrzanym. Bielszy odcień śmierci zdecydowanie należy do tej drugiej grupy!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Rebis :)

piątek, 16 marca 2012

Zapomniane - Cat Patrick

Szkice o lekturach mniej poważnych

Liczba stron: 311
Ocena: 6/10

Przyszłość jest dla niej wspomnieniem, przeszłość - stosem kartek wypełnionych notatkami. Każdego dnia na nowo odkrywa kim jest, codziennie zakochuje po raz pierwszy i stale uzupełnia braki w wiedzy czytając krótkie teksty, w których opowiada samej sobie o własnym życiu. To, co było, zostało zapomniane. Miejsce wspomnień wypełnia przyszłość, która już trwa w wyobraźni.

Najmocniejsza strona
Pomysł na fabułę - prawdziwe mistrzostwo! Zapomniane to przede wszystkim opowieść o miłości, która każdego dnia rodzi się na nowo, ale też o szukaniu własnej tożsamości. Na pochwałę zasługuje lekki język. Książkę można dosłownie pochłonąć w kilka (dłuższych) chwil.

Słaba strona
Sposób przedstawienia akcji.
No niestety. O ile szkic fabuły niemal mnie oczarował, o tyle gotowemu dziełu przyglądałam się bez większego zachwytu. Autorka postanowiła przedstawić licealną rzeczywistość w sposób dość schematyczny. Co więcej, opisy miłości głównych bohaterów były momentami żałośnie słodkie, a ich emocje zupełnie płaskie. Miałam wrażenie, że Cat Patrick postanowiła nadać swojej powieści lekkości, pozbawiając jej przy tym magii.

Zakończenie
...zasługuje na uwagę (ale nie tylko ono, bo także w trakcie trwania akcji wątki ładnie splatają się ze sobą). Przede wszystkim przypadło mi do gustu tłumaczenie powodów niezwykłości głównej bohaterki, historia zapomnianej znajomości, a także epilog, który nie wyjaśnia wszystkiego do końca, pozostawia trochę miejsca dla naszej wyobraźni.

Bohaterowie
Ona - samotniczka z wyboru. Jej świat zamyka się w kilku osobach, przede wszystkim mamie i najlepszej przyjaciółce. On jest zagadką. Przystojny i czarujący - po prostu chodzący ideał. Ciężko pozbyć się tych natrętnych myśli, że gdzieś już to wszystko słyszeliśmy...

Okładka...
Przepiękna, prawda? Nie mogłabym o niej nie wspomnieć, bo wygląda nieziemsko.

Podsumowując
To nie tak, że odradzam wam lekturę tej książki, wręcz przeciwnie. Jestem pewna, że czytając ją odstresujecie się na chwilę i zapomnicie o całym świecie. Tylko... gdy przewracałam kolejne strony aż za często myślałam o tym, że czuję rozczarowanie. Taki pomysł na fabułę mógł zostać wykorzystany do stworzenia niesamowitej powieści.

Polecam
Tym, którzy szukają czegoś innego - skarbu schowanego w pudełku, bo tym właśnie jest książka Zapomniane. Przecudna opowieść schowana pod płaszczem zwyczajności. W sam raz na piątkowe popołudnie!

Myśl na zakończenie
W jakim kierunku potoczy się kariera Cat Patrick? Mam nadzieję, że jej następna książka będzie równie dobra pod względem zamysłów, ale jednocześnie bardziej dojrzała w treści.

Książkę otrzymałam od Hordubal, bardzo dziękuję!

środa, 14 marca 2012

Nasze ulubione seriale

Beatriz oraz Avo_lusion zaprosiły mnie do udziału w zabawie "Nasze ulubione seriale".


Zasady:
1. Opublikuj u siebie na blogu logo taga.
2. Napisz, kto Cię otagował.
3. Zaproś co najmniej pięć innych blogów.
4. Wymień i opisz kilka swoich ulubionych seriali.


Ekranizacje książek: Duma i uprzedzenie (1995), Zbrodnia i kara (2007), Jane Eyre (2006)
Niesamowite miniseriale powstałe na podstawie równie dobrych lektur. Nie zdradzam szczegółów, bo z pewnością opowiem o nich w ranach cyklu: "Lektury na ekranie" :)

Na poprawę humoru: Teoria wielskiego podrywu (2007), Jane by design, Hart of Dixie (2012)
Słodko-kwaśna mieszanka przeróżnych seriali, które oglądam gdy mam ochotę się pośmiać lub popłakać bez większego sensu. Powyżej znajdują się plakaty tylko trzech z nich, ale to oczywiście nie wszystko. Postanowiłam zwrócić uwagę na Teorię wielkiego podrywu, bo ten serial komediowy naprawdę warto znać. Pozostałe dwa tytuły to nowości, o których być może jeszcze nie słyszeliście. Zabawne, odstresowujące, mało ambitne :)

Polski akcent: Czas honoru (2008), Tancerze (2009), Rodzina zastępcza (1999)
Nie mogłabym nie wspomnieć o tych bardziej "naszych" serialach. Powyżej zabrakło plakatów reklamujących klasyki kina, bo niestety (jeszcze!) nie znam ich zbyt dobrze. Pojawiło się natomiast zdjęcie z Rodziny zastępczej, Tancerzy i mojego ulubionego Czasu honoru, który próbuję przemycić do serc wszystkich znajomych :)

A jakie są wasze typy? Do zabawy zapraszam Natulę, Agatę, Nati, Klaudię oraz wszystkich tych, którzy mają ochotę opowiedzieć o ulubionych serialach!

piątek, 9 marca 2012

Zło konieczne - Alex Kava


Liczba stron: 415
Ocena: dobra!

Krzywda wyrządzana dziecku jest podwójnie okrutna, bo nie tylko rani, ale też odbiera wiarę w ludzi i kaleczy serce już na całe życie. Kiedy zostaje zauważona, ludzie podejmują działanie nazywane złem koniecznym – jedni przymykają oczy na sprawy oczywiste, inni postanawiają wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę...

Ktoś z zimną krwią i w bardzo przemyślany sposób zabija katolickich księży - czy to seryjny morderca, który chce zwrócić na siebie uwagę, grupa młodych ludzi grających w internetową grę, a może ktoś zupełnie inny? Co łączy wszystkie ofiary i wreszcie - czy zasłużyli oni na przedwczesną śmierć? Na pytania, które zadaje sobie Maggie O'Dell (specjalistka od portretów psychologicznych seryjnych morderców) nie znajdziemy szybko jednoznacznej odpowiedzi. Zanim staniemy twarzą w twarz z prawdą, poznamy historie wielu skrzywdzonych osób i natkniemy się na ślady jeszcze kilku zbrodni. Wszystko po to, by znaleźć rozwiązanie, które może szokować

Zło konieczne to dla agentki O'Dell konieczność spotkania i zawarcia porozumienia z duchem z przeszłości, Keller - aby przeżyć - musi ujawnić miejsce swojego pobytu, z kolei chłopcy z forum internetowego spotykają się w sieci, by na chwilę zapomnieć o wyrządzonej im krzywdzie. Każdy z bohaterów książki Alex Kava znalazł się w sytuacji bez wyjścia i podejmuje decyzje często sprzeczne z własnym sumieniem i przekonaniami. Jakim wynikiem zakończy się ta gra?

Ta książka to nie tylko thriller, znajdziemy w niej także elementy powieści obyczajowej. Dwa całkiem różne gatunki kontrastują ze sobą, wzajemnie się uzupełniają i nie pozwalają czytelnikowi nawet na chwilę znudzenia czy wytchnienia. Spotkałam się kiedyś ze stwierdzeniem, że książki tego typu to raczej kobiece thrillery - w zupełności się z nim zgadzam!

Alex Kava

Pierwsze spotkanie z twórczością amerykańskiej pisarki, Alex Kavy, mogłabym podsumować w dwóch słowach: długie i udane. Pierwsze słowo przyszło mi na myśl zapewne dlatego, że moim zdaniem książka mogłaby być o kilkadziesiąt stron krótsza. Naprawdę niezła fabuła jest miejscami psuta przez zbyt rozwlekłe opisy. Jest to jednak jedna z naprawdę niewielu wad tej lektury. 
Jeśli chciałabym wymienić zalety, musiałabym rozpocząć od końca. Ostatnie strony bardzo przypadły mi do gustu. Główna bohaterka musiała podjąć naprawdę trudną decyzję. Jeszcze jakiś czas po odłożeniu Zła koniecznego na półkę zastanawiałam się, co zrobiłabym na jej miejscu. Czy postąpiłabym tak samo? Co więcej, na pochwałę zasługuje język i styl autorki oraz sposób kreowania bohaterów. Żaden z nich nie jest czarno-biały, nawet poszukiwanego mordercę nie można nazwać do końca złym, bo przecież zabija w imię sprawiedliwości.
Co ciekawe, w książce znajdziemy też polski akcent - detektywa Pakulę, który jest jednym z głównych bohaterów. 

Chociaż polecam wam książkę Zło konieczne - jeśli nie tę konkretną to przynajmniej jakąkolwiek tej autorki - po prostu nie mogę nie wspomnieć, że sam pomysł na fabułę bardzo mnie irytował. Jestem jedną z tych osób, które nie lubią sensacji i thrillerów opowiadających o Kościele.

Za możliwość napisania recenzji dziękuję Mira&Harlequin :)

wtorek, 6 marca 2012

Lektury na ekranie: Cienista dolina

Adaptacja książki "Smutek" - C.S. Lewisa

Czas trwania: 2 godziny 11 minut
Premiera: 31 grudnia 1993 (Polska) 

Cienista dolina to film biograficzny powstały w oparciu o życie angielskiego pisarza C.S. Lewisa oraz książkę jego autorstwa: Smutek. Twórcą adaptacji jest Richard Attenborough - reżyser, który przeniósł na ekran biografie wielkich ludzi, między innymi Chaplina czy Gandhiego. Główną rolę odegrał Anthony Hopkins, z kolei w postać jego żony wcieliła się Debra Winger. Produkcja miała swoją premierę w roku 1993.

Podczas gdy Lewis w swojej książce skupia się głównie na opisywaniu emocji po śmierci ukochanej żony i wspominaniu jej jako osoby, która odeszła na zawsze, film prezentuje żywy obraz Joy Davidman oraz jej związku z pisarzem rozpoczynającego się od przyjaźni, a zakończonego ponadczasową miłością. Adaptacja jest typowym przykładem analogii, to znaczy dalekiego odejścia od tekstu literackiego celem stworzenia innego dzieła. Twórcy posłużyli się książką w celu wykreowania miejsca akcji, stworzenia wiarygodnych bohaterów oraz jak najprawdziwszych wątków, dochowali również wierności "duchowi" tekstu - zachowali klimat i wartości oryginału, ale zaprezentowali też prawdziwe wydarzenia, o których Lewis nie wspomina w Smutku i w jeszcze większym stopniu posłużyli się własną wyobraźnią.

Szukając podobieństw pomiędzy książką a fabularyzowaną historią związku brytyjskiego pisarza z Joy Gresham należy zwrócić szczególną uwagę na problem miłości i cierpienia. W obydwu przypadkach to właśnie emocje konstruują akcję i grają pierwsze skrzypce. Widz oraz czytelnik mają możliwość wysłuchania opowieści o niezwykłym uczuciu pomiędzy dwojgiem ludzi, ale też są świadkami duchowego i emocjonalnego rozwoju Lewisa. Człowiek, który do tej pory powiedział i napisał tak wiele o wierze, w najtrudniejszym momencie swojego życia mówi:

"Kiedy kogoś kochamy, chcemy wziąć na siebie jego cierpienie. Nawet ja tak czuję, więc dlaczego nie Bóg?"

Podobnego załamania poglądów można się doszukiwać także na innych płaszczyznach. Kiedy Clive mówi o miłości i cierpieniu jeszcze zanim przeżył utratę małżonki, jest pewny siebie, głośno wypowiada własne opinie i posługuje się przy tym przepięknymi metaforami. Potem jednak cichnie, bo doświadczenie uczy go tego, co ciężko jest przekazać słowami.

Charakterystyczną cechą Cienistej doliny są jednak nie podobieństwa, ale właśnie różnice w porównaniu do oryginału. Przede wszystkim historia zaprezentowana w adaptacji rozpoczyna się od pierwszego spotkania głównych bohaterów, z kolei książka Smutek o latach przed śmiercią Joy opowiada jedynie w dwóch wstępach do lektury. Twórcy scenariusza w znacznym stopniu skorzystali z dzieła Lewisa, ale też posłużyli się jego biografią. Film jest więc doskonałym uzupełnieniem informacji dotyczących genezy powstania dzieła. Niemniej jednak wspólne życie pisarza i jego żony było owiane tajemnicą, dlatego dialogi są w dużym stopniu wytworem wyobraźni Williama Nicholsona. Również bohaterowie Cienistej doliny nie w pełni pokrywają się z tymi znanymi czytelnikowi z lektury: w adaptacji zabrakło drugiego syna Joy Davidman, ale pojawił się brat Lewisa.

Cienista dolina to smutna i melancholijna opowieść o wielkim uczuciu, które może powodować nadludzkie cierpienie. Najwłaściwszym podsumowaniem przesłania filmu jest zdanie wypowiedziane przez głównego bohatera:

"Po co kochać, skoro strata tak bardzo boli? Już nie mam odpowiedzi, a jedynie życie, które przeżyłem."
*

Świeżo po lekturze Smutku obejrzałam film zrealizowany na jego podstawie i po prostu musiałam o nim napisać. Dzisiaj pomyślałam, że ten post jest świetną okazją do rozpoczęcia nowego cyklu: Lektury na ekranie.

sobota, 3 marca 2012

Smutek - C.S. Lewis

Liczba stron: 117
Ocena recenzenta: świetna!

Czasami nie mamy wpływu na to, co spotyka nas w życiu. Dowiadujemy się o nieuleczalnej chorobie, śmierci ukochanej osoby i w jednej chwili świat zatrzymuje się w miejscu. Pojawia się niedowierzanie, złość, rezygnacja, aż wreszcie przychodzi czas na pytania. Dlaczego to spotkało właśnie mnie? Czy tak musiało być? Odpowiedzi nie znajdziemy wewnątrz siebie - w zmęczonym umyśle albo rozbitym na kawałki sercu. Potrzebujemy kogoś, kto da nam siłę by żyć i pomoże odnaleźć w tym wszystkim głębszy sens. Dla Lewisa kimś takim był Bóg.

Surprised by Joy to tytuł autobiograficznej książki C.S. Lewisa. Pisząc o zaskoczeniu radością miał na myśli zmianę spojrzenia na sprawy wiary, własne nawrócenie. Chociaż publikując tę jakże osobistą powieść znał już swoją przyszłą żonę - Joy Davidman - być może jeszcze nie przeczuwał, że ona również stanie się jednym z jego największych skarbów...

Joy Davidman

Jak przeczytamy we wstępie*, znajomość Clive'a i Joy rozpoczęła się od wymiany listów. Wkrótce zostali przyjaciółmi, a w roku 1956 roku zawarli związek małżeński, który umożliwiał Joy stały pobyt w Anglii (była ona córką Ukraińca i Polki). Niespełna rok później kobieta dowiedziała się, że ma raka kości. W tym samym czasie Lewisowi i Joy udzielono ślubu kościelnego.
Oboje wiele wycierpieli - on patrząc jak niewidzialny wróg odbiera mu ukochaną osobę i ona - umierając. Po wyczerpującym okresie wypełnionym bólem nastąpiło chwilowe uśpienie choroby, lecz powróciła ona ze zdwojoną siłą - z nowymi przerzutami. Kobieta zmarła po trzech latach od wykrycia raka.

"Wydaje się niemal okrutnym, że jej śmierć przyszła na tyle późno, by zdążył pokochać ją tak mocno, że wypełniła całe jego życie niczym najpiękniejszy prezent, jaki kiedykolwiek otrzymał od Boga. I wtedy odeszła, zostawiając Jacka w miejscu, które jej obecność dla niego stworzyła."
- Douglas H. Gresham

Tam, gdzie brakuje radości - Joy - uczuciowa pustka zostaje wypełniana przez smutek. Właśnie o nim opowiada Lewis w książce, która jest historią pewnej żałoby (A Grief Observed). Forma dziennika Clive'a w najpełniejszy sposób świadczy o wewnętrznym rozbiciu tego człowieka - myśli są urywane, zupełnie jakby mówił o czymś w przerwach pomiędzy momentami załamania. Sposób przekazu pozwala w pewnym sensie zrozumieć uczucia autora, z kolei jego słowa sprawiają, że nie tylko obserwujemy cierpienie, ale też w nim uczestniczymy. Czytamy o wielkiej miłości - poważnej i wesołej, romantycznej i bardzo realnej. Poznajemy ból po utracie czegoś najcenniejszego i strach przed umieraniem pamięci po najbliższych. Jak mówi sam Lewis, żadna fotografia nie odda uśmiechu ukochanej osoby, a przewrotna pamięć człowieka sprawia, że z czasem niektóre wspomnienia blakną.

Książka nie jest żadnego rodzaju poradnikiem dotyczącym tego, jak poradzić sobie z wydarzeniami, na które nie mamy wpływu. Charakterystyczną cechą twórczości Lewisa jest fakt, że czytając jego słowa mamy wrażenie jakby pisał do samego siebie - tworzył dziennik, który nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego. Smutek jest przepełniony szczerością.

"A gdzie tymczasem jest Bóg?" 

Autor uświadamia sobie, że tak często zwracamy się do Boga w cierpieniu, a zapominamy o nim gdy jesteśmy szczęśliwi. Jednocześnie obawia się własnego zachwiania wiary - nie tego, że stanie się na powrót ateistą, ale raczej zacznie wierzyć, że Bóg nie słucha modlitw, rygluje drzwi gdy przychodzimy z prośbą o pomoc, wcale się o nas nie troszczy. Po momentach zwątpienia - w moc swojej wiary i miłości do żony - przychodzi czas na zawierzenie Bogu i świadectwo wiary.

Nie mogę powiedzieć, że wiem dokładnie, co przeżywał Lewis. Nigdy nie straciłam tak bardzo bliskiej mi osoby, a przecież wyobraźnia nie zastąpi doświadczenia. Współczułam mu i miałam ochotę razem z nim przełykać łzy - to fakt, ale czy jestem w stanie w pełni zrozumieć jego cierpienie jako obserwator stojący gdzieś z boku? Z pewnością nie. A mimo wszystko ta książka dała mi więcej, niż mogłabym się spodziewać. Pomogła mi spojrzeć na problem bezsilności, rozgoryczenia, zgłości - po prostu smutku - z zupełnie innej perspektywy, dlatego polecam ją nie tylko osobom pogrążonym w żałobie (chociaż to właśnie do nich jest skierowana).

* Smutek, str. 21

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Esprit :)