czwartek, 18 października 2012

Seria: Reportaż, Wydawnictwo Czarne


Przyciąga i ciekawi, bo leży gdzieś na końcu świata. Zachwyca krajobrazem, kulturą… Australia, a w niej ci, którzy dla białych byli, są i chyba już zawsze będą niewidzialni: rdzenni mieszkańcy kontynentu, Aborygeni. Pozbawieni ziemi należącej do ich przodków, a czasem nawet prawa do szacunku, są spychani na margines. Zazwyczaj ich głos nie ma siły przebicia, ale w książce Mateusza Marczewskiego właśnie on jest najważniejszy…

Gdy Europejczycy przybyli do Australii, nazwali ją "ziemią niczyją" (terra nullius), zupełnie jakby w chwili, gdy postawili nogę na lądzie, dotychczasowi mieszkańcy kontynentu po prostu przestali istnieć. Zamknęli oczy na religię i zaczęli nawracać. Nie widzieli kultury, więc postanowili zasymilować i ucywilizować. Teraz żyją obok tych, których traktują jak niewidzialnych. Narzucają im własne pojmowanie porządku i uczą, co jest dobre, a jednocześnie dziwią się, że to, co dla nich najlepsze, komuś innemu może po prostu nie odpowiadać. Zamykają rdzennych mieszkańców miejsca, do którego przybyli jako goście, w statystykach, posługują się stereotypami: twierdzą, że Aborygeni są leniwi, nie pracują, żyją w brudzie... Nie wiedzą, jak to wygląda od drugiej strony i nie próbują się tego dowiedzieć - a Mateusz Marczewski wprost przeciwnie.

Autor opowiada o tym, jak wygląda "(...) zwykła codzienność ludzi ukrytych w mroku, nic ze spektaklu, nic z uniesienia". Pokazuje czytelnikowi kulturę, która jest zbyt słaba, by konkurować z europejską, ale to nie znaczy, że można ją nazwać gorszą. Polski reporter skraca dystans pomiędzy Australią i naszym krajem. Przybliża konkretne fakty historyczne, przedstawia ludzi, których sam nazywa niewidzialnymi, a także analizuje aktualną sytuację. Pozwala zobaczyć ten kawałek świata z trochę innej perspektywy.

Nietrudno jest zauważyć, że Mateusz Marczewski posługuje się nie do końca typowym językiem dla literatury faktu: ubogaca słownictwo, a tym samym koloryzuje opisy sprawiając, że są trochę bardziej  poetyckie. Nie wpływa to jednak na wartość jego tekstów jako reportaży. Są one dobrze napisane i - co bardzo ważne - krążą nie tylko wokół okresu, w którym były pisane. Nawiązania do przeszłości pozwalają zobaczyć pełniejszy obraz sytuacji, a cytowane słowa innych ludzi dodają pewności, że czytelnik nie patrzy na Aborygenów i Australię z subiektywnego punktu widzenia.

Czytając Niewidzialnych po raz pierwszy zetknęłam się z tą kulturą w formie opisowej. Do tej pory moja wiedza na ich temat była naprawdę cząstkowa, dlatego cieszę się, że trafiłam na reportaż Mateusza Marczewskiego. Moim zdaniem ciężko byłoby mu cokolwiek zarzucić oprócz tego, że prezentuje sytuację właściwie tylko od jednej strony (pokrzywdzonych Aborygenów), ale przecież chyba właśnie tak miało to wyglądać, bo podczas gdy zawsze Europejczycy są tymi, którzy wyrywają się do przodu, tutaj głos mają słabsi.

Zdecydowanie polecam tę książkę czytelnikom zainteresowanym powoli wymierającą kulturą i Australią w ogóle. Ten zbiór ciekawych tekstów to historia człowieka, który pojechał tam, gdzie my być może nie dotrzemy i zaobserwował to, co dla niektórych nie istnieje, a potem napisał o ludziach żyjących własnym życiem, nie potrzebujących naszej cywilizacji do szczęścia.

18 komentarzy:

  1. Zawsze ciekawiła mnie kultura rdzennych mieszkańców Australii.. nawet kiedyś pisałam o nich pracę na geografię..
    Z przyjemnością bym więc książkę przeczytała :D

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama okładka bardzo przekonuje mnie do tej książki;) Z kulturą Aborygenów miałam styczność jedynie na poziomie ich legend i mitologii, i chętnie to zmienię. Niestety, w najbliższym czasie mój portfel będzie świecił pustkami, ale zapamiętam "Niewidzialnych" i kiedyś położę na nich łapkę;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś, kiedyś chciałam zamieszkać w Australii, ale jak dowiedziałam się ,że jest tak ogrom jadowitych pająków, które łażą gdzie chcą, to mi przeszło, mimo to, z ciekawości przeczytałaby tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Od czasu do czasu lubię oglądać programy na discovery tego typu. Jednak za książki się nie zabieram.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię czytać o różnych kulturach, choć akurat Aborygeni nigdy mnie specjalnie nie interesowali. Natomiast Australia mnie pociąga, więc myślę, że i tak kiedyś sięgnę po tę lub inną książką, związaną z nią związaną.

    OdpowiedzUsuń
  6. Od czasu do czasu mam ochotę na jakąś książkę podróżniczą. Ta nadaje się idealnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Brzmi naprawdę świetnie, jesienią mam ogromną ochotę na tego typu książki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię reportaże i lubię wydawnictwo Czarne. Australia jawi mi się jako egzotyczny kraj, który jednak bardzo chciałabym odwiedzić. Jestem w stanie zaryzykować i dać szansę tej książce:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo lubię czytać i oglądać dokumenty o Aborygenach, a ten reportaż z pewnością przeczytam :D

    OdpowiedzUsuń
  10. z racji studiów, bardzo lubię reportaże... a myśl Australii mnie rozgrzeje :)

    OdpowiedzUsuń
  11. O Aborygenach wiem naprawdę mało, ale chętnie to zmienię. Nawet nie wiedziałam, że taka interesująca książka powstała. Widzę, że lubisz literaturę faktu, przyznam, że ja też coraz bardziej się do niej przekonuję. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hmmm... Australia to niekoniecznie temat, który mnie interesuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja z wielką przyejmnością przeczytałabym tę książkę :) Mnie do takich zachęcać nie trzeba :P

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeszcze do tej pory nie miałam okazji czytać żadnego reportażu. Tak jakoś się złożyło, że wolałam inne gatunkowo książki, ale teraz się to zmieni, bo chce ,,mieszać'' gatunki i poznawać ,,coś innego''. ,,Niewidzialni'' tematycznie mnie zaciekawił, dlatego rozejrzę się za tą książką. Mam nadzieję, że Australia w wydaniu Mateusza Marczewskiego przypadnie mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  15. Tematyka bardzo ciekawa. Chętnie przeczytałabym te reportaże.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Reportaże wspaniale kształcą, jestem pod wrażeniem, że wygrzebujesz takie perełki!!:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mateusz Marczewski to człowiek, który nie płaci swoim kontrahentom, ciągle zwleka z płatnościami. Jako osoba mająca problem z własnymi emocjami i pracą z ludźmi nie ufam mu na tyle żeby wierzyć w słowa w jego książkach, to fikcja literacka. W swojej firmie Berber która jest w stanie upadającym potrafi mydlić oczy swoim pracownikom po czym nie płacić na czas wypłaty. Przykra sprawa ale tak jest...

    OdpowiedzUsuń