Ads 468x60px

.

wtorek, 18 października 2011

Wieczór z filmem - Audrey Hepburn

Niesamowite historie zdarzają się nie tylko w książkach, można je też spotkać w prawdziwym życiu i na dużym ekranie. Jako że nie mam talentu do tworzenia opowiadań, pierwszą kategorię raczej pominę, postanowiłam jednak skupić się choć w niewielkim stopniu na tej drugiej... I tak powstała całkiem nowa seria, "Wieczory z kinem", która (miejmy nadzieję) zakwitnie wśród Magnolii. Postaram się pisać o moich ulubionych aktorach, największych gwiazdach kina i najwybitniejszych reżyserach. Na pierwszy ogień idzie wspomniana w tytule Audrey Hepburn...  Chciałabym opowiedzieć wam dzisiaj o moich kilku spotkaniach filmowych z dziewczyną, która stała się ikoną kina.

"Moje życie było czymś więcej niż bajką. Przeżywałam wiele trudnych chwil, ale (...) na końcu zawsze czekała na mnie nagroda."

Cały Rzym zamknięty w niewielkim mieszkaniu należącym do skromnego dziennikarza, Joe Bradleya? To możliwe, ale tylko w filmie Rzymskie Wakacje. Audrey gra tutaj znudzoną życiem księżniczkę, która postanawia wymknąć się ze swojej złotej klatki i spędzić czas w samotności, z dala od pałacowych salonów. Jest to jedna z niewielu komedii romantycznych, której zakończenie można nazwać jednocześnie magicznym i nieszczęśliwym. Czy ktoś jeszcze kocha takie filmy? Śmiem twierdzić, że niemal każdy, kto miał ochotę i odwagę je obejrzeć.

Śniadanie u Tiffany'ego to absolutny klasyk wart poznania i uwielbiania. Fabuła - usnuta na podstawie książki o tym samym tytule - zachwyca niemal w równym stopniu co Audrey, która tym razem wciela się w postać młodej dziewczyny z małego miasta zagubionej w wielkim świecie. Nie brakuje humoru, jest garść miłości... czego chcieć więcej? Wystarczy powtórzyć za główną bohaterką "Gdybym znalazła prawdziwy dom, w którym czułabym się jak u Tiffany'ego...", by poczuć magię.

Musical? Dlaczego nie! My Fair Lady to niemal trzygodzinna uczta słów, dźwięków i obrazów. Co prawda w filmie nasz słuch nie został poddany wyzwaniu słuchania śmiewającej Audrey (której głosu użyczyła Marni Nixon), ale mamy okazję zobaczyć ją w roli nieokrzesanej panny próbującej zmienić się w księżniczkę. Trzeba przyznać, że pani Hepburn jako brzydkie kaczątko radzi sobie całkiem nieźle... Ale, ale - nie wierzcie mi na słowo, sprawdźcie sami!

Jeśli dysponujecie nadmiarem wolnego czasu lub macie ochotę spędzić chwilę z naprawdę dobrym kinem, zwróćcie także uwagę na Sabrinę, Wojnę i pokój oraz Miłość po południu. Każdy z tych filmów jest na swój sposób wyjątkowy, nie tylko ze względu na grających w nich aktorów...

Na koniec ciekawostka dla fanów Audrey Hepburn. Mieliście już może okazję obejrzeć film Na zawsze, w którym wystąpiła ona w swojej ostatniej roli? Sześćdziesięcioletnia kobieta gra tutaj Hap. Można ją zauważyć w dwóch krótkich scenach i - choć na jej twarzy widoczne są już znaki, jakie pozostawia czas - wciąż zachwyca szykiem i elegancją.


Mieliście już okazję spotkać Audrey na ekranie? A może wciąż czekacie na odpowiednią okazję?

16 komentarze:

since75 pisze...

W temacie o Dire Straits zostawiłam link do mojej ulubionej piosenki z tej płyty. Knopfler to gitarzysta, którego rozpoznaje się po paru brzdąkach. Starszy pan i piosenka, której na Alchemii nie ma, dla Ciebie w celach poznawczo naukowych:

http://www.youtube.com/watch?v=IQ_HlIlGyT0

Pozdrawiam :)
I przepraszam, że to nie na temat :)

since75 pisze...

Kiedyś miałam fazę na Audrey. Ona we wszystkim wygląda ślicznie. Do listy dorzuciłabym jeszcze "The Nun's Story" z 1959 roku.

Miravelle pisze...

Oczywiście,słyszałam o tej aktorce i aż się dziwię,że nie oglądałam żadnego z tych filmów;o Muszę obejrzeć sobie chociaż "Rzymskie wakacje";)

Cassiel pisze...

Oglądałam Śniadanie u Tiffany'ego, film podobał mi się, Audrey mnie zachwyciła i muszę obejrzeć inne filmy z jej udziałem. :-)

bsz pisze...

Z tego zestawu znam tylko Śniadanie u Tiffany'ego - jednak nie kojarzą mi się dobrze, że względu na osobę, która zapoznała mnie z tym filmem :/ W ogóle ja i klasyka - ah ciężko. Wolę nowe filmy. Może się jednak w końcu przekonam.

cyrysia pisze...

,,Śniadanie u Tiffany'ego'' oglądałam , ale pozostałe filmy nie, więc już sobie je zanotuje i poszukam.

Natula pisze...

Uwielbiam My Fair Lady :), zresztą ja lubię wszystkie filmy ze starego kina bo mają swoją specyficzno magiczną atmosferę, a Hepburn to zwiewna, piękna dama, która na zawsze pozostanie ikoną kina.

A pisze...

Oglądałam kilka filmów z Audrey Hepburn:) I za każdym razem byłam nią zachwycona:) Była niesamowitą osobą:)

Gabrielle_ pisze...

"Śniadanie u Tiffaniego" stawiam w czołówce. A z każdym nowym spotkaniem tę aktorkę cenię coraz bardziej ;)

Avo_lusion pisze...

O, świetny pomysł!! :) Ja uwielbiam kino. To wstyd, ale ja nie widziałam nic z tą aktorką :/

Mery pisze...

Również nie widziałam żadnego filmu z tą aktorką. Jednak od jakiegoś czasu zbieram się w sobie, by obejrzeć "Śniadanie u Tiffaniego":)

Gosława Ka. pisze...

Ja kocham Audrey od dawna miłością absolutną. Póki co obejrzałam kilka razy Śniadanie, a także Sabrinę, Rzymskie wakacje, Zabawną buzię i Wrzący Paryż.

<3!!!

Patka pisze...

Aż mi wstyd, że nie oglądałam żadnego filmu z tą aktorką. Najwyższy czas nadrobić:D Pozdrawiam:)

Miravelle pisze...

Zapraszam na nową recenzję u mnie;) {centerbook.blog.onet.pl}

Cinnamon pisze...

Bardzo, ale to bardzo, bardzo chciałabym obejrzeć jakiś film z Audrey Hepburn, a największą ochotę mam na "Śniadanie u Tiffany'ego" :)

Varia pisze...

nie wiem jakim cudem, ale nie widziałam jeszcze (świadomie) żadnego filmu z tą aktorką. telewizji raczej nie oglądam, a do wypożyczalni ostatnio też mi jakoś nie po drodze.

Prześlij komentarz