sobota, 3 listopada 2012

Z muzyką na pierwszym planie - Wyższe sfery
Czas trwania: 1 godzina 47 minut
Premiera: 1956
Reżyseria: Charles Walters

Schowane w cieniu Filadelfijskiej opowieści, Wyższe sfery są określane mianem musicalowej wersji, która nie dorównuje oryginałowi, a jednak wciąż przyciągają – obsadą przede wszystkim. Nic w tym dziwnego, bo zobaczyć Binga Crosby’ego, Franka Sinatrę albo Louisa Armstronga na dużym ekranie to z pewnością marzenie niejednego miłośnika jazzu...

Tracy (Grace Kelly) ponownie wychodzi za mąż. Tuż przed planowanym wydarzeniem do rodzinnej posiadłości Lordów przybywają pierwsi goście i zainteresowani tematem reporterzy (m. im. Frank Sinatra). Wśród nich ojciec głównej bohaterki, który zostawił żonę dla młodej tancerki, a także były mąż (Bing Crosby) próbujący przekonać ją, że rozstając się z nim popełnia ogromny błąd.

Data ślubu zbiega się w czasie z planowanym festiwalem jazzowym. Okolica wypełnia się muzyką i śpiewem ludzi zaproszonych przez dawną miłość Tracy (jednym z przyjaciół Dextera jest Louis Armstrong).

Wyższe sfery to w znacznym stopniu historia kobiety szukającej miłości. Tracy, która rozkochuje w sobie niemal wszystkich mężczyzn, sama nie potrafi kochać - być może boi się odrzucenia po doświadczeniach z ojcem. Inni bohaterowie porównują ją do antycznego posągu. Jest piękna, budzi zachwyt, ale odrzuca chłodem. Mimo to ponownie wychodzi za mąż. Nie trudno jednak zauważyć, że nie jest zakochana w swoim wybranku. Problemem jest dla niej także nie do końca wygasłe uczucie i to nowe, które właśnie się rodzi...

Wystarczy usiąść wygodnie w fotelu i włączyć ten film, by móc posłuchać opowieści o tym, czym jest jazz. Właśnie ten gatunek jest muzycznym bohaterem Wyższych sfer. Niesamowita obsada i bardzo dobre piosenki to cechy, dla których warto zwrócić na niego uwagę. Połączone sprawiają, że fabuła schodzi na dalszy plan, jest jedynie ciekawym dodatkiem. Widz skupia się raczej na znanych wszystkim głosach i obserwowaniu tego, jak muzycy radzą sobie na scenie. Ich obecność jest gratką dla tych, którzy na co dzień  słuchają Sinatry czy Armstronga.

Warto zwrócić uwagę na tę perełkę - mimo że została stworzona raczej z myślą o fanach jazzu, nie znudzi ona także tych, którzy w muzyce szukają czegoś zupełnie innego. Wyższe sfery to kawałek starego, dobrego kina z fabułą dla romantyczek, ale nastrojem dla każdego, kto lubi spędzić przyjemny wieczór w ciekawym towarzystwie. Trafiłam na niego zupełnie przypadkiem i bardzo mnie to cieszy, bo uwielbiam wokalistów, którzy w nim zagrali.

13 komentarzy:

  1. Znów nie oglądałam, ale może się skuszę

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę obejrzeć, choćby ze względu na Grace Kelly! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Klasyk ;)) chętnie po niego sięgnę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Znowu coś, czego nie znam ;x wstyd, żebym klasyku nie znała.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, nie wiem, jak to się stało, że nie słyszałam o tym filmie. Sinatrę uwielbiam wręcz! Muszę obejrzeć koniecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chętnie obejrzę, jeżeli tylko znajdę trochę wolnego czasu. : )

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo miło wspominam ten film, zresztą Franka Sinatry i Grace Kelly nigdy nie mam dość :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie słyszałam, ale miło się słucha :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Jazz bardzo lubię, ale o filmie słyszę pierwszy raz:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię od czasu do czasu posłuchać jazzu, więc skoro w powyższym filmie są takie muzyczne akcenty, to ja jak najbardziej jestem chętna go obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kolejny film, którego nie widziałam, a do którego mnie skutecznie zachęciłaś :) Ale miłośniczką jazzu z pewnością nie jestem, chociaż też nie mogę powiedzieć czy lubię tę muzykę czy nie, ponieważ nigdy się nie wsłuchiwałam.

    OdpowiedzUsuń