piątek, 9 listopada 2012

Na kawie z klasyką, Wydawnictwo MG

Wracając do książek takich jak Małe kobietki spotykamy te same osoby, a jednak zawieramy nowe znajomości: wszystko dlatego, że patrzymy na bohaterów z innej perspektywy. Każdy powrót do jednej z ulubionych powieści wiąże się z odkryciem, że chociaż tekst się nie zmienia, my nie jesteśmy już tymi samymi ludźmi. Coś jednak pozostaje – mimo wszystko – na swoim miejscu: miłość do klasyki: tych docenionych, ale jednak tak często zapomnianych lektur…

Pani March oddała krajowi swój największy skarb - pozwoliła mężowi spełnić patriotyczny obowiązek, a tym samym zdecydowała się samotnie wychować cztery małe kobietki. Nie może zapewnić im bogactwa, ale robi wszystko, by przekazać córkom wartości cenniejsze niż złoto - uczy je miłości, szacunku, sztuki poświęcenia i wybaczania. Dziewczyny dorastają w atmosferze miłości, każda z nich przeżywa swoje smutki i radości, każda też dorasta na swój własny sposób: najstarsza Meg chce opiekować się młodszym rodzeństwem, Jo żałuje, że nie urodziła się jako chłopiec. Uważa też, że powinna przejąć obowiązki głowy rodziny do czasu, gdy ojciec wróci do domu. Beth jest najcieplejszą duszą. Stworzyła sierociniec dla najbiedniejszych lalek i znacznie bardziej troszczy się o innych niż o sobie. Z kolei Amy należy do tego typu dziewczyn, których największym  zmartwieniem jest niekształtny nos. Czasem zadziera go trochę za bardzo i nie zwraca uwagi na to, co dzieje się wokół niej.

"Małe kobietki" to przede wszystkim urocza i słodka opowieść o dorastaniu. Jej morał został dość wyraźnie zarysowany (może nawet aż za bardzo - szczególnie dla kogoś, kto jest uczulony na umoralniające treści), a skupia się on wokół stwierdzenia, że to nie pieniądze są źródłem szczęścia. Cztery dziewczyny - Meg, Jo, Beth i Amy - mają jedynie siebie i kochającą je matkę, a mimo to są zawsze radosne. Marzą o lepszym życiu, ale nie bujają w obłokach - zarabiają na życie, a jednocześnie ciężko pracują nad swoimi charakterami, a to czyni je niezwykle bogatymi.

Książka zasługuje na uwagę nie tylko dlatego, iż jest zaliczana klasyki literatury. Jest to prosta i kochana historia, która porusza wyobraźnię. Razem z głównymi bohaterami przeżywamy przygody, uczymy się wciąż nowych rzeczy i spędzamy godziny w świecie wyobraźni. Lektura mija niesamowicie szybko i zostaje w sercu na długo.

Istnieją dwa powody, dla których warto rozejrzeć się za Małymi kobietkami. Pierwszym jest ten, który skłonił mnie do ponownego przeczytania książki: nowe, cudowne wydanie z twardą oprawą i niesamowitą okładką (przyjrzyjcie się jej bliżej, jest naprawdę rewelacyjna!). Drugi jest jeszcze dość odległy: to powoli zbliżające się święta Bożego Narodzenia, bo chyba właśnie w ich trakcie najlepiej jest czytać powieść Louisy May Alcott.
Kadr z filmu "Małe kobietki"

26 komentarzy:

  1. Czytałam i również mi się podobała. Chętnie sobie sprawię to nowe wydanie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam to wspaniałe nowe wydanie i jego lektury już nie mogę się doczekać! I recenzja naprawdę baardzo fajna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Była dla mnie ukochana, jak Ania z Zielonego W. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam tę powieść wiele lat temu, bardzo mi się podobała:) Miłe wspomnienia obudziłaś, a wydanie książki zachwyca:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Udało Ci się mnie zmotywować do nabrania obrotów w celu zdobycia tej książki, bo chociaż film widziałam kilka razy, to jednak nic nie zastąpi czaru słowa pisanego, a w końcu Święta tuż, tuż...

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam tę powieść jako nastolatka, bardzo mi się podobała. To książka tego typu, do której chętnie wraca się po latach. Ach jak ja lubię i cenię wydania w twardych okładkach

    OdpowiedzUsuń
  7. "Małych kobietek" nie miałam jeszcze okazji poznać ('ale jak to?!') i bardzo boleję nad tym faktem, bo wszyscy je chwalą. Może uda mi się zdobyć książkę na święta? W końcu jest tak, jak sugerujesz: to najlepszy okres na nadrabianie klasyki literatury :) A okładka jest cudowna! Chciałabym mieć to wydanie w swoich zbiorach :)

    Ja także niejako wychowałam się na Doyle'u i nie wiem, kim bym była, gdybym nie znała jego książek ;) Mam nadzieję, że "Techniki samorozwoju' przypadną Ci do gustu tak samo, jak mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie słyszałam wcześniej ani o książce, ani filmu nie widziałam, ale Twoja recenzja, jak zwykle! jest bardzo zachęcająca, więc jeśli ta książka będzie w mojej bibliotece, a zakładam, że będzie, to na pewno po nią sięgnę. Podoba mi się również okładka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Polecam kolejne części, ciekawe i nie tylko w świątecznym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. No to i ja się skuszę na tę książkę, ale zrobię to jak należy - w okresie świątecznym :)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam tę książkę! Jest taka ciepła i pełna magii, faktycznie pozycja idealna na przedświąteczny okres.

    Zgadzam się, co do literackich powrotów: niby ta sama książka, a jednak zupełnie inna. Co innego wzrusza, przykuwa uwagę, zachwyca.

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytała i... to była droga przez mękę! może byłam za młoda, nie wiem, ale nie wspominam miło tej powieści :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam w planach, a okładka nowego wydania mnie zachwyciła :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Och, nie. Nie podobała mi się ta książka, nudziła i denerwowała. Ale okładka interesująca.

    OdpowiedzUsuń
  15. Zaprosiłam cię do nowej blogowej zabawy . Szczegóły tutaj: http://anne18-recenzentka.blogspot.com/2012/11/nowa-zabawa-blogowa.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie okładka niestety nie zachwyca - nie lubię różowego koloru;)
    Co do samej książki, nie pamiętam dokładnie swoich odczuć z nią związanych: czytałam ją już dosyć dawno. Ale podejrzewam, że mi się podobała;) Czy bym do niej wróciła? Nie wiem. Z jednej strony mam ochotę na powrót do lektur z dzieciństwa. Z drugiej, jest tyle nowych książek...;) Chyba jednak wolałabym już nie czytać "Małych kobietek".

    OdpowiedzUsuń
  17. Przyznaję, że jeszcze nie czytałam tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zapraszam do zabawy: http://takijestswiat.blogspot.com/2012/11/zabawa-blogowa.html

    OdpowiedzUsuń
  19. Ta książka skojarzyła mi się z "Oliverem Twistem", tzn. spodziewam się, że emanuje z niej to niezwykłe ciepło :) Może kiedyś sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie czytałam jeszcze tej książki, ale kusi mnie, zatem na pewno sięgnę po nią. A i film muszę zobaczyć. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Mnie jakoś nowa okładka się nie podoba ;P
    Jeszcze nie czytałam, ale mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Wstyd się przyznać, ale nie czytałam "Małych kobietek". Mam ochotę nadrobić, więc mam nadzieję, że już niedługo poznać historię bohaterek :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Przyznam szczerze: nie słyszałam, co za tym idzie nie czytałam, ale widzę, że muuuszę nadrobić!

    OdpowiedzUsuń
  24. niektórym przydałaby się taka szkoła życia ;) miłość jest najważniejsza !

    OdpowiedzUsuń
  25. Jejku jak ja dawno ją czytałam! Muszę sobie odświeżyć jej lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Z Małymi kobietkami mam ochotę zapoznać się już od jakiegoś czasu i prezent gwiazdkowy będzie doskonałym pretekstem do kupna tej książki :)

    OdpowiedzUsuń