sobota, 22 grudnia 2012

Grudzień to taki miesiąc, który w jednej trzeciej można przespać, w połowie zaczytać, a w całej reszcie przesiedzieć i nie zrobić kompletnie nic – a przynajmniej jeśli mieszka się w mieście, gdzie trochę szaro-buro i kompletnie bezśnieżnie.

Nie miałam konkretnych planów na ostatnie trzydzieści jeden dni roku (oczywiście tych pozaksiążkowych, bo na brak lektur nie narzekam), a jednak udało mi się odwiedzić trzy ciekawe miejsca: Bunkier Sztuki, Cinema City i Operę Krakowską – każde zupełnie inne, ale wszystkie do wpisania na kulturalną listę Krakowa…

źródło zdjęcia

Po pierwsze fotograficznie, czyli World Press Photo w Bunkrze Sztuki

World Press Photo to jeden z najważniejszych - w świecie fotografii - konkursów, w którym co roku są wyłaniane najlepsze zdjęcia opowiadające o współczesnym świecie: te uwieczniające wydarzenia ważne z politycznego, sportowego czy przyrodniczego punktu widzenia, ale też przedstawiające codzienne życie zwykłych-niezwykłych ludzi. Zwycięskie prace krążą po różnych krajach, można przyjrzeć im się z bliska na specjalnie organizowanych wystawach. 

W Krakowie fotograficzne perełki czekały na zwiedzających od 10 listopada do 7 grudnia w Bunkrze Sztuki. Nie mam pojęcia, ile osób zdecydowało się tam zajrzeć, ale najwidoczniej nie tylko my odkładamy wszystko na ostatnią chwilę (czyt.: 5 grudnia tłumy dopisały :)). Mimo wszystko warto było trochę pocierpieć i przeciskać się pomiędzy ludźmi, by przyjrzeć się z bliska tym zdjęciom i przeczytać dołączone do nich historie - bo fotografie, które tworzyły tę wystawę, to nie tylko ładne ujęcia, to prawda o naszej "cywilizacji", to piękno przyrody i wreszcie jednostkowe radości i dramaty. Jeśli połączyć to wszystko z jeszcze świeżymi wrażeniami po lekturze książki Bractwo Bang Bang, naprawdę trudno oderwać wzrok. Warto wspomnieć, że Polskę także miał kto reprezentować: drugie miejsce w kategorii Ludzie i Wydarzenia należało do Tomasza Lazara za zdjęcie nowojorskich protestów Occupy Wall Street (moim zdaniem jedno z najciekawszych).

A zwiedzający? Chyba można było podzielić ich na trzy grupy: (1) tych, którzy studiują na ASP i informują o tym cały świat, (2) ludzi robiących zdjęcia zdjęciom - co najciekawsze - telefonami komórkowymi i całą resztę. Świat oszalał... i widać to nie tylko na fotografiach z Bliskiego Wschodu.

naprawdę warto

Po drugie filmowo - Atlas Chmur w Cinema City

Do ostatniej chwili wahałyśmy się, czy wybrać Annę Kareninę, czy raczej zdecydować się na Atlas chmur. Nie byłam przekonana do pierwszego tytułu, bo moim zdaniem duet Knightley (rola główna) + Wright (reżyseria) to - na przykładzie Dumy i uprzedzenia - nieszczególnie zachęcająca wersja klasyki. Z drugiej strony nie chciałam oglądać Atlasu chmur przed przeczytaniem książki, na podstawie której powstał... swoją drogą bardzo chwalonej książki.

W każdym razie wybór padł na drugi tytuł. Wchodzimy na salę kinową - pustki. Siadamy wygodnie i z nadzieją, że ekranizacja nie będzie kompletną porażką (zwłaszcza że trwa długo i ciężko byłoby nie usnąć na czymś kiepskim lub średnio dobrym). Reklamy, zwiastuny... a tak, prawie zapomniałam, że przyszłam tutaj na film.

Trzy godziny później i jak wrażenia? Z pięciu osób dwie zachwycone, dwóm się podobało, a jedna od połowy zerkała na zegarek - statystyki całkiem niezłe. Zaliczyłam siebie do tej pierwszej grupy, bo po pierwsze uwielbiam historie, w których nie do końca wiadomo, o co tak naprawdę chodzi i łatwo jest się pogubić albo inaczej coś zinterpretować, wyobraźnia ma spore pole do popisu. Film zaplusował u mnie też głównym przesłaniem, ale nie zdradzę szczegółów, bo o nich mowa dopiero na samym końcu. Po seansie żartowaliśmy, że żeby połapać się w tym kto jest kim, trzeba obejrzeć Atlas chmur przynajmniej trzy razy - może coś w tym jest? :)

bardzo dobry

Po trzecie klasycznie. Straszny dwór w Operze Krakowskiej

Zastanawialiście się kiedyś, kto chodzi do opery? Średnia wieku do przewidzenia - w każdym razie my mocno ją zaniżaliśmy - ale co w piątek wieczorem robiły tam dzieci w wieku ok. 8-10 lat? Do tej pory nie mogę tego zrozumieć, zwłaszcza że nie mówimy tutaj o wystawianym wcześniej "Małym lordzie", a "Strasznym dworze", Moniuszki.

Wrażenia bardzo różne - w sam raz na pierwszy raz. Po pierwsze nie do końca rozumiałam cały tekst (zwłaszcza gdy nagle dwadzieścia osób zaczynało śpiewać różne fragmenty jednocześnie - poplątanie z pomieszaniem) i pod koniec czas trochę mi się dłużył. Poza tym jestem raczej zadowolona. Historia bardzo prosta, a jednocześnie ciekawa i mnóstwo muzyki - czego chcieć więcej? Na dodatek z mojego miejsca widziałam całą orkiestrę, a ona zdecydowanie tworzyła najmocniejszą stronę całości!

coś, co warto przeżyć 

Nowe doświadczenia zebrane, a co w styczniu?

Macie jakieś pomysły na spędzenie następnego miesiąca? :)

15 komentarzy:

  1. Również ostatnio wybrałam się na "Atlas chmur" i choć początkowo nie do końca rozumiałam fabułę, ostatecznie film bardzo mi się podobał. Aktorzy zostali znakomicie dobrani do swoich ról, a do tego film jest świetnie zrobiony pod względem technicznym. Koniecznie muszę zapoznać się i z książką :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Musiało być wspaniale:)
    Na Atlas Chmur muszę koniecznie wybrać:)

    OdpowiedzUsuń
  3. a jednak udalo ci sie fajnie wykorzystac grudzien :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wykorzystany w 100 % widzę ;)

    Zapraszam na konkurs z PRYMAT : http://book-and-cooking.blogspot.com/2012/11/konkurs-z-firma-prymat-edycja-swiateczna.html Wystarczy podać przepis na danie świąteczne, obojętnie jakie z użyciem przypraw PRYMAT ;)

    Wesołych Świąt !

    OdpowiedzUsuń
  5. Opera? Również kiedyś muszę się wybrać;)
    Też byłam w grudniu w Bunkrze Sztuki, jednak nie na World Press Photo (niestety). To robienie zdjęć komórkami mogę w jakiś sposób wytłumaczyć - jeżeli trafiłaś akurat na grupę ludzi z mojego kierunku studiów;) W ramach jednego przedmiotu mamy zaliczyć co najmniej 7 wyjść kulturalnych, na dowód że się gdzieś było trzeba napisać relację i dołączyć zdjęcia. A że studenci nie zawsze mają przy sobie aparat...;)
    Też widziałam "Atlas chmur" w cinema city. Sala była jednak pełna;) Jestem pod wrażeniem tego filmu...i charakteryzacji aktorów;)

    OdpowiedzUsuń
  6. grudzień widzę był całkiem interesujący, a jeszcze się nie skończył :)

    styczeń? nie mam pojęcia :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Na "Atlas Chmur" koniecznie muszę się wybrać:))

    OdpowiedzUsuń
  8. Byłam w operze tylko raz i bardzo bardzo mi się podobało. Nic tak na mnie nie oddziałuje jak muzyka. Niestety wśród moich znajomych nie ma chętnych na wyjścia do opery, więc nie wiem, kiedy znów pójdę:( Co do "Atlasu Chmur" to najpierw książka, potem film, no a fotografie bardzo lubię oglądać i zazdroszczę Ci, że wzięłaś udział w tej wystawie. Na pewno było warto.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspaniałe propozycje:) Ten film baaardzo chcę zobaczyć! Też lubię takie historie;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam w planach wybrać się na "Atlas Chmur", a twoja opinia utwierdziła mnie w przekonaniu, że to bardzo dobry pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jejku, jak ja dawno w operze nie byłam! Muszę nadrobić zaległości. A o "Atlasie chmur" też słyszałam dużo dobrych opinii i pewnie niebawem obejrzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Atlas chmur mnie także się spodobał! Właśnie czytam książkę, podobno jest o niebo lepsza od filmu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeszcze grudzień nie minął a ty go spożytkowałaś milion razy lepiej niż ja

    OdpowiedzUsuń
  14. Mi w grudniu kompletnie nic się nie chce :( Święta i tylko święta :D

    Dodaję do obserwowanych i mam nadzieję ,że zrobisz to samo na moim blogu www.gabusiek.blogspot.com :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale się u Ciebie ciągle na blogu zmienia :)

    Ja już Atlas Chmur widziałam - na potrzeby recenzji to zrobiłam ;)

    Pozdrawiam przedświątecznie!

    OdpowiedzUsuń