czwartek, 29 listopada 2012

Być w najważniejszym miejscu na świecie
Dotrzeć tam, gdzie ludzie każdego dnia walczą o przetrwanie, udokumentować zbrodnie naszego wieku i pokazać je światu, by coś zmienić. Znaleźć się w miejscu, z którego wszyscy chcieliby uciec i przezwyciężyć strach, zapomnieć o niebezpieczeństwie – trzeba przejść tak wiele, by móc zrobić jedno zdjęcie: to, które wstrząśnie innymi, zmusi ich do refleksji i działania. I wreszcie: nie ugiąć się pod presją tłumu oskarżającego o brak serca. Gdzie szukać sił, by poradzić sobie z tym wszystkim?

Walczyć z wiatrakami... aparatem
Zawód fotografa wojennego to misja, powołanie, ale też przekleństwo. Podczas gdy większość z nas patrzy z niesmakiem na ludzi przyglądających się śmierci i cierpieniu poprzez obiektyw aparatu, oni wiedzą, że jedynym sposobem, by położyć kres biedzie czy niesprawiedliwości, jest pokazanie światu dzieci umierających z głodu i brutalnie mordowanych dorosłych. Nie robią tego dla pieniędzy (często są zmuszeni pracować jako wolni strzelcy, żyć z dnia na dzień), ciężko jest też dopatrzeć się innych powodów ich działania, przecież taka praca niszczy zdrowie psychiczne, często także pozbawia życia...

Stać gdzieś z boku
Jeden z członków Bractwa Bang Bang, Kevin, napisał o tym, jak wpływa na niego praca:
 
"Doświadczam depresji i mam koszmary. Po tym, co widziałem, czuję się wyobcowany, oderwany od "normalnych" ludzi, również rodziny."

Jego świadectwo pokazuje, że chociaż ludzie tacy jak on 'tylko pracują' w krajach Trzeciego Świata, nie żyją tamtymi problemami, bo przecież 'to nie ich wojna', w rzeczywistości nie są w stanie uodpornić się na wszystko, co ich tam spotyka. Każde zdjęcie jest dla nich kolejnym koszmarem. Dzięki nim zyskują sławę, ale coraz bardziej oddalają się od szczęścia.

Zostać człowiekiem jednego zdjęcia
Gdy świat obiegło zdjęcie dziewczynki, która próbowała dotrzeć do punktu żywienia i obserwującego ją sępa, Kevin Carter – autor fotografii – został zasypany pytaniami. Co zrobił, by pomóc niedożywionemu dziecku? Czy odgonił ptaka? Ludzie, którzy spędzają całe życie w wygodzie i poczuciu bezpieczeństwa, udając, że w naszych czasach nie istnieje coś takiego jak konflikty zbrojne, poddali ocenie moralność człowieka, który zrezygnował ze wszystkiego i narażał się na niebezpieczeństwo, by w ten sposób walczyć o pokój tak, jak potrafił, czyli pokazując innym całe to otaczające nas zło i próbując przebić się do ich sumień. Fotoreporter został porównany do sępa z własnej fotografii, ale czy nie był on także w pewnym sensie kozłem ofiarnym, na którego zrzucono wszystkie winy? 

Podzielić się wrażeniami
Chociaż uważa się, że słowo pisane umiera, właśnie teraz panuje moda na to, by każdy (zwłaszcza celebryci, ale nie tylko), kto ma coś ciekawego do powiedzenia, albo przynajmniej uważa, że tak jest, pisał książkę o własnym życiu. Autorzy Bractwa Bang Bang najwyraźniej ulegli tym samym trendom, na szczęście jednak należą oni do tej pierwszej grupy: tych, którzy przeszli coś, o czym warto opowiadać innym. Ich świadectwo jest mocne i  przygniatające. Przede wszystkim zmusza ono do zastanowienia się nad tym, jak my oceniamy pracę fotoreporterów. Niestety książka nie zachwyca od strony językowej. Momentami wciąga, potem znowu może nużyć. Myślę, że warto zwrócić na nią uwagę bardziej od strony przekazu niż treści - pod tym względem jest rewelacyjna.

Sęp i dziecko, fotografia autorstwa jednego z bohaterów książki

11 komentarzy:

  1. Pamiętam, jakie to zdjęcie zrobiło na mnie wrażenie (nadal robi!). Bardzo chcę przeczytać tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam i również mną wstrząsnęła. Nigdy nawet nie zastanawiałam się, jak wiele może zmienić jedno zdjęcie i ile narażają ich autorzy. Świetna książki, choć tak jak piszesz momentami nuży.

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałem o tej książce i bardzo chcę ją przeczytać.Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. O książce nie słyszałam, ale zdjęcie już wcześniej wną wstrząsnęło. Muszę po nią sięgnąć

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wyobrażam sobie, jak można pracować jako fotograf wojenny. Nie postrzegam tych ludzi jako osoby wykorzystujące czyjąś tragedię do swoich celów. Ale to bardzo wykańczający psychicznie zawód... Ta książka wydaje się być dobrą odpowiedzią na różne moje wątpliwości związane z tym zawodem. Jednak nie mam teraz ochoty jej czytać...

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że gdybym zobaczyła coś takiego na żywo... chyba nic już nie byłoby takie samo:( Zwątpiłabym zupełnie we wszystko...

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka bardzo w moim klimacie! Mam na nią oko już od jakiegoś czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Okropna fotografia, naprawdę. I strach pomyśleć, że codziennie jest masa jedzenia marnowana... Koszmar, po prostu koszmar.
    Nie wiem czy byłaby to dobra książka dla mnie. Chyba zbyt pesymistyczna...

    OdpowiedzUsuń
  9. Praca fotografa wojennego, tak jak napisałaś, nie jest zawodem, na którym się zarabia. To swoista niezwykle ciężka misja. Potrafię sobie wyobrazić, jak trudne musi być sięgnięcie po aparat i robienie zdjęcia cudzemu cierpieniu. Rozumiem jednak, że tym jednym pstryknięciem można naprawdę wiele zmienić. Chętnie po tę książkę sięgnę, nawet pomimo kiepskiej strony językowej.

    OdpowiedzUsuń
  10. Takie książki, przynajmniej dla mnie muszą być dobrze napisane. Niestety mam ciężki sposób przyswajania tego typu literatury. Przeczytałabym z chęcią, ale jeżeli mówisz, że język jest nie za dobry, to chyba zrezygnuję.

    OdpowiedzUsuń