Ads 468x60px

.

sobota, 24 września 2011

Zielona Mila - Stephen King

Upłynęło mnóstwo czasu nim przekonałam się do twórczości pana Kinga, a Zielona Mila była pierwszym krokiem w odpowiednim kierunku - milowym, można by powiedzieć. Zaczęłam od filmu, na który trafiłam przypadkiem w telewizji. Co prawda wywarł na mnie ogromne wrażenie, ale wtedy sądziłam, że całkowicie wyczerpał temat... Czy autor mógł mieć do przekazania coś więcej? Czy zawarł w swojej książce treści, które nie pojawiają się na ekranie? Jak się okazuje, tak. Dwie godziny, podczas których przenosimy się do więzienia Cold Mountain, na blok E, gdzie oglądamy Toma Hanksa w roli Paula Edgecombe, są co prawda wypełnione emocjami, ale brakuje im magii słowa pisanego, w którym opisy działają na wyobraźnię znacznie mocniej niż filmowe obrazy.

"Niech pan mi coś powie, panie Edgecombe. Czy myśli pan, że jeśli człowiek szczerze żałuje tego, co zrobił, może wrócić do czasu, który był dla niego najszczęśliwszy, i żyć w nim przez całą wieczność? Czy tak wygląda niebo?"

Do więzienia stanowego trafia John Coffey, mężczyzna potężnej postury, w którego ogromnym ciele kryje się dusza małego dziecka. Ostatnie dni swojego życia spędza w oczekiwaniu na spacer Zieloną Milą - korytarzem wyłożonym zielonym linoleum, który prowadzi skazańców wprost w objęcia Starej Iskrówy.

W roku 1932 strażnikiem więziennym jest Paul Edgecombe, człowiek doświadczony przez życie przede wszystkim ze względu na wykonywany zawód, który wymaga od niego towarzyszenia skazańcom w ich ostatniej podróży - tej, która kończy się dojściem na podwyższenie, gdzie znajduje się krzesło elektryczne. Cała historia jest przedstawiona z jego punktu widzenia - to właśnie on wita Johna w celi, ma wątpliwości co do jego winy i wreszcie doświadcza cudu uzdrowienia...

„Nawet dziwna miłość jest lepsza od braku miłości.”

Czy można napisać coś odkrywczego o książce, która mieści w sobie wszystkie prawdy, ukazuje najgłębsze uczucia, a przy tym opowiada o ludzkiej bezwzględności i niesprawiedliwości życia? Zapewne nie, można ją tylko zachwalać i polecać, dlatego właśnie to robię. Lektura jest absolutnie wyjątkowa i niesamowita, jedynie wątek fantastyczny w pewnym sensie trochę mi w niej przeszkadzał, bez niego historia niewinnego człowieka skazanego na śmierć byłaby przecież równie wciągająca. Moja wyobraźnia sprawiła, że bohaterowie wyglądali jak aktorzy grający w ekranizacji i - choć przeważnie bardzo mnie to denerwuje - w tym przypadku to połączenie ciekawych opisów z obrazami podsuwanymi przez myśli wypadło wprost idealnie.

*
To był ciężki tydzień. Teraz odpoczywam i ładuję baterie... a stos lektur czeka :)

24 komentarze:

Natula pisze...

Film oglądałam kilka razy i zawsze na nim ryczę - inaczej tego nazwać nie można. Wiem, że powinnam przeczytać książkę, ale obawiam się, że jeszcze bardziej się przy niej rozkleję i wtedy nawet potrójna porcja melisy mi nie pomoże.

cyrysia pisze...

Film oglądałam i też wywarł na mnie ogromnie wrażenie, dlatego już od dłuższego czasu mam ochotę poznać także i książkę na podstawie której powstała produkcja ,,Zielona mila''.

Aleksandra pisze...

Ogromnie wzruszająca książka. Jeszcze długo po skończeniu nie mogłam się otrząsnąć. Film też mi się spodobał, ale to już nie to samo. ;)

Zuziuchna pisze...

Film widziałam kilka razy i zrobił na mnie nie małe wrażenie, za ksiązkę się jeszcze nie wzięłam,ale kiedyś na pewno ją przeczytam.

Mery pisze...

Przyznam, że filmu jeszcze nie widziałam, a książkę skończyłam przed chwilą. Jestem jednak ciekawa ekranizacji, bo nie słyszałam jeszcze na nią złego słowa.

Gabrielle_ pisze...

Książkę od dawna mam w planach, jednak jak na złość nigdy jej nie maa w bibliotece a na wyjazd do empiku najzwyczajniej brak czasu. W każdym razie o książce słyszałam wiele dobrego i jak najbardziej mam ją w planach. Pozdrawiam!

Katsuumi pisze...

Książki Kinga są naprawdę ciekawe :)

Mani pisze...

Czytałam i jestem zachwycona do teraz. Ogromne wrażenie na mnie zrobiła, chyba żadna książka Kinga nie podobała mi się tak bardzo. Jest wyjątkowa.

Czarna Owca w Stadzie pisze...

Książkę kupiłam już dawno, bo ponad rok temu. Kupiłam! Ja, skąpa Owca! No i "Zielona mila" czeka na swoje pięć minut i prawdopodobnie przeczytam ją, kiedy uporam się z książkami od wydawnictw. A właśnie... Właśnie! Zaczęłam czytać "Hyperversum". 50 stron w pół godziny. Niezły wynik. Może poczytam jeszcze troszkę, zanim pójdę spać,ale najpierw odwiedzę blogi. ;) Powiem na razie tyle - sam pomysł mi się podoba. I przyznam szczerze, że jak do tej pory nie lubiłam gier komputerowych, tak teraz zacznę się ich bać ;))

Dusia pisze...

Film ogromnie mnie kusi, już sobie ściągnęłam, tylko czasu na seans brakuje:/ Bez względu na to, czy mi się spodoba ekranizacja, sięgnę i po pierwowzór: nie ma to jak klimat książki:)

Gosława Ka. pisze...

A ja muszę w końcu obejrzeć ten film. W sumie cieszę się, że najpierw przeczytałam książkę. :)

Niestety zanim siądę do filmu, muszę ogarnąć recenzję ze wczorajszej premiery teatralnej. Oj zaczyna się ciężki dla mnie czas...

sujeczka pisze...

Film widziałam, książki niestety jeszcze nie czytałam... ale duuużo się po niej spodziewam i jestem ciekawa, jak King sprawdził się w mniej horrorowych klimatach :)

miqaisonfire pisze...

Książka w dalszym ciągu czeka na mojej półce już chyba od miesiąca... :D Ciągle nie mam na nią czasu...
Z drugiej strony, co jeszcze można o niej powiedzieć, oprócz tego, że jest genialna? :)
Chcę ją przeczytać tylko z tego powodu, by porównać jak została ona przedstawiona na filmie :)
Pozdrawiam!

Czarna Owca w Stadzie pisze...

A "Córka kata" była na liście książek, które aktualnie wysyłają do recenzowania? Bo na mojej liście jej właśnie nie było. Ale podobno czasem można wybrać samemu. Fakt, szybko czyta się to "Hyperversum", od wczoraj mam 150 stron. Jakby mi się chciało tylko leżeć i czytać, to pewnie przez noc bym skończyła. :) Na razie jestem zachwycona, podoba mi się dynamiczna akcja, tylko... wkurzają mnie dwie postacie i brakuje mi bardziej żywych opisów tego średniowiecza. Ale to szczególiki, bo przy takiej fabule nikt na to nie zwróci uwagi.

zaczytana-w-chmurach pisze...

"Zielona Mila" to niezwykła książka. Mnie często przeszkadza wątek fantastyczny w tego typu powieściach, ale w tej akurat nie, nawet do niej pasował.
Ekranizacja jest świetna, jedna z najlepszych jakie oglądałam, bo niektóre sceny są dosłownie wyjęte z książki, nawet dialogi gdzieniegdzie są takie same.
Kolejność nie powinna przeszkadzać, ja też najpierw oglądnęłam film, ale nie przeszkadzało mi to ;)

Cassiel pisze...

Książka przeczytana, film obejrzany. Film bardziej mi się podobał, jednak książka też zachwyca i zadziwia. :)

pandorcia pisze...

Jest to jedna z moich ulubionych książek (i zarazem adaptacji filmowych! :D) Kinga :) I masz rację, zawiera w sobie bardzo dużo prawd o nas samych...

Nikki pisze...

"Zieloną milę" dostałam kiedyś na urodziny i jakiś czas przeleżała u mnie na półce, ale bardzo mi się podobała. Film też był fajny, chociaż książka zdecydowanie lepsza :)

Czarna Owca w Stadzie pisze...

Tobie chodziło o opisy wydarzeń, a mnie o opisy przestrzeni. Teraz skończyłam rozdział, w którym Ian odwiedził klasztorną bibliotekę. Brakowało mi np. bardziej żywego opisu tej biblioteki. Jako miejsca. Żebym mogła ją sobie lepiej wyobrazić. Aczkolwiek rozumiem, że to książka dla młodzieży, a młodzież nie za bardzo lubi głębokie, przedłużające się opisy. ;))

Cinnamon pisze...

Doczekałam się! :)
Cóż, nie będę pisała po raz kolejny tego, co napisałam w swojej opinii na temat "Zielonej mili", ale cieszę się, że i Tobie się podobała :) Wrażenia po lekturze mamy bardzo podobne.

Patka pisze...

Powiem Ci, że mnie również ten wątek fantastyczny troszeczkę przeszkadzał. Nie wyobrażam sobie jak ogromną tragedią byłoby gdyby John był zwykłym facetem. Książka jest bajeczna i uważam, że każdy powinien spróbować ją przeczytać:) Osobiście wolę najpierw przeczytać książkę, a potem obejrzeć film i sobie porównać. Pozdrawiam:)

bsz pisze...

Akcja czytamy razem działa, wszedzie recenzje tej książki. Chętnie bym się przyłaczyła, ale chyba nie zdążę jej już znaleźc i przeczytać. Film znam i jedynie z tej strony mogę powiedzieć, że mi się podobał i książka pewnie jest jeszcze lepsza. Także też nadrobię!

Czarna Owca w Stadzie pisze...

Oddałam na Ciebie głos w tym konkursie. Nie wiem, czy dobrze wysłałam tego maila, ale się starałam. Też oglądałam "Liceum Avalon", początkowo nawet nie wiedziałam, że jest taka książka, i że napisała ją właśnie Meg Cabot. Nie przepadam za tą pisarką, bo kojarzy mi się z denną serią "Pamiętnik księżniczki", która teraz, jak dorosłam, wydaje mi się taka wyzuta z wszelkiego sensu. Mimo to przeczytałam i "Liceum" nie było złe. Ale powieść jest zupełnie inna niż książka.

Czarna Owca w Stadzie pisze...

Sorry. Powieść jest zupełnie inna, niż film. Przejęzyczenie.

Prześlij komentarz