sobota, 3 marca 2012

Liczba stron: 117
Ocena recenzenta: wybitna!

Czasami nie mamy wpływu na to, co spotyka nas w życiu. Dowiadujemy się o nieuleczalnej chorobie, śmierci ukochanej osoby i w jednej chwili świat zatrzymuje się w miejscu. Pojawia się niedowierzanie, złość, rezygnacja, aż wreszcie przychodzi czas na pytania. Dlaczego to spotkało właśnie mnie? Czy tak musiało być? Odpowiedzi nie znajdziemy wewnątrz siebie - w zmęczonym umyśle albo rozbitym na kawałki sercu. Potrzebujemy kogoś, kto da nam siłę by żyć i pomoże odnaleźć w tym wszystkim głębszy sens. Dla Lewisa kimś takim był Bóg.

Surprised by Joy to tytuł autobiograficznej książki C.S. Lewisa. Pisząc o zaskoczeniu radością miał na myśli zmianę spojrzenia na sprawy wiary, własne nawrócenie. Chociaż publikując tę jakże osobistą powieść znał już swoją przyszłą żonę - Joy Davidman - być może jeszcze nie przeczuwał, że ona również stanie się jednym z jego największych skarbów...

Joy Davidman

Jak przeczytamy we wstępie*, znajomość Clive'a i Joy rozpoczęła się od wymiany listów. Wkrótce zostali przyjaciółmi, a w roku 1956 roku zawarli związek małżeński, który umożliwiał Joy stały pobyt w Anglii (była ona córką Ukraińca i Polki). Niespełna rok później kobieta dowiedziała się, że ma raka kości. W tym samym czasie Lewisowi i Joy udzielono ślubu kościelnego.
Oboje wiele wycierpieli - on patrząc jak niewidzialny wróg odbiera mu ukochaną osobę i ona - umierając. Po wyczerpującym okresie wypełnionym bólem nastąpiło chwilowe uśpienie choroby, lecz powróciła ona ze zdwojoną siłą - z nowymi przerzutami. Kobieta zmarła po trzech latach od wykrycia raka.

"Wydaje się niemal okrutnym, że jej śmierć przyszła na tyle późno, by zdążył pokochać ją tak mocno, że wypełniła całe jego życie niczym najpiękniejszy prezent, jaki kiedykolwiek otrzymał od Boga. I wtedy odeszła, zostawiając Jacka w miejscu, które jej obecność dla niego stworzyła."
- Douglas H. Gresham

Tam, gdzie brakuje radości - Joy - uczuciowa pustka zostaje wypełniana przez smutek. Właśnie o nim opowiada Lewis w książce, która jest historią pewnej żałoby (A Grief Observed). Forma dziennika Clive'a w najpełniejszy sposób świadczy o wewnętrznym rozbiciu tego człowieka - myśli są urywane, zupełnie jakby mówił o czymś w przerwach pomiędzy momentami załamania. Sposób przekazu pozwala w pewnym sensie zrozumieć uczucia autora, z kolei jego słowa sprawiają, że nie tylko obserwujemy cierpienie, ale też w nim uczestniczymy. Czytamy o wielkiej miłości - poważnej i wesołej, romantycznej i bardzo realnej. Poznajemy ból po utracie czegoś najcenniejszego i strach przed umieraniem pamięci po najbliższych. Jak mówi sam Lewis, żadna fotografia nie odda uśmiechu ukochanej osoby, a przewrotna pamięć człowieka sprawia, że z czasem niektóre wspomnienia blakną.

Książka nie jest żadnego rodzaju poradnikiem dotyczącym tego, jak poradzić sobie z wydarzeniami, na które nie mamy wpływu. Charakterystyczną cechą twórczości Lewisa jest fakt, że czytając jego słowa mamy wrażenie jakby pisał do samego siebie - tworzył dziennik, który nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego. Smutek jest przepełniony szczerością.

"A gdzie tymczasem jest Bóg?" 

Autor uświadamia sobie, że tak często zwracamy się do Boga w cierpieniu, a zapominamy o nim gdy jesteśmy szczęśliwi. Jednocześnie obawia się własnego zachwiania wiary - nie tego, że stanie się na powrót ateistą, ale raczej zacznie wierzyć, że Bóg nie słucha modlitw, rygluje drzwi gdy przychodzimy z prośbą o pomoc, wcale się o nas nie troszczy. Po momentach zwątpienia - w moc swojej wiary i miłości do żony - przychodzi czas na zawierzenie Bogu i świadectwo wiary.

Nie mogę powiedzieć, że wiem dokładnie, co przeżywał Lewis. Nigdy nie straciłam tak bardzo bliskiej mi osoby, a przecież wyobraźnia nie zastąpi doświadczenia. Współczułam mu i miałam ochotę razem z nim przełykać łzy - to fakt, ale czy jestem w stanie w pełni zrozumieć jego cierpienie jako obserwator stojący gdzieś z boku? Z pewnością nie. A mimo wszystko ta książka dała mi więcej, niż mogłabym się spodziewać. Pomogła mi spojrzeć na problem bezsilności, rozgoryczenia, zgłości - po prostu smutku - z zupełnie innej perspektywy, dlatego polecam ją nie tylko osobom pogrążonym w żałobie (chociaż to właśnie do nich jest skierowana).

* Smutek, str. 21

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Esprit :)

27 komentarzy:

  1. Uwielbiam Lewisa. Na tę pozycję mam wielką ochotę, ale szczerze mówiąc zbyt trudny temat dla mnie chwilowo... Więc chyba trochę poczekam. Niemniej przeczytam na pewno. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam i również książka zrobiła na mnie spore wrażenie. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie miałam okazji poznać twórczości Lewisa, ale wiele osób i ty także bardzo go zachwala. Chyba zatem czas najwyższy zapoznać się z jego dziełami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam, ale lubię takie książki, więc być może to nadrobię

    OdpowiedzUsuń
  5. O kiedyś już czytałam o tej książce ;) Powiedziałam sobie, że jak tylko wpadnie w moje ręce to ją przeczytam.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Od dawna mam na nią ochotę, więc muszę przeczytać.

    Pozdrawiam, Klaudia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak na razie nie przeczytam, ale na odpowiedni moment w życiu jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Również jeszcze nic Lewisa nie czytałam, trzeba kiedyś nadrobić. "Smutek" na pewno przeczytam, ale również w odpowiednim momencie życia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Znam te uczucia z autopsji, chociaż wolałabym nie mieć o nich pojęcia. Ale Bóg to nie jest ktoś, do kogo zwróciłabym się z tym wszystkim. Mimo wszystko to może być ciekawa lektura, więc jeśli nie będzie grozić rozdrapywaniem ran, może nawet się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam nadzieję, że będę miała okazję przeczytać.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Duża mądrość bije z twojego postu... Tak książka wzbudza refleksje...

    OdpowiedzUsuń
  12. Już od jakiegoś czasu ta książka chodzi za mną, ale pozostaje mi tylko mieć nadzieję na możliwość przeczytania ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytałem w zeszłym roku i przeżyłem wstrząs wewnętrzny. Lektura jeszcze przypadła na czas, gdy musiałem odbyć bardzo długą wycieczkę (dosłownie skończyłem czytać na minutę przed wyjściem z domu), więc te uczucia w pewnym sensie towarzyszy mi.

    Lewis przeżył wiele, ale jego miłość do Joy to według mnie jedna z piękniejszych historii miłosnych (zupełnie jak skazana na początku na straty, a potem owocna i pełna, miłość Tolkiena do swej małżonki). Porusza bardzo wiele szczegółów tejże książeczki, bo to przecież zaledwie kilkadziesiąt stron. Boli każde słowo. Ile razy czytam biografię Lewisa (którą już prawie znam w szczegółach), tyle razy mocno przeżywam tę pamiętną rozmowę, która sprawiła nawrócenie C.S. Lewisa i właśnie tę trudną miłość. Ja w swojej recenzji tej książki zauważyłem kiedyś, że całość przypomina mi ,,Treny" Kochanowskiego. Po mocnym napięciu, następuje jeszcze mocniejsze natężenie emocji, prawie że zwątpienie, aby potem stopniowo opaść na sile i zrozumieć sens tego bólu.

    Bardzo ciekawe spostrzeżenia. Dałem niedawno siostrze do poczytania tę książkę i była zachwycona. O czym to świadczy? Chyba o tym, że Lewis jest ponadczasowy i ma przeogromną siłę słowa.

    Pozdrawiam,

    dp

    OdpowiedzUsuń
  14. muszę koniecznie przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  15. Może kiedyś przeczytam, choć z pewnością nie jest to wesoła książka. Chciałabym jednak poznać więcej książek Lewisa, bo te, które czytałam do tej pory zrobiły na mnie ogromne wrażenie.
    A Joy musiała być śliczna...

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam książki Lewisa, tej jeszcze nie czytałam, jednak na pewno sięgnę. Szczególnie po takiej recenzji.
    Po prostu aż chce się sięgnąć, jednocześnie mając obawy.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie czytałam jeszcze, może bym kupiła tylko szkoda że taka krótka....

    OdpowiedzUsuń
  18. Na postawie tej książki powstał piękny film "Cienista dolina z Hopkinsem w roli głównej.
    Straciłam kilka bliskich mi osób i w sumie o smutku po śmierci ukochanych osób można powiedzieć wiele, teoretycznie każdy z nas inaczej przeżywa pewne sprawy, jednak istnieją wspólne elementy.
    Bardzo chcę przeczytać tę książkę, chociaż obawiam się, że może przywołać zbyt wiele bolesnych wspomnień.

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo mi się podobała ta książka, naprawdę. :) Porusza dogłębnie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Czytałam i również bardzo mi się podobała

    OdpowiedzUsuń
  21. Chyba się skuszę na przeczytanie. Jest króciutka, więc nie zajmie dużo czasu, a Twoja recenzja zachęca :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak na razie Lewisa czytałam jedynie "Opowieści z Narnii", a one mnie odrzuciły od tego autora. Teraz widzę, że będę musiała znowu po niego sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja Lewisa czytałam "Opowieści z Narnii" i na tym poprzestanę. Jego inne książki, są bardzo ciężkie i cóż... chyba nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  24. Na razie odpuszczę sobie, bo nie mam ochoty na takie książki, ale kiedyś z pewnością będę chciała przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja chyba sobie odpuszcze , obserwuję i było by mi miło gdybyś ty też dodała się do moich. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie czytałam nigdy Lewisa, chociaż kojarzy mi się raczej pozytywnie. Chyba najwyższy czas się z nim zapoznać :)

    OdpowiedzUsuń