czwartek, 4 października 2012

Literatura faktu

Historia, II Wojna Światowa, Wydawnictwo: Świat Książki

Historia zdecydowanie nie staje po stronie członków Sonderkommando - nazywa ich zdrajcami, a także oskarża o to, że dokładali cierpień własnemu narodowi. Czy rzeczywiście byli oni podłymi, zepsutymi ludźmi, czy może po prostu korzystali z okazji, by zadbać o siebie i najbliższych? Posłuchajmy opowieści jednego z nich - człowieka, który przeżył wojnę, by teraz opowiedzieć o niej następnemu pokoleniu...

Gdy wybuchła wojna, miał szesnaście lat. Razem z innymi Żydami, którzy mieszkali w tym czasie w Łodzi, musiał przeprowadzić się do Getta, gdzie – dzięki znajomościom zawdzięczanym ojcu – został członkiem Sonderkommando. Przeżył, bo mógł liczyć na dodatkowe porcje żywności i był chroniony przed wywózkami. Zatłoczone pokoje, choroby i śmierć  nie stanowiły głównej części jego losu, były gdzieś na drugim planie. Życie, które stało się jego udziałem,  było marzeniem większości. Nie do końca zdawał sobie z tego sprawę, ale też nie zamykał oczu na cierpienie innych. Po latach wspomina:

"W getcie działo się wiele smutnych rzeczy, los wielu ludzi był wstrząsający i niejedno wspomnienie prześladuje mnie jeszcze po sześćdziesięciu latach."

Po likwidacji getta trafił do Oświęcimia, a następnie - innych obozów koncentracyjnych. Szybko przekonał się, że jeśli chce przetrwać, musi uodpornić się na wszechobecny ból, zapomnieć o współczuciu. Pytany o to, co czuł, gdy ktoś na jego oczach padał martwy, odpowiada:

"Nie przejmowałem się tym zbytnio, ponieważ był to element naszej codzienności, taj jakby dzisiaj ujrzeć kogoś wyrzucającego niedopałek papierosa. Nie dało się nic poradzić, myślało się tylko o najbliższej porcji zupy."

Jego zdaniem jedyne uczucia, do których nie można było się przyzwyczaić, to chłód, głód oraz strach. Od chwili, gdy zorientował się w sytuacji,  zdobywanie jedzenia stało się celem, jedynym zajęciem godnym uwagi. W pewnym momencie przyznaje:

"To fakt, że wszystkie moje opowieści obracają się wokół jedzenia, gdyż podczas wojny wyżywienie było rzeczą pierwszoplanową."

Przebiegłość, dobry kontakt z innymi i nieprawdopodobne szczęście – te trzy cechy były jego zdaniem podstawą, bez których nie myślało się o przetrwaniu. Anatol wielokrotnie powtarza, że każdy, kto nie zginął w obozie koncentracyjnym, ale dożył chwili wyzwolenia, z pewnością wielokrotnie mógł liczyć na uśmiech losu, ale też organizował sobie jedzenie na przeróżne sposoby, bo podstawowe racje żywnościowe zdecydowanie nie były wystarczające.

Książka już na pierwszy rzut oka jest ciężka - przytłacza tematyką. To historia, jakich wiele, a mimo to naprawdę ciężko jest myśleć o nich pojedynczo: o ludziach, którzy przeszli przez piekło wojny od początku do samego końca. Rozstali się z rodzinami, stracili nadzieję i czekali... najpierw na ocalenie, potem już tylko na śmierć, a ta przychodziła powoli, na raty. 

Anatol Chari, który trafił do getta, a potem do obozów jako ledwie nastolatek, relacjonując przeróżne wydarzenia, często wspomina, że tak to po prostu wyglądało. Jego słowa wydają się być pozbawione uczuć, a przy tym niosą ze sobą silny ładunek emocjonalny: szokują, wprawiają w osłupienie i wywołują współczucie, a czasem wręcz niedowierzanie.

Moim zdaniem Podczłowiek to bardzo wartościowa książka. Ukazuje ona wojnę z ciekawej perspektywy człowieka, który mógłby być nazwany zdrajcą, a jednak ciężko powiedzieć, że był zły - on po prostu próbował odnaleźć się w tych nieludzkich warunkach, na tym niesprawiedliwym świecie. Jego wspomnienia tworzą jedną z najlepszych książek, jakie ostatnio czytałam - ci, którzy interesują się tematyką II Wojny Światowej, zdecydowanie powinni po nią sięgnąć.

W trakcie lektury nasuwa się myśl, która towarzyszyła mi podczas oglądania filmu Pianista - każdy Żyd, każdy człowiek, który przetrwał w obozach koncentracyjnych, musiał mieć nieprawdopodobnie dużo szczęścia. Przecież tyle razy mógł dokonać złego wyboru, zostać na czymś przyłapanym i zginąć w ciągu sekundy, a jednak... Skoro przeżył, to znaczy, że świat powinien wysłuchać jego wspomnień.

24 komentarze:

  1. Jest to tematyka która jest ciężka, ale mnie interesuje. Nigdy nie czytałam wspomnień człowieka z Sonderkommando. Sama nazwa chyba większość z nas się źle kojarzy. Ale masz rację że w tamtych czasach ludzie musieli podejmować ciężkie wybory. Mam dużą ochotę na tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Do niedawna w ogóle mnie te tematy nie interesowały, ale zaczynam się do nich przekonywać i interesować się nimi, więc z chęcią przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tematyka absolutnie wymagajaca uwagi. Wiele sie mozna z takich ksiazek dowiedziec ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się, że to interesująca książka i chociaż tematyka jest faktycznie przytłaczająca warto ją przeczytać.
    Każdy kto wrócił z wojny, obozu lub gułagu miał szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  5. Temat bardzo trudny, ale przedstawiony w odpowiedni sposób

    OdpowiedzUsuń
  6. tematyka ciężka, ale bardzo ciekawa, na pewno przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam jeszcze nic, co byłoby pisane z perspektywy członka Sonderkommando, jestem więc bardzo ciekawa tej książki. Wydaje mi się, że nie można nazwać takiej osoby zdrajcą, trzeba spojrzeć na to z innej perspektywy i zastanowić się, co byśmy zrobili, gdybyśmy mieli szansę przeżyć lub ocalić najbliższych. Z pewnością przeczytam, choć na pewno nie w najbliższym czasie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę przyznać że od pewnego czasu zaczęła interesować mnie ta tematyka, tak więc jeśli tylko będę mieć okazję, po książkę z pewnością sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Swego czasu bardzo interesowałam się tą tematykę, dużo czytałam, dużo oglądałam. Chyba każdy ma taki czas w życiu... Obecnie jakoś unikam tej tematyki, nie wiem czemu. Może podświadomie czuję, że znów za bardzo przeżyję te wspomnienia...

    OdpowiedzUsuń
  10. Zawsze po takich książkach czytelnik ma wiele refleksji. Trudna tematyka, ale warto zajrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  11. nie wiem, raczej nie sięgnę, bo rzadko zabieram się po tego typu książki

    OdpowiedzUsuń
  12. Trudna tematyka. Ale trochę interesuję się czasami II wojny światowej. Poza tym nie tak dawno temu byłam w Oświęcimiu, mogłam przekonać się na własne oczy, jak to wyglądało... Lektura tej książki, akurat teraz, byłaby chyba wskazana.
    I masz rację - opowieść każdego, kto przeżył, jest warta wysłuchania.

    OdpowiedzUsuń
  13. U Ciebie można znaleźć prawdziwe perełki literatury wojennej, na pewno przeczytam tę książkę, ponieważ nie miałam okazji poznać relacji członka Sonderkommando.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wchodząc na Twoją stronę, wchodzę do biblioteki II wojny światowej. Tyle tu wspomnień, różnych spojrzeń... Po powyższą pozycję sięgnę. Przeszłość wypada znać, ale z każdej perspektywy. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Przyznaję, że zaciekawiłaś mnie.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  16. jestem bardzo zainteresowana tą książką!

    OdpowiedzUsuń
  17. Wydaje mi się, że historykom teraz łatwo szafować słowami "zdrajca". Jeśli ktoś tego nie przeżył, nie był w gettcie to łatwo mu mówić o wzniosłych ideałach. Podejrzewam, że większość ludzi, którzy znaleźliby się w tak ekstremalnych warunkach dbali by tylko o siebie i swoich bliski. I naprawdę ciężko ich potępić, prawda? Poza tym, za co ich potępiać? Za chęć przetrwania?

    OdpowiedzUsuń
  18. Nad taką tematyką trzeba się bardzo skupić. Niestety teraz nie mam na to czasu, ale może kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak zwykle udało Ci się napisać świetną recenzję bardzo ciekawej książki o trudnej tematyce. Z chęcią bym ją przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale nabrałam dużej ochoty, żeby po nią sięgnąć. Po pierwsze, co już pojawiało się w poprzednich komentarzach, ciekawa jestem spojrzenia członka Sonderkommando. Po drugie, jak piszesz, akcja częściowo zahacza o getto łódzkie, a dla mnie to bardzo interesujący temat.

    OdpowiedzUsuń
  21. If you want to increase your knowledge only keep visiting this site and
    be updated with the latest news posted here.

    my webpage :: best cellulite treatment

    OdpowiedzUsuń
  22. Po przeczytaniu czuję niesmak. Książka jest beznamiętnym opisem żydowskiego cwaniactwa i konformizmu głównego bohatera, który potrafił doskonale urządzić się i w getcie i w obozie KZ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wydaje mi się, żeby główny bohater próbował opisać to, jaki był cwany. Raczej starał się usprawiedliwiać swoje postępowanie, bo chociaż wcale nie był dumny z niektórych zachowań to zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby nie one, nie przeżyłby wojny.

      W literaturze wojennej często można trafić na opisy sytuacji, w których instynkt bierze górę. W warunkach pokoju patrzymy na nie inaczej, ale czym innym jest bycie konformistą z dobrze płatną pracą i drogim samochodem, a inaczej to wygląda (przynajmniej tak myślę) gdy jesteśmy głodni i w dodatku myślimy o tym, że nasi najbliżsi (tutaj matka) sami się o siebie nie zatroszczą.

      Widzę, że zupełnie różnie odebraliśmy tę książkę. Dzięki za opinię! :)

      Usuń