Ads 468x60px

.

środa, 28 września 2011

Znachor - Tadeusz Dołęga-Mostowicz

Stwierdzić, że Znachor to książka warta uwagi, to jakby powiedzieć młodszemu bratu, że święty Mikołaj nie istnieje - za pomocą czterech słów strzepujemy magiczny pył, który pokrywa te niesamowite rzeczy, tych niezwykłych ludzi... Jak więc przekonać Was do lektury jednej z największych pereł literatury polskiej?

"Panie prezesie, jako doświadczony sędzia wie pan lepiej ode mnie, że gdzie u kobiety zaczyna się miłość, tam kończą się wszystkie zasady."

Tytułowy Znachor to chirurg, który ma w życiu wszystko, co krętymi drogami prowadzi do szczęścia. Kiedy opuszcza go ukochana żona, majątek, szacunek innych czy nawet wymarzona praca przestają mieć znaczenie. Zdesperowany postanawia zalać smutki alkoholem - ta pochopna decyzja przewraca jego życie do góry nogami, bo kiedy pijany i zmęczony wraca do domu, zostaje napadnięty. Wraz z portfelem i płaszczem traci swoją tożsamość (doznaje amnezji).
Spotykamy go ponownie po kilku latach, kiedy pod fałszywym nazwiskiem Antoniego Kosiby szuka pracy. Znajduje zatrudnienie i dach nad głową u Prokopa, człowieka życzliwego i religijnego. Dzięki przypadkowi odkrywa w sobie talent, który daje mu możliwość ratowania ludzkiego życia...

„[...] szczęście póty trwa, póki je człowiek ocenia należycie. A dla człowieka wartość ma tylko to, co ciężko się zdobyło.”

Nie znajdziemy w tej książce barwnych opisów, ale można to uznać jedynie za zaletę, gdyż dzięki temu wszystko wydaje się być bardziej realne, a czytelnik ma wrażenie jakby czytał relację z czyjegoś życia - najprawdziwszą i pełną uczuć. "Znachor" to przepiękna opowieść o miłości, której brak niszczy człowieka, o poświęceniu, a przede wszystkim o tym, że czasem przypadek decyduje jak będzie wyglądało nasze życie. Tłem przedstawionej historii jest Polska, miejsce spokojne, choć nie zawsze przyjazne obcym, gdzie ludzie są pracowici, a bardziej niż sobie samym ufają Bogu. Polecam wszystkim, którzy mają ochotę spędzić wieczór z dobrą książką!

Tym, którzy lekturę mają już za sobą, polecam film o tym samym tytule, gdzie świetne kreacje aktorskie (Jerzy Bińczyński, Anna Dymna, Tomasz Stockinger, Artur Barciś) dodatkowo wzbogacają dość wiernie oddaną treść książki. Znachor przedstawiony oczami Jerzego Hoffmana (moim zdaniem najlepszego polskiego reżysera) udowadnia, że w polskim kinie są takie produkcie, które zasługują na tytuł arcydzieł. Niektóre sceny śmieszą, inne doprowadzają do łez, dzięki czemu widz ma wrażenie, że ludzie z ekranu są jego rodziną, a do samego filmu wraca wielokrotnie, zawsze przy tym odkrywając w nim coś nowego.

17 komentarze:

Czarna Owca w Stadzie pisze...

Mnie nie musisz przekonywać, bo widziałam film i w "Znachorze" się zakochałam. Książka powinna być gdzieś wśród staroci mojej mamy ;) Ekranizacja naprawdę piękna, wzruszająca...

Anonimowy pisze...

Jakoś nie ciągnie mnie do tej książki.. Zapraszam Cię na mój blog z recenzjami książek!;) {centerbook}

Katsuumi pisze...

Musze przeczytać. Film też chętnie obejrzę ;)

Kapi pisze...

troszkę mogą się powyginać.. ale ja zawsze spinam kilka stron - to jest mniej groźne :D
lubisz czytać widzę :D polecisz jakąś książkę z dreszczykiem ? :> :)

Kapi pisze...

dziękuję serdecznie :) jak wymęczę wreszcie obecną książkę lecę po którąś z polecanych przez Ciebie :)

finkaa pisze...

Raczej stronię od literatury polskiej, która została stworzona jeszcze w XX wieku. Nie wiedziałam też nic o "Znachorze" i chyba przez najbliższy czas jeszcze tak zostanie.

Mery pisze...

Film widziałam tak na wyrywki, czyli jakieś sceny, gdy oglądali to moi rodzice. Jednak widzę, trzeba brać się za książkę i ekranizację.

Nikki pisze...

Nie wiedziałam nawet, że jest taka książka :) Film za to oglądałam trzy razy i bardzo mi się podobał - słyszałam też, że jest jakaś jego starsza wersja.

Natula pisze...

Uwielbiam Cię :))), zaskoczyłaś mnie "Znachorem", jest to moja ulubiona książka do której mam wielki sentyment. Zrobiło mi się ciepło na duszy, przywołałaś wspomnienia...

Oczywiście film też widziałam i całkowicie zgadzam się z Twoim zdaniem, to kawał dobrego kina.

Natula pisze...

Tak śmiechem, żartem: starocie sięgają po starcie ;), a tak poważnie, to babci podbierałam książki.

Dusia pisze...

O filmie słyszałam, ale o książce nie. Najpierw może zapoznam się z wersją taśmową - jeśli mi się spodoba, sięgnę i po tę papierową.

Pozdrawiam :)

miqaisonfire pisze...

No popatrz! A ja pierwsze słyszę o tej książce czy o filmie. Muszę koniecznie sięgnąć po książkę, bo widzę, że mam zaległości z klasyki :)

Gabrielle_ pisze...

Oglądałam film i bardzo mi się podobał, także i na książkę przyjdzie kiedyś czas ;)

Patka pisze...

Muszę to kiedyś przeczytać, moja babcia i kuzynka (która nienawidzi czytać książek i to chyba jedyna jaką w życiu przeczytała) mi ją polecały z całego serca:) Wiem, że to piękna historia dlatego trzeba ją poznać. Pozdrawiam:)

tetis pisze...

Nie słyszałam ani o filmie ani o książce, a szkoda, bo obie wersje wyglądają na warte uwagi. Na pewno sięgnę:)

caryca pisze...

"Znachor" nie jest żadną tam perełką literatury polskiej, tak jak nie jest nią "Trędowata" Mniszkówny, czy "Kariera Nikodem Dyzmy". Pozycje Dołęgi - Mostowicza to nic innego, jak literatura wagonowa, a sam Dołęga to pierwszorzędny pisarz drugorzędny, żeby nie powiedzieć podrzędny. I fakt, że książkę czyta się dobrze zawdzięczamy temu, że była ona pisana z założenia dla raczej niezbyt wymagającego czytelnika.

giffin pisze...

@caryca - Czy uznamy coś za perełkę czy nie zależy tylko od naszego subiektywnego spojrzenia, jednych dana książka zachwyca, innych niekoniecznie i właściwie tak powinno być. "Trędowatej" nie czytałam, więc nie mogę nic o niej powiedzieć, ale miałam przyjemność obejrzeć ekranizację (Hoffmana), a ta (głównie ze względu na grę świateł i scenografię) wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Zdaję sobie sprawę z tego, że "Znachor" powstał pierwotnie jako scenariusz, potem zmieniono jego formę na książkę, brakuje mu sporo do ideału, ale mimo wszystko jest to jedna z najbardziej magicznych książek jakie czytałam (być może za sprawą filmu, który widziałam wcześniej, a do którego potem porównywałam tekst).

Ktoś bardzo mądry powiedział, że w książkach możemy znaleźć tylko to, co mamy już w sobie.

Pozdrawiam :)

Prześlij komentarz