...kilka luźnych przemyśleń związanych czerwoną kokardką.
Nie będzie oryginalnie, odkrywczo, czy może nawet ciekawie. Nie przedstawię wam historii myśli, jakie pojawiały się w mojej głowy w trakcie czytania - nie chcę i chyba nie umiem tego zrobić. Postaram się raczej skupić na tym, co czułam, bo to emocje były dla mnie najważniejsze przy odbiorze tego tekstu.
"Zastanawiałem się nad tym, co do tej pory utraciłem, nad straconym czasem, nad ludźmi, którzy umarli albo odeszli, nad myślami, które już nie wrócą."
"Zastanawiałem się nad tym, co do tej pory utraciłem, nad straconym czasem, nad ludźmi, którzy umarli albo odeszli, nad myślami, które już nie wrócą."
Przepadłam. Kiedy otworzyłam tę książkę z zamiarem przeczytania kilkunastu stron, właśnie wracałam z zakupów. Autobus wypełniony ludźmi - szepty, rozmowy, dźwięki muzyki - a ja słyszałam tylko słowa w moich myślach. Wróciłam do domu i czytałam, czytałam... Odłożyłam ją na półkę dopiero w nocy (właściwie już nad ranem) i zrobiłam to tylko dlatego, że chwilę wcześniej skończyłam ostatnie zdanie:
"Gdzie ja teraz jestem? Nie wiedziałem. Nie miałem pojęcia. Co to za miejsce? Widziałem jedynie niezliczone postacie ludzi zmierzających nie wiadomo dokąd..."
"Gdzie ja teraz jestem? Nie wiedziałem. Nie miałem pojęcia. Co to za miejsce? Widziałem jedynie niezliczone postacie ludzi zmierzających nie wiadomo dokąd..."
Bardzo chciałam, żeby akurat ta książka oczarowała właśnie mnie, a jednak (a może właśnie dlatego?) kazałam jej długo na siebie czekać.
Sama nie wiem czemu nie przeczytałam Norwegian wood wcześniej - i chciałam i się bałam. Chyba każdy z nas zna to uczucie - mamy ogromną nadzieję, że konkretna książka przypadnie nam do gustu, ale jednocześnie zdajemy sobie sprawę z tego, że wcale nie musi tak być...
Sama nie wiem czemu nie przeczytałam Norwegian wood wcześniej - i chciałam i się bałam. Chyba każdy z nas zna to uczucie - mamy ogromną nadzieję, że konkretna książka przypadnie nam do gustu, ale jednocześnie zdajemy sobie sprawę z tego, że wcale nie musi tak być...
Kiedy kochamy, nie mówimy dlaczego - ta zasada tyczy się też książek, powinnam powiedzieć i na tym zakończyć. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie dodała jeszcze kilku zdań. Przede wszystkim muszę powiedzieć, że chyba wiem dlaczego Norwegian wood zrobiło na mnie wrażenie - po prostu przeczytałam tę książkę w odpowiednim momencie swojego życia. Wiem że już zawsze będę miała do niej sentyment, bo kojarzy mi się nie tylko z kawałkiem dobrego tekstu, ale też moimi ukochanymi Beatlesami.
"Wszyscy jesteśmy pokręceni, pogmatwani, nie umiemy dobrze pływać i powoli toniemy. I ja, i Kizuki, i Reiko. Wszyscy tacy jesteśmy. Dlaczego nie przyjaźnisz się z kimś normalniejszym?"
Watanabe jest w pewnym sensie podobny do każdego z nas - poraniony przez życie, czasem zagubiony, nie do końca rozumiejący nawet samego siebie - i chyba dlatego już od pierwszych stron zyskał moją sympatię. Czasem gdy pytał: "Rozumiesz, co mam na myśli?", miałam ochotę z uśmiechem pokiwać głową, kiedy indziej chciałam potrząsnąć nim i powiedzieć: "Co ty robisz? O co ci właściwie chodzi?". Być może nie rozumiałam wszystkich zachowań głównego bohatera, w każdym razie nie każde nazwałabym dobrym, czy odpowiednim. Mimo wszystko to jego polubiłam najbardziej i nawet po przeczytaniu ostatniego zdania ciężko było mi się z nim rozstać.
Innym postaciom, choć można je nazywać mniej lub bardziej interesującymi, nie sposób odmówić oryginalności. Naoko była tajemnicą, jej związek z Watanabe był bardzo silny, a mimo to nie mogłam nigdy nazwać go miłością. Midori to dziewczyna bardzo specyficzna, pasowała do niego w każdym calu. Gdybym spotkała ją w realnym świecie, raczej nie zostałybyśmy przyjaciółkami, tak czy inaczej czytałam o niej z ogromną ciekawością.
Książka dostała ode mnie dwa spore minusy - wstawiane z ciężkim sercem, ale jednak. Obydwa tyczą się tego samego, miłości fizycznej, która w Norwegian wood jest wszechobecna, pozbawiona magii. Końcowe sceny po prostu wbiły mnie w fotel, ale raczej z osłupienia niż zachwytu. Kto wie, może kiedyś zrozumiem dlaczego Murakami wybrał takie a nie inne zakończenie, póki co nie rozumiem i nie potrafię się nim zachwycić.
"Wszyscy jesteśmy pokręceni, pogmatwani, nie umiemy dobrze pływać i powoli toniemy. I ja, i Kizuki, i Reiko. Wszyscy tacy jesteśmy. Dlaczego nie przyjaźnisz się z kimś normalniejszym?"
Watanabe jest w pewnym sensie podobny do każdego z nas - poraniony przez życie, czasem zagubiony, nie do końca rozumiejący nawet samego siebie - i chyba dlatego już od pierwszych stron zyskał moją sympatię. Czasem gdy pytał: "Rozumiesz, co mam na myśli?", miałam ochotę z uśmiechem pokiwać głową, kiedy indziej chciałam potrząsnąć nim i powiedzieć: "Co ty robisz? O co ci właściwie chodzi?". Być może nie rozumiałam wszystkich zachowań głównego bohatera, w każdym razie nie każde nazwałabym dobrym, czy odpowiednim. Mimo wszystko to jego polubiłam najbardziej i nawet po przeczytaniu ostatniego zdania ciężko było mi się z nim rozstać.
Innym postaciom, choć można je nazywać mniej lub bardziej interesującymi, nie sposób odmówić oryginalności. Naoko była tajemnicą, jej związek z Watanabe był bardzo silny, a mimo to nie mogłam nigdy nazwać go miłością. Midori to dziewczyna bardzo specyficzna, pasowała do niego w każdym calu. Gdybym spotkała ją w realnym świecie, raczej nie zostałybyśmy przyjaciółkami, tak czy inaczej czytałam o niej z ogromną ciekawością.
Książka dostała ode mnie dwa spore minusy - wstawiane z ciężkim sercem, ale jednak. Obydwa tyczą się tego samego, miłości fizycznej, która w Norwegian wood jest wszechobecna, pozbawiona magii. Końcowe sceny po prostu wbiły mnie w fotel, ale raczej z osłupienia niż zachwytu. Kto wie, może kiedyś zrozumiem dlaczego Murakami wybrał takie a nie inne zakończenie, póki co nie rozumiem i nie potrafię się nim zachwycić.
![]() |
| Norwegian Wood - The Beatles |
Norwegian wood to nie tylko tytuł książki Murakamiego, ale też nazwa piosenki zespołu The Beatles. Jej orientalne brzmienie wpasowuje się w klimat okładki, a tekst, z pozoru dość sielankowy, zyskuje przy bliższym poznaniu.
To historia chłopaka, który zostaje zaproszony do pokoju przypadkowej dziewczyny. Rozmawiają długo. Ona nie pozwala mu spać w swoim łóżku, więc ten spędza noc w wannie. Kiedy budzi się rano, jej już nie ma. Podpala mieszkanie....
Bezsensowna historia? Nie, jeśli znamy biografię jej twórcy. John Lennon chciał zataić liczne romanse przed żoną, jednocześnie czuł potrzebę dzielenia się nimi w muzyce, musiał więc robić to w dość skomplikowany sposób. W kilku zdaniach opowiedział o tym typie dziewczyn, których mieszkania są udekorowane bardzo tanią sosną (norwegian wood). Jeśli mielibyśmy poddać ten tekst analizie, pewnie musielibyśmy powiedzieć, że chodzi o kobiety mające "podrabiane" dusze i tandetne serca. Chłopak z poznanej przez nas historii ma do nich pretensje, bo zapraszają go do siebie, robią nadzieję, a potem mówią: "Lepiej żebyś spał w wannie". Jego zemsta jest słodka - spala norwegian wood.
Ta piosenka, jak każda Beatlesów, to nie tylko słowa i muzyka, to opowieść człowieka, który bardzo mocno ranił swoją żonę. To cierpienia i łzy, których nie usłyszymy w głośnikach, pojawią się one w sercu.
"Kiedy słucham tej piosenki, czasem robi mi się strasznie smutno. Nie wiadomo, czemu czuję się, jakbym błądziła sama w wielkim lesie."
Możecie być pewni, że o tym panu jeszcze kiedyś u mnie usłyszycie :)









33 komentarze:
haha !
Ja się wcale nie dziwię, że przepadłaś :) Norwegian Wood jest rewelacyjny, zresztą jak każda książka, która wyszła spod pióra tego pisarza. Polecam Ci bardzo "Kronikę ptaka nakręcacza" to była moja druga książka Murakamiego, którą przeczytałam (3 lata temu :D) i do tej pory ją pamiętam.
Pozdrawiam noworocznie!
Czytałam tę książkę całkiem niedawno i przyznam, że na długo zapadła mi w pamięć. Na pewno sięgnę po kolejne książki Murakamiego. A piosenka bardzo klimatyczna:)
Ksiązka nadal przede mną;) Kupiłam ją kilka miesięcy temu pod wpływem blogerów, ale wciąż nie mogę znaleźć na nią czasu.
Coraz bardziej utwierdzam się jednak w przekonaniu, że muszę to zrobić;D
Kocham tę książkę, kocham Murakamiego. Jego książki przenoszą mnie w inny świat. Pełen magii, emocji, przemyśleń, refleksji. To podróże w głąb siebie - za to go uwielbiam:)
Murakami rządzi:D. Mam tę książkę i czekam na więcej czasu, aby ją przeczytać:))
"Norwegian Wood" uwielbiam. Być może przez to połączenie z Beatlesami i latami '70. Także wsiąkłam i nie mogłam odłożyć. Wiem, że jeszcze kiedyś do tej książki kiedyś wrócę. Co do minusów to powiem szczerze, że zastanawiałam się nawet czy pisząc tak dużo i w tak sposób o miłości fizycznej chce pokazać, że w tamtym latach panowała wolność seksualna.. nie mam pojęcia :)
Nie wiem czy widziałaś ekranizację tej powieści, bo ostatnie zdj. jest z filmu i tak mi się przypomniało :)
Pozdrawiam
Dobrze, że mam tą książkę w swojej domowej biblioteczce. Przeczytam na pewno. Ciekawa jestem jak ją odbiorę.
Twórczość tego autora wciąż przede mną, ale wiem już co mnie czeka podczas czytania :)
Muszę, po prostu MUSZĘ przeczytać coś Murakamiego! To nie do pomyślenia że jeszcze nie miałam ku temu sposobności ;)
Muszę przyznać, że jestem zdumiona jak ten autor opanował blogi. A twoje słowa wywarły na mnie spore wrażenie. Dlatego zaraz sprawdzę w bibliotece, czy jest dostępny, bo czuję, że może to być TO COŚ ;)
Mam wielkie parcie na książki Murakamiego :D:D
Nie mogę się już doczekać kolejnego spotkania twórczością tego autora ;)
O matko, książka jest dostępna w bibliotece. Ubieram się i biegnę po nią jeszcze dzisiaj.
Mam w czytelniczych planach tego autora. Ale kiedy, to nie wiem.
Książkę czytałam we wrześniu i także przepadłam. Była fantastyczna, choć... choć jak o niej myślę, to gdzieś tam na spodzie tych myśli jest delikatna niechęć. To pewnie przez ten dziwny, przerażająco przygnębiający klimat powieści...
Książka jest już wypożyczona. Czeka na mnie ;)
Od niedawna ją posiadam i już nie mogę się doczekać aż ją zacznę...
Uwielbiam takie powieści, które pozwalają oderwać się od rzeczywistości. Przeczytałam tylko jedną książkę tego autora i już wiem jaka będzie następna w kolejce.
Tak, też nie rozumiałam wszystkich zachowań bohaterów, ale książka podobała mi się :) Muszę koniecznie przeczytać inne powieści Murakamiego.
Bardzo chcę poznać Murakamiego ale jakoś nigdy nie mam na niego czasu :( Przy wybieraniu książek zwrócę jednak uwagę na Norwegian Wood ;)
Na autora opisywanej przez Ciebie książki namawiają mnie od dawna - pora chyba się przemóc.
Widzę też chęć poznania klasyki (a to uwielbiam!). Wybacz, ale muszę potraktować Cię listą moich jej władców: Cortazar, Gombrowicz, Schulz, Witkacy, Fuks (ten czeski, Ladislav bodajże), Nabokov, Dostojewski, Gogol - tylko w oryginale. To polecam, ot i co.
Po takiej recenzji nie darowałabym sobie, gdybym nie przeczytała tej książki, którą i tak mam na oku od dłuższego czasu ;) Niestety, wciąż mi ona umyka...
Pozdrawiam :)
Nie czytałam jeszcze żadnej książki Harukiego Murakami,ale koniecznie muszę to zrobić. Bardzo jestem ciekawa jego twórczości.
Również polecam "Kronikę..." :)
Murakami jest jeszcze przeze mnie nie odkryty, ale czytając Wasze piękne recenzje jego książek, coraz bardziej czuję się zaintrygowana.
Mam ją, mam. I na pewno przeczytam. Choćby ze względu na Beatlesów.
Nawet nie wiesz, jak wielką mi zrobiłaś ochotę! Na szczęście na razie mogę ją powstrzymać "1Q84", bo akurat to znajduje się w mojej półce, ale prędzej czy później i po tę pozycję sięgnę. :)
Pozdrawiam ;)
Książka już zawładnęła moim sercem. Nie dość, że przedstawia ciekawą historię, to jest orientalna, z tego co widzę po nazwiskach bohaterów dotyczy Japonii, a to znaczy, że książkę przeczytać MUSZĘ! :)
Chyba jednak nie dla mnie. Na razie skupiłabym się na poszukiwania 1Q84 autorstwa tego autora (masło maślane mi wyszło - trudno xD)
Muszę się w końcu zabrać za tego autora, bo tak wszyscy zachwalacie, że aż to dziwne zaczyna się robić XD.
Więc nie tylko ja tak odwlekam zaczęcie tej książki? Jednak będę szybciutko musiała sięgnąć, szczególnie, że "Norwegian wood" czeka na półce.
Dostałam ją na Gwiazdkę ;) Bardzo podoba mi się twoja recenzja! Mam nadzieję, że mnie również NW przypadnie do gustu :)
Ojej! Ja przepadła po Twojej recenzji! Muszę przeczytać tą książkę! KONIECZNIE!
Uwielbiam Beatlesów... Oczarowały mnie twoje słowa, więc chyba nie mam wyboru i MUSZĘ przeczytać tę książkę... Oj stos książek po które muszę sięgnąć rośnie, całe szczęście że za jakiś czas będę miała ferie:D
Prześlij komentarz