poniedziałek, 23 lipca 2012

reż. Howard Hawks

Blondynki czy brunetki? Kobiety odpowiadają na to pytanie według własnego koloru włosów, wiadomo. Kogo jednak wolą mężczyźni i czy rzeczywiście więcej w ich wyborach z patrzenia niż słuchania, czucia, rozumienia? Twórcy filmu „Mężczyźni wolą blondynki” nie ułatwią im podjęcia decyzji, bo – chociaż już w samym tytule zamieścili niewielką podpowiedź – obu stronom zapewnili mocne argumenty: blondynkom w postaci Marilyn Monroe, brunetkom – Jane Russell.

Lorelei Lee wierzy, że diamenty są najlepszymi przyjaciółmi kobiety, a ta ma czas na miłość tylko jeśli nie musi martwić się o pieniądze. Chcąc wieść życie jak z bajki, zaręcza się z bogatym i odrobinę naiwnym człowiekiem. Ten jednak nie ufa swojej blondynce na tyle, by wysłać ją w rejs przez Atlantyk bez czujnego oka detektywa śledzącego poczynania Lorelei...

Na promie płynącym do Europy pannie Lee towarzyszy jej przyjaciółka - Dorothy Shaw - która patrzy na mężczyzn pod zupełnie innym kątem: nie zwraca uwagi na pieniądze, ale raczej wrażenie, jakie na niej wywołują.

Osoby pamiętające czasy czarno-białego kina często komentują wszystkie nowości westchnieniem i słowami: "Już nie robią takich komedii jak kiedyś!". Coś naprawdę w tym jest! "Mężczyźni wolą blondynki" to niesamowicie przyjemna produkcja z ciekawą obsadą i wciągającą fabułą, która z pewnością poprawi humor. Łączy ona w sobie elementy komedii oraz musicalu w proporcjach pozwalających przyjemnie spędzić czas przed ekranem.

Najmocniejszą stroną filmu są bez wątpienia odtwórczynie głównych ról. Piękne, utalentowane i zabawne - czy czegoś im brakuje? Marilyn znów jest tą głupią blondynką, która urzeka mężczyzn, roztacza wokół siebie czar. Niewielki rozum to jednak tylko złudzenie. Ta kobieta twardo stąpa po ziemi i naprawdę wie, co chciałaby osiągnąć. Jednym zdaniem udowadnia, że to ona jest tą rozdającą karty:


Jak na musical przystało, ważną rolę w filmie odgrywa muzyka. "Mężczyźni wolą blondynki" to nie tylko niezapomniane i niedoścignione wykonanie piosenki: "Diamonds are a girl's best friends", to także "A little girl from Little Rock" powalające tekstem czy wywołujące uśmiech na twarzy "When love goes wrong". Co ważne, każda piosenka została dobrana treścią do fabuły i bardzo dobrze zaśpiewana!

Być może nie warto nazywać tej produkcji przełomową czy genialną, ale z pewnością ma ona w sobie odrobinę magii dawnego kina. Warto zwrócić uwagę na ten obraz filmowy, by przekonać się, że dobrzy reżyserzy nie potrzebują efektów specjalnych, a utalentowane aktorki można nazwać seksownymi nawet gdy nie są wulgarne!


"Mężczyźni..." to Marilyn Monroe w wersji, jaką kochają wszyscy, a jednak jeszcze wtedy nie była ona bardzo popularną gwiazdą. Zdecydowanie jaśniej świeciła Jane Russell, która za występ otrzymała też większą gażę. Podobno gdy spytano Marilyn, co o tym sądzi, odpowiedziała: "Tak, ale to ja jestem blondynką" :)
(zdjęcia: filmweb)

32 komentarze:

  1. matko, wieki temu oglądałam ten film :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę obejrzeć, bo aż wstyd nie znać. Słyszałam o tym filmie z tysiąc razy... Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. rzadko oglądam stare filmy, klasykę. chyba jednak tym razem mnie przekonałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba pora odświeżyć sobie ten obraz :). Stare filmy to przyjemna alternatywa dla dzisiejszych kinowych hitów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wstyd, ale nie oglądałam, muszę to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze nie oglądałam tego filmu, ale widzę, że mam czego żałować. Mam nadzieję, że uda mi się go niedługo obejrzeć ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. "Mężczyźni wolą..." widziałam już dawno temu i szczerze zakochałam się w obrazie;) teraz czeka na mnie "Niagara" z Marilyn, ciekawe, czy też będzie równie dobrym filmem;)

    Ale i tak uważam, że najlepiej Marilyn zagrała w "Pół żartem, pół serio" :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Faktycznie. Humor obecnych filmow a tych sprzed lat jest zupelnie inny ;p czasy sie zmieniaja, niemniej jednak milo jest wrocic do takiego sprzed ponad pol wieku ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oglądałam ten film naście razy i zawsze tak samo mocno mi się podoba, co prawda z MM wolę "Pół żartem, pół seria", ale ta produkcja jest równie rewelacyjna.

    OdpowiedzUsuń
  10. Podróż sentymentalna w najlepszym stylu:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Obecnie mało się produkuje dobrych komedii, nie rozumiem np. fenomenu "Kac Vegas"... Wstyd się przyznać, ale nie pamiętam bym oglądała jakikolwiek film z Marilyn, muszę to nadrobić. Poza tym wolę Audrey:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Och, zgadzam się ze wszystkimi, że MM jest lepsza w "Pół żartem pół serio" (zresztą, to mój ulubiony film z tą aktorką), jednak ten również jest bardzo dobry. Lubię do niego wracać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Marilyn jest absolutnie genialna!

    OdpowiedzUsuń
  14. Kocham kino złotych lat Hollywoodu!
    Chociaż muszę przyznać, że lubię Marilyn pod względem intelektualny, to filmami nigdy się nie zachwycała, choć doceniam jej kunszt.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wstyd przyznać nie oglądałam tego filmu! Ale dzięki za przypomnienie , bo postanowiłam sobie zapoznać się w tym roku z kilkoma filmami w których grała MM:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja nie oglądałem i nie żałuję.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie za bardzo przepadam za filmami:p

    OdpowiedzUsuń
  18. Muszę przyznać, że ostatnio odzwyczaiłam się od filmów. Jeżeli najdzie mnie na dłuższe siedzenie przed ekranem to z pewnością postaram się obejrzeć ten film. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. super blog zapraszam do mnie http://inspiration-niki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Przyznam, że filmu nigdy nie widziałam... Do nadrobienia! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak ja mogłam nie widzieć jeszcze tego filmu? O ja zła, trza nadrobić ;]

    OdpowiedzUsuń
  22. Retro co? Ja jakoś nie przepadam za czarno-białymi filmami Wiele jednak osób mówi, że są one lepsze nić kolorowe. Hmmm.... Mnie to jakoś nie przekonuje. Może kiedyś będę miałam okazję zobaczyć. Teraz na planie głównym są książki, a telewizji wcale nie oglądam. ; )

    OdpowiedzUsuń
  23. Obejrzałabym tylko ze względu na Marilyn Monroe, bo jeszcze nie miałam okazji zobaczenia żadnego filmu, w którym by grała :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie oglądałam tego filmu i szczerze mówiąc, nawet o nim nie słyszałam. :) Ale może to dlatego, że prawie w ogóle ich nie oglądam. I tu wyjątku raczej nie zrobię...

    Recenzja świetna. Jak zwykle rzetelna i trzyma się kupy. :) Podziwiam, bo ja nie wiem, czy potrafiłabym zrecenzować sensownie jakikolwiek film, czy w ogóle coś poza książką. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Słyszałam, ale aż wstyd się przyznać nie oglądałam. Trzeba to nadrobić

    OdpowiedzUsuń
  26. Przykro mi powiedzieć, że nie widziałam żadnego filmu z Marilyn Monroe :( W najbliższym czasie powinnam się za ten film zabrać ;]

    OdpowiedzUsuń
  27. Film jeszcze przede mną:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie oglądałam, czas to nadrobić ;)
    zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie widziałam tego filmu, jednak należy on już do klasyki, także chyba wypadałoby pójść w Twoje ślady i to nadrobić!! :)

    OdpowiedzUsuń
  30. "Brunetki, blondynki - ja wszystkie was dziewczynki całować chcę" - jak to śpiewał Jan Kiepura ;) Nie ważne, czy kobiety są rozpatrywane takimi kategoriami, w końcu każda ma w sobie czar, któremu żaden facet się nie oprze, a jest nim seksapil. Na pewno posiadają go odtwórczynie głównych ról prezentowanego przez Ciebie filmu (chociaż Marilyn, oczywiście, ma go w nadmiarze ;)).
    Film już kiedyś widziałam, ale chętnie wrócę do niego jeszcze raz.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń