niedziela, 16 września 2012

Literatura faktu
Przedpremierowo


Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu były głównym sposobem na prowadzenie długich rozmów, teraz powoli odchodzą w niepamięć. Zastępowane telefonem i internetem, nie są już przydatne. Zapomniano o ich magii i największej zalecie - tworzyły małe dzieła sztuki, były świadectwem życia konkretnych ludzi i czasów, w jakich się znaleźli. Pisane w pośpiechu lub z namysłem, te długie i całkiem krótkie, wypełnione przemyśleniami, ale też te o niczym - wszystkie rodzaje listów składają się na książkę, która przybliża czytelnikowi amerykański romans Tyrmanda...

Ich miłość rozpoczęła się od listu wysłanego przez Mary Ellen do tygodnika, w którym pracował Tyrmand. Po otrzymaniu odpowiedzi zadzwoniła. Umówili się na spotkanie. Zafascynowana intelektem polskiego pisarza, nie zwracała uwagi na to, że dzieliło ich ćwierć wieku. Zaczęli rozmawiać... i nie przestali przez kilkanaście lat. Gdy nie mogli robić tego w cztery oczy, sięgali po czyste karki papieru. Zapisywali pojedyncze myśli, z których z czasem zrodziła się historia całego ich związku - od początkowego flirtu, poprzez czas wypełniony niedopowiedzeniami (Tyrmand nie był typem człowieka, który szybko decydował się na ślub), aż do wspólnego życia w roli męża i żony.

O tym, jaką rolę odegrały w związku Tyrmandów listy, najlepiej świadczy komentarz głównej zainteresowanej:

"Uwiodłam go, chyba bardziej listami niż w jakikolwiek inny sposób."

Był dla niej mężem i profesorem – nauczycielem życia. Ceniła go za inteligencję i bezkompromisowość. Fascynowało ją to, że był starszy, wyrafinowany. Patrzyła na Tyrmanda i widziała pisarza, którego teksty do niej przemawiały, Europejczyka z własnym zdaniem i silą przebicia pozwalającą mówić głośno o wszystkim. Mary Ellen opowiada o swoim mężu z perspektywy kobiety zakochanej - pisze przede wszystkim o jego zaletach, ale stara się też obiektywnie wspominać o wadach. 

Ze słów kobiety i zachowanych listów powstaje obraz Polaka, który chował w sobie ogromny żal do naszego kraju:

"Polska miała dla niego gorzki smak. W swoisty sposób go bolała. Mówił o tym. Miał żal do swojej ojczyzny, która nie pozwalała mu pisać, jak chciał i potrafił."

Opowieść Mary Ellen przyciąga już od pierwszych stron - szczerością przede wszystkim. Trzecia żona Tyrmanda wyznaje, że przy pierwszym spotkaniu była rozczarowana wzrostem pisarza. Nie zakochała się w jego wyglądzie, ale umyśle. Pokochała wielkiego człowieka i sama przy nim stała się niesamowitą kobietą.

W Polsce uznawany za liberała, w USA - konserwatystę.
Bez względu na wszystko nienawidził jednak komunizmu i walczył z nim
- najczęściej słowem, myślą

Wbrew pozorom książka nie jest zbyt słodka, mdła, wypełniona miłością. Tyrmandowa miłość bardziej niż na fizycznym uczuciu, skupiała się na fascynacji umysłami. Leopold i Mary Ellen rozmawiali o polityce, przeszłości, literaturze - o wszystkim, co przyszło im na myśl. Byli nie tylko kochankami, ale też przyjaciółmi i wzajemnymi nauczycielami. Ich listy, które z pewnością nie były pisane z myślą o publikacji, urzekają pod każdym względem. Dobrze napisane, niesamowicie szczerze i prawdziwe, przybliżają czytelnikowi historię związku zapatrzonych w siebie ludzi. 

Gdy tylko zobaczyłam tę książkę, po prostu wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Bardzo cenię Tyrmanda (chociaż nie zgadzam się z nim pod absolutnie każdym względem), dlatego wzmianki o nim są czymś, co przyciąga moją uwagę. W przypadku Romansu amerykańskiego poczułam się podwójnie zainteresowana, bo (1) tutaj sylwetkę pisarza przybliża jedna z najbliższych mu osób i (2) robi to w sposób, który lubię najbardziej - opowiada o mężu cenionemu biografowi i przekazuje znalezione niedawno listy. Drugie wrażenie nie ustępuje pierwszemu. Książkę dosłownie pochłonęłam, w listach się zakochałam, a Mary Ellen polubiłam - między innymi za to, że marzy o nauce języka polskiego, by móc przeczytać powieści zmarłego męża. 

Tyrmandowie. Romans amerykański to bez wątpienia lektura stworzona z myślą o tych, którzy znają twórczość polskiego autora - mogę ją polecić każdemu z nich bez wyjątków. Jeśli jednak ktoś jeszcze się z nią nie zmierzył, moim zdaniem powinien najpierw nadrobić braki, a dopiero potem sięgnąć po omawiany wyżej tytuł.
Liczba stron:  272
Wydawnictwo: MG
Data wydania: 03.10.2012 (zapowiedź)
Oprawa twarda

21 komentarzy:

  1. Właśnie czekam na paczkę od MG i doczekać się nie mogę, bo Tyrmanda uwielbiam i ta książka mnie nęci bardzo:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znowu jakas oryginalna pozycja :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Same pozytywne recenzje tej książki. Zachęciłaś mnie do niej. Poczekam, aż wejdzie do księgarni i kupię. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie napisałaś o tek książce. Wydaje się być wyjątkowa, a ty tylko taką literaturę czytasz;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Najpierw poczytam opowiadania Tyrmanda, jak mi się spodobają, to chętnie sięgnę po "Romans amerykański". Na razie jednak nie jestem zainteresowana autorem, więc nie czuję potrzeby zgłębiania jego życia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Skoro tak to idę nadrobić braki ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uważam, że z napisanych odręcznie listów można się wiele o człowieku dowiedzieć, taka forma komunikacji jest niezwykle, hm... intymna? W każdym razie sama piszę dosyć dużo listów i nie wyobrażam sobie momentu, w którym z tego rezygnuję.
    Piękna historia niesamowitej miłości :) Co tu dużo pisać: recenzja świetna, niesamowicie przyjemnie mi się ją czytało. Szkoda, że jeszcze nie znam twórczości Tyrmanda, dlatego na lekturę tej książki jeszcze długo poczekam, ale mam nadzieję, że będę miała możliwość ją poznać.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. To taka wspaniała historia! Uwielbiam Tyrmanda, dlatego na pewno sięgnę po tę książkę, tym bardziej, że jej recenzje są bardzo entuzjastyczne.

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam tego typu książki! Jak tylko będzie okazja bardzo chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. a ja się nad lekturą jeszcze zastanowię
    co prawda natykam się na same pochlebne recenzje
    jednak muszę się jeszcze bardziej do niej przekonać;]

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapowiada się bardzo interesująco. Na pewno przeczytam w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. W sumie czemu nie, brzmi naprawdę świetnie!

    OdpowiedzUsuń
  14. Po "Złym" Tyrmand to dla mnie synonim mistrza. Szkoda właśnie, że takich inteligentów komunizm przepędzał do Stanów.

    Chętnie poznałabym jego sylwetkę bliżej, tym bardziej, że niesamowicie cenię go za zmysł obserwacji. Z chęcią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytałam jedną przedpremierową recenzję tej książki i już wtedy mnie ona zaciekawiła. Widzę, że Ty również ją doceniłaś, co jedynie oznacza, że WARTO.

    P.S. Kurczę, zaintrygowała mnie Twoja uwaga. Będę musiała jakoś to sprawdzić, bo faktycznie... kto wie, może to być sprawka tłumacza.

    OdpowiedzUsuń
  16. Do tej pory jeszcze nie miałam okazji poznać twórczości Tyrmanda, dlatego zrobię najpierw tak, jak sugerujesz, czyli postaram się w wolnej chwili przeczytać jakiekolwiek dzieło tego autora a dopiero później sięgnę po ,,Tyrmandowie. Romans amerykański''.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie znam twórczości Tyrmanda, ale jak widzę będę musiała nadrobić zaległości, bo prezentowana przez Ciebie książka kusi mnie diabelnie, tym bardziej, że forma listów bardzo do mnie przemawia.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie znam, ale chętnie to zmienię :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dlaczego do Michalak się zraziłaś? Po której pozycji?
    "Dumy i uprzedzenia" Ci zazdroszczę! Ostatnio mam ogromną ochotę na Jane Austen, jej romanse. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Uśmiechnęłam się, gdy tylko zobaczyłam Twój tytuł. Miałam dać identyczny do mojej recenzji "Stowarzyszenia Miłośników...", tylko zreflektowałam się, że za dużo o listach w recenzji książki nie wspominam;)

    Co do samej książki, jestem jedynie po opowiadaniach Tyrmanda i je lubię, lubię, nawet bardzo. Co prawda, teraz w planach mam jakąś jeszcze jedną powieść (na "Złego na razie się nie targnę, bo nie mam czasu, ale może coś krótszego?), a potem ta książka jest wręcz moją obowiązkową. Szczególnie, że listy tak cudownie się kojarzą z minionymi czasami... A w wykonaniu Tyrmanda...

    OdpowiedzUsuń
  21. Przeczytałam i jestem zachwycona. Absolutnie! :)

    OdpowiedzUsuń