sobota, 5 marca 2016


Na liście nominowanych do Nagrody im. Kapuścińskiego brakuje kilku świetnych tytułów (jako najbardziej poszkodowanych wymienia się najczęściej Filipa Springera i jego "13 pięter" oraz Marcina Kąckiego za "Białystok"), mimo wszystko jednak ogłoszenie finałowej dziesiątki to świetna okazja do sprawdzenia, co działo się w literaturze faktu w ubiegłym roku i nadrobienia zaległości. Jeśli nie czytaliście większości nominowanych książek, być może zastanawiacie się, którą z nich przeczytać najpierw.  

"Wszystkie wojny Lary" Wojciecha Jagielskiego

Dlaczego warto przeczytać? 

- Ze względu na opowieść (o kobiecie, która chciała ochronić swoich synów przed wojną, ale nie udało jej się tego zrobić) i sposób, w jaki została przedstawiona. W reportażach Jagielskiego dosłownie widać, jak świetnie potrafi on wczuć się w sytuację swoich bohaterów i pisać o nich bez wystawiania ocen.

- Bo o tej książce było głośno od czasu premiery. Wojciech Jagielski to jedna z najsilniejszych marek w polskiej literaturze faktu. Każdy jego reportaż to wydarzenie. Powoli staje się on też Murakamim nagrody Kapuścińskiego - często wymieniany jako faworyt, ciągle bez statuetki. 

"Jeden z nas. Opowieść o Norwegii" Asne Seierstad

Dlaczego warto przeczytać?

- Jest to historia porażająca. Anders Breivik jednego dnia morduje 77 osób w Norwegii, kraju uznawanym za jedno z najlepszych miejsc do życia na świecie. Asne Seierstad stawia ważne pytania o przyczyny zamachów i pokazuje nam bezsilność społeczeństwa w obliczu sytuacji kryzysowych. 

- Bo można kupić za grosze. No, prawie. Tutaj na przykład znalazłam ten tytuł za niewiele ponad 18 złotych. Warto - choćby dlatego, że "Jeden z nas" zbiera mnóstwo dobrych recenzji. 

"Chłopczyce z Kabulu" Jenny Nordberg

Dlaczego warto przeczytać? 

- Wszyscy wiemy, że kobieta w Afganistanie jest gorsza z urodzenia. Nieczęsto jednak mamy okazję poczytać, jak słaba płeć radzi sobie z tym na co dzień - po swojemu, nie głośną rewolucją, ale codzienną, niewidoczną na pierwszy rzut oka pracą nad powolnym przesuwaniem granic. 

- "Chłopczyce z Kabulu" to książka ciekawie napisana i jednocześnie bardzo kompletna. Jenny Nordberg nie zakończyła swojej pracy na rozmowach z bohaterami swojego reportażu. Momentami przyjmuje ona też perspektywę badacza. 

"1945. Wojna i pokój" Magdaleny Grzebałkowskiej

Dlaczego warto przeczytać? 

- Książka była wielokrotnie uznawana za jeden z najważniejszych tytułów roku 2015, a jej autorka - Magdalena Grzebałkowska - jest ceniona także za swoje wcześniejsze książki (biografię Beksińskich i księdza Twardowskiego).

- Bo to ciekawy sposób na poznanie historii swojego kraju - nie za pomocą suchych faktów, ale opowieściami, które wciągają.

"Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę" Zbigniewa Parafianowicza i Michała Potockiego

Dlaczego warto przeczytać?

- Wydarzenia na Ukrainie to jeden z głównych tematów poruszających opinię publiczną w naszym kraju. Dwa lata po Majdanie warto postawić sobie pytanie o jego przyczyny, a także o powody końca Ukrainy Janukowycza.

"Droga 816" Michała Książka

Dlaczego warto przeczytać? 

- Bo Michał Książek dał się już poznać jako autor reportaży nietypowych, a przy tym bardzo ciekawych (napisał on książkę o Jakucku, gdzie wiosna zaczyna się przy minus dwudziestu). 

- Ten tytuł jest trochę czarnym koniem całego zestawienia, przynajmniej dla mnie. To jedyna książka wśród nominowanych, której premiera gdzieś mi umknęła. O jej istnieniu dowiedziałam się dosłownie dwa dni przed ogłoszeniem kandydatów do Nagrody im. Kapuścińskiego. A takie nietypowe (żeby nie powiedzieć "niemainstreamowe ;)) wybory jury warto przecież docenić i zauważyć! 

"Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość" Katarzyny Surmiak-Domańskiej

Dlaczego warto przeczytać?

- Przede wszystkim ze względu na tematykę. Jest to zastanawiający reportaż o organizacji rasistowskiej działającej w Stanach Zjednoczonych. Dyrektor Ku Klux Klan twierdzi na przykład, że białemu człowiekowi grozi zagłada, bo ma on pewną niewygodną przypadłość: genetyczną skazę miłosierdzia. 

- Katarzyna Surmiak-Domańska przygląda się funkcjonowaniu klanu kiedyś i dziś z bliska. Nieprędko nadarzy się pewnie okazja, żeby równie mocno zagłębić się w ten temat.

"Usypać góry" Małgorzaty Szejnert

Dlaczego warto przeczytać?

- Książka ukazuje bogactwo Polesia. Pisząc ją, Małgorzata Szejnert poniekąd zrealizowała plan Ryszarda Kapuścińskiego: napisać o krainie dzieciństwa. W rozmowie z Barbarą Łopieńską powiedział on: "Od dawna chcę napisać książkę o moim dzieciństwie w Pińsku, na Polesiu, ale ciągle ją odkładam".

- Poprzednie prace Małgorzaty Szejnert trzy razy były nominowane do nagrody Nike, a za "Wyspę klucz" otrzymała ona Nagrodę Literacką Gdynia. 

"Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z in vitro" Karoliny Domagalskiej

Dlaczego warto przeczytać?

- W reportażu poruszano jeden z najczęściej współcześnie dyskutowanych problemów etycznych: in vitro. Karolina Domagalska przedstawiła ważną perspektywę osób, które zdecydowały się na zabieg, a także dzieci, których narodziny są wynikiem zastosowania metody in vitro. Warto wyrobić sobie opinię na ten temat w oparciu o rzetelne i różnorodne źródła. 

"Diabeł i tabliczka czekolady" Pawła Piotra Reszki

Dlaczego warto przeczytać?

- Zbiór reportaży chwalony jest za tytuł i za to, że dobrze się go czyta. Temat główny to dość często rysowany obraz Polski uparcie żyjącej ze swoją specyficzną mentalnością, jej dużych problemów i małych radości. 

- Tę książkę również można kupić poniżej 20 złotych - tutaj.

W takiej kolejności chciałabym przeczytać tę dziesiątkę, gdybym żadnego z nominowanych reportaży nie znała wcześniej. Każdy pewnie jednak ułożyłby te tytuły inaczej - ze względu na tematykę, autora, zasłyszane opinie...

To jak, za którą lekturę zabralibyście się najpierw?

wtorek, 19 stycznia 2016

Standardowo książki promuje się słowem. W prasie i na blogach mamy ich recenzje, w innych miejscach internetu darmowe fragmenty tekstu, a na spotkaniach autorskich - dyskusje. O książkach można jednak mówić także obrazem. Wykorzystywanie tego sposobu promocji jest ważne przede wszystkim w sieci, gdzie dobre zdjęcie lub ciekawy plakat przyciąga uwagę szybciej. Jak robi się to na świecie? Przykładów jest mnóstwo. Dzisiaj o pięciu z nich.


Właściwa książka zawsze dotrzyma Ci towarzystwa 

(The right book will always keep you company)

Na świetnie zaaranżowanych zdjęciach widzimy ludzi, którzy zasnęli z książkami w rękach. Towarzystwa dotrzymują im bohaterowie powieści, między innymi Sherlock Holmes czy Gandalf. Tak dosłowne potraktowanie raczej oklepanego hasła pozwoliło wykorzystać je (być może po raz pierwszy w historii ;)) w taki sposób, by rzeczywiście zachęcało do czytania. 

Akcja "Właściwa książka zawsze dotrzyma Ci towarzystwa" została przygotowana dla księgarni Steimatzky - najstarszej i największej w Izraelu. Warto przyjrzeć się jeszcze jednej ich kampanii: "Twoja książka, Twoja obsada". Mamy tu nawiązanie do tego, że każdy tytuł jest inny, możemy więc wybierać różne powieści w zależności od gustu. Dodatkowo zdjęcie w filmowo-serialowym stylu ma prawdopodobnie przeciągnąć na stronę książek tych, którzy lubią oglądać, ale (jeszcze) niekoniecznie czytać. 


Prawie tak dobre jak nowe

(Almost as good as new)

Kampania, którą można rozumieć na mnóstwo sposobów i dzięki temu jest absolutnie wyjątkowa. Została przygotowana dla księgarni sprzedającej używane książki (Avelar Machado). Określenie "prawie jak nowe" może więc odnosić się do stanu fizycznego książki. Jednocześnie ilustrują je zdjęcia klasyków, mowa więc o tym, że starsi autorzy pisali prawie tak dobrze jak ci nowi ;) Na dodatek postaci takie jak Agatha Christie rzeczywiście mają na plakacie ślady zadrapań czy plastry opatrunkowe. 


Stań się kimś innym

(Become someone else)

Kolejna kampania, w której w pomysłowy sposób wykorzystano hasło reklamowe - "Stań się kimś innym" pokazuje, że czytanie książki daje nam szansę na wejście w czyjeś buty. Stworzyła ją litewska agencja Love dla księgarni Mint Vinetu.


Czytanie kształtuje 

(Reading shapes you)

Kazimierz Kutz powiedział, że połowa człowieka składa się z książek, które przeczytał. Jeśli pójdziemy o krok dalej, wyjdzie nam, że "Czytanie kształtuje" całego człowieka. Kampania została przygotowana dla największej biblioteki publicznej w Kolumbii - Luis Angel Arango. Jej autorami są Juan Pablo Navas i Gustavo Zapata.


To tylko przykłady kampanii z całego świata, które miały swoje pięć minut w internecie. Ich sukces jest dowodem na to, że obraz może całkiem nieźle promować słowo pisane. Czy w Polsce się to wykorzystuje? To już temat na kolejny wpis ;) 

czwartek, 7 stycznia 2016

Najpierw wytłumaczę się z tytułu. Pewnie kojarzycie te wszystkie internetowe quizy psychoanalityczne w stylu: "Powiedz mi jak jesz/czego słuchasz/co czytasz, a powiem Ci kim jesteś". Nie mam zielonego pojęcia, czy można im udowodnić jakąkolwiek skuteczność. Jeśli tak, ciekawe co mówią o nas nasze nawyki związane z kulturą - to gdzie słuchamy muzyki, z kim oglądamy filmy, jak wybieramy książki i tak dalej. Dzisiaj daję Wam szansę na pobawienie się w siedzenie w czyjejś głowie, czyli dzielę się jedenastoma faktami z moich wizyt w kinie (niezwiązanymi z samymi filmami). 


1. Pierwsze wyjście do kina w życiu to w moim przypadku "Spiderman". Wybraliśmy wtedy z bratem miejsca w pierwszym rzędzie i jeszcze się głupio cieszyliśmy, że były wolne...

2. Mój ulubiony moment w kinie to ten, gdy na ekranie pojawiają się zwiastuny. Nadal mam nadzieję, że kiedyś w Krakowie zostanie zorganizowana noc kinowa ze zwiastunami :) Lubię też podsłuchiwać ludzi, gdy po seansie dzielą się ze znajomymi wrażeniami.

"Amelia"

3. Sama w kinie byłam dwa razy w życiu. Za pierwszym to był zakład (powstał wtedy wpis "Dlaczego czasem warto wybrać się do kina samemu?"). Poszłam na "Drogę do zapomnienia" - wtedy dowiedziałam się, że na seansach koło 17 w poniedziałki sale kinowe bywają bardzo puste i można mieć nadzieję na prywatny seans.

4. Zawsze chciałam wyjść w połowie słabego filmu. Tylko raz widziałam jak robi to ktoś inny i wydało mi się to najlepszą recenzją na świecie. Ostatnio zrealizowałam ten punkt, bilet naprawdę nie był tego wart. 

5. Staram się nie wybierać filmu, na który idę do kina ze znajomymi. Robię tak od czasu, gdy w liceum zostałam siłą wyciągnięta na "Przeminęło z wiatrem"  - i tak przekonałam się do klasyki kina. Wspólne oglądanie filmu traktuję więc przede wszystkim jako szansę na obejrzenie czegoś, czego sama bym nie wybrała... chyba że akurat wychodzi nowy Tarantino - od takich okazji mam wokół siebie ludzi z gustem podobnym do mojego ;)

"Kiedy Harry poznał Sally"

6. Nie przyznaję się do tego publicznie, ale nie przepadam za kinami studyjnymi - chyba że wybieram się do nich w środku dnia, kiedy jest największa szansa na prawie pustą salę. "Snajpera" widziałam przy pełnej i nie wspominam najlepiej tego zerkania przez głowy ludzi siedzących przede mną.

7. Lubię stawiać różne dziwne hipotezy związane z oglądaniem filmów w kinie. Kiedyś stwierdziłam, że na dużym ekranie wszystkie produkcje wydają się dobre. Żeby to zweryfikować, chodziłam na filmy, które na pierwszy rzut oka wydawały się kiepskie. Tak wylądowałam na przykład na "Wilku z Wall Street".

8. Nie lubię rozmawiać w kinie, bo denerwuje mnie to u innych. Zdarzają się jednak wyjątki. Kiedyś na przykład w trakcie seansu "Pileckiego" komentowałyśmy z B. prawie każdą scenę. 

- Wiesz, słyszałam, że któryś aktor dostał za ten film tylko 400 złotych (generalnie "Pilecki" miał bardzo mały budżet).  

- Tak? Ale to pewnie jakaś bardzo mała rola.

(pół godziny później)

- Ta kobieta gra z takim niechceniem. Pewnie to jej dali to 400 złotych.

- Ona to akurat powinna dopłacić za to, że tak słabo zagrała...

"Teoria wielkiego podrywu"

9. Jestem jednym z tych dziwnych ludzi, którzy nie jedzą popcornu w kinie - oczywiście w przeciwieństwie do moich znajomych. Oni kupili standardowy zestaw nawet gdy szliśmy na "Kamienie na szaniec":

- Yyy, ale wy wiecie o czym to jest film?

- Spoko, zjemy zanim się zacznie.

No i mieli rację. Tego dnia dowiedziałam się komu służą te reklamy przed seansem.

10. Kiedyś przeze mnie w kinie zepsuł się projektor. 

Dobra, tak naprawdę to nie było przeze mnie, ale miałam wtedy bardzo, bardzo pechowe dwa tygodnie. Psuł się niemal każdy sprzęt, z którym miałam jakąkolwiek styczność, a na koniec jeszcze to. Nawet nie próbujcie mi wmówić, że to przypadek :)

11. Raz prawie zaprosiłam nieznajomego do kina. Ale od początku. Wygrałam dwa bilety na "Sicario", ale byłam akurat w Warszawie, gdzie nie znałam prawie nikogo. Postanowiłam nie marnować okazji, zwłaszcza że rzecz miała się dziać w najstarszym warszawskim kinie (Atlantic). Pan sprawdzający bilet zapytał o moje plus jeden.

- No niestety, nie tym razem.

- To może mnie pani zaprosi?

- Czemu nie? Zapraszam. - Dostałam wtedy kosza. Pan jednak wolał swoją pracę. 

*

To tyle. 

Jeśli ktoś z Was chce przyłączyć się do zabawy i powspominać swoje wyjścia do kina, zapraszam - chętnie poczytam o Waszych wspomnieniach związanych z kinem :)

poniedziałek, 4 stycznia 2016


Jeśli na liście Waszych noworocznych postanowień znalazło się na przykład napisanie książki, być może warto byłoby zacząć od posłuchania, co do powiedzenia w tym temacie mają ci, którzy z publikowaniem własnych powieści poradzili sobie wcale nie najgorzej. 


Mogliście pomyśleć, że to Paulo Coelho, ale nie - tym razem przepisem z rodzaju prostych i sprawdzonych dzieli się Agata Christie. Bo żeby mieć książkę, trzeba ją napisać i tyle. Zresztą ten masowy wytwórca kryminałów to autorytet jakich mało. Głupotą byłoby więc podważać zasadę, która samej Christie przyniosła kilkadziesiąt napisanych książek.


Akurat w tym temacie każdy pisarz ma swoją własną filozofię. Jedni twierdzą, że dobrze jest mieć najpierw wszystko przemyślane, a dopiero potem brać się za pisanie. Inni, tak jak Wiesław Myśliwski, idą na żywioł. Wniosek? Jeśli napiszesz kiepską książkę to niekoniecznie dlatego, że zacząłeś w niewłaściwy sposób.


Jeszcze jeden dowód na to, że każdy pisarz ma swoje reguły i nie warto trzymać się kurczowo czyiś - nawet jeśli rady dostaliśmy od kogoś, kto jest dla nas absolutnym autorytetem. Dla jednych pisanie to najcięższa praca na świecie, inni twierdzą, że wychodzi im to mechanicznie. Jeśli Charles Bukowski mówił prawdę, koniecznie chcę jego maszynę do pisania.


Tym razem wskazówka dla tych, którzy już zabrali się za pisanie, ale od sławy i chwały dzieli ich jeszcze trochę pracy. Ernest Hemingway podpowiada, że dobrze jest nie domykać wszystkich spraw, żeby po czasie mieć do czego wracać. Warto go posłuchać, chociaż niekoniecznie w sytuacji, gdy zbliża się deadline.


Jako ostatni Haruki Murakami - absolutny mistrz udzielania rad w kwestii pisania. Jeśli go czytaliście, na pewno wiecie o co mu chodzi z tym jazzem, bo nieźle radzi sobie nie tylko z pouczaniem innych. Pisanie też mu wychodzi. 

Jeśli poczuliście się zainspirowani, zerknijcie też na inne głosy w dyskusji o pisaniu:

...a potem zostawcie to wszystko i po prostu piszcie :)

sobota, 2 stycznia 2016

Czy w styczniu będzie śnieg, tego nie wiem. Chodzą za to słuchy, że do księgarń trafi kilka ciekawych książek. Co łączy pogodę z literaturą faktu? Mnie mówienie o jednym i drugim z wyprzedzeniem zawsze kojarzyło się trochę z wróżeniem z fusów. Jasne, jeśli dany autor napisał kilka dobrych reportaży, a to konkretne wydawnictwo utrzymuje przyzwoity poziom wydawanych książek, istnieje prawdopodobieństwo, że ten czy inny tytuł będzie świetny. Statystyka nie zawsze jednak sprawdza się w przypadku literatury (z innymi dziedzinami też często ma problemy, ale to już zostawmy na boku). Miejcie to proszę na uwadze przeglądając propozycje lektur na styczeń - na liście znalazły się te tytuły, które z różnych powodów mogą zainteresować lubiących fakty w literaturze (z dwoma małymi oszustwami ;)).


W reportażu: "Wojna umarła, niech żyje wojna" - Ed Vulliamy

"Wojna umarła, niech żyje wojna" to reportaż dobrze się zapowiadający z dwóch powodów. Pierwszym jest autor, Ed Vulliamy, który dał się już poznać "Ameksyką" (książka została bardzo dobrze przyjęta w Polsce, a Vulliamy niedługo po jej premierze otrzymał nagrodę im. Kapuścinskiego pokonując między innymi Jagielskiego i jego "Wypalanie traw"). Drugi to oczywiście tematyka. Vulliamy wraca do wojny w byłej Jugosławii, która nie miała przecież prawa wydarzyć się w Europie mającej za sobą czasy konfliktów zbrojnych...

Właściwie, szczerze mówiąc, jest jeszcze powód trzeci - tytuł tego reportażu.


W historii: "Wypędzanie ducha Hitlera" - Frederick Taylor; "Leningrad. Oblężenie i symfonia" - Brian Moynahan

O Hitlerze napisano już właściwie wszystko. Była mowa o tym, jak to się stało, że doszedł do władzy, dlaczego tyle ludzi w niego uwierzyło i jakie to przyniosło skutki. Frederick Taylor ("Wypędzanie ducha Hitlera") skupia się na tym, co zrobiono, by po wojnie zdyskredytować idee, za którymi krył się nazizm, a także - jak odbudowywano państwo, które przecież znalazło się w zapaści pod każdym względem, gospodarczo i społecznie. Dlaczego warto? Tematycznie brzmi zachęcająco. Poza tym książka jest raczej pozytywnie oceniana w zagranicznych recenzjach.

Miłośników historii (i muzyki) może też zainteresować "Leningrad. Oblężenie i symfonia" Briana Moynahana - książka, której podtytuł tłumaczony z języka angielskiego jest rekomendacją samą w sobie: historia wielkiego miasta terroryzowanego przez Stalina, głodzonego przez Hitlera, uwiecznionego przez Szostakowicza.


W eseistyce"Dobrze się myśli literaturą" - Ryszard Koziołek

Być może kojarzycie autora jako tegorocznego przewodniczącego Nagrody Literackiej "Nike" i twórcy tekstów dla "Tygodnika Powszechnego" - jeśli nie, warto zerknąć choćby na to, co Ryszard Koziołek ma do powiedzenia w temacie: "Po co Polakom książki". Jeśli postać autora to niewystarczająca zachęta, by przeczytać jego książkę, pomocą w podjęciu decyzji może być jeszcze jej tytuł: "Dobrze się myśli literaturą". Zapowiada się bardzo ciekawie.

W biografii: "Córka rzeźbiarza" 

Podpowiedzią, że warto, są przede wszystkim recenzje poprzedniego wydania "Córki rzeźbiarza". Osobami, których nie trzeba będzie do niej przekonywać, są z pewnością fani twórczości Tove Jansson. Tym razem oddaje ona w ich ręce swoją autobiografię w postaci zbioru opowiadań. 


W polityce: "Nowy car" - Steven Lee Myers

Dlaczego to książka, na którą warto zwrócić uwagę? Przede wszystkim ze względu na aktualną sytuację Rosji. Jeśli zaglądaliście ostatnio do prasy albo telewizji, pewnie zwróciliście uwagę, że wzmianki o Putinie pojawiają się teraz właściwie ciągle - bo wydano z nim kalendarz, bo od szesnastu lat u władzy, bo w nowy rok wchodzi z niekorzystną dla swojego kraju sytuacją na rynku ropy i tak dalej. Dobrze jest więc sięgnąć po książkę, która uporządkuje naszą wiedzę na jego temat - zwłaszcza że ta jest oceniana jako co prawda ciężka, ale zawierająca mnóstwo ważnych informacji (z recenzji na Goodreads).


Dla zmęczonych faktami"Zagubiony autobus" - John Steinbeck, "Opowieści z ostatnich dni" - Oleg Pawłow

Steinbecka mam nadzieję przedstawiać nie trzeba. "Zagubiony autobus" to wznowienie jego powieści w Polsce wydanej po raz pierwszy w roku 1961. Coś dla tych, którzy chcieliby zupełnie zapomnieć na chwilę o literaturze faktu i sięgnąć po klasykę. 

Też klasycznie, ale chyba trochę bardziej w oparciu o wątki autobiograficzne, została napisana druga książka, którą polecam trochę w ciemno: "Opowieści z ostatnich dni" Pawłowa. Trylogia będąca obrazem schyłku imperium sowieckiego, której akcja toczy się w wojsku i łagrach Kazachstanu. Autor jest uznawany za jednego z najbardziej wybitnych pisarzy rosyjskich.


Wniosek? Do księgarń najlepiej wybrać się zaraz po 13. stycznia (większość wspomnianych tytułów ma premierę właśnie tego dnia), chociaż dla naszego portfela niekoniecznie będzie to decyzja optymalna ;) To oczywiście nie wszystkie nowości, na jakie warto zwrócić uwagę w styczniu, ale akurat te zapowiadają się wyjątkowo dobrze.

środa, 30 grudnia 2015

Po podsumowaniu tego, jak rok 2015 wyglądał na Magnoliach przyszedł czas na to, co lubię najbardziej, czyli rzut okiem na kulturę - będzie o najlepszych książkach, filmach, serialach, wystawach i wydarzeniach, a działo się całkiem sporo...

Książki roku

Wiecie już, że jeśli chodzi o literaturę faktu, ten rok był bardzo udany. Mnóstwo wydanych książek to prawdziwe perełki. Pozostałych gatunków nie śledzę na bieżąco, książkami roku nazwę więc dwa tytuły, które zostały wydane trochę wcześniej - mam nadzieję, że przymkniecie na to oko i dacie się namówić na ich przeczytanie, bo naprawdę warto. 


Pierwsza to "Nie widać nic", zbiór tekstów o obrazach, które kojarzy niemal każdy. To taka próba przekonania czytelnika do patrzenia na sztukę z ciekawością i zastanawiania się, jakie kryje ona w sobie treści - nawet jeśli ktoś inny uznałby, że to nadinterpretacja. Coś niesamowitego! 

Drugą jest "Traktat o łuskaniu fasoli" Wiesława Myśliwskiego. Mistrzowski monolog będący opowieścią o życiu prostego człowieka, który zawiera w sobie tyle ważnych przemyśleń, że można to czytać trzy razy dłużej niż byłoby to konieczne sądząc po objętości tekstu. Myśliwski to z pewnością jeden z ważniejszych polskich pisarzy, warto go znać.


Filmy roku

Rok zaczął się od mocnego uderzenia: "Ida" Pawła Pawlikowskiego została nagrodzona Oskarem. Ta wiadomość oczywiście podzieliła Polaków. Kontrowersje wokół filmu to jeden z powodów, dla których warto go obejrzeć i wyrobić sobie własne zdanie. Nasza tegoroczna propozycja ("11 minut" Jerzego Skolimowskiego) nie znalazła się na shortliście kandydatów do statuetki. 

"Motyl Still Alice" (źródło zdjęcia)

Jeśli chodzi o kino zagraniczne, na wyróżnienie (wyjątkowo ;)) zasługują trzy tytuły nagrodzone Oskarami: "Motyl Still Alice", "Whiplash" i "Birdman". Ten rok należał też do trzech innych filmów. Najpierw w maju fani Mad Maxa doczekali się wznowienia serii - powstał "Mad Max: Na drodze gniewu", obraz postapokaliptycznego świata, w którym toczy się ciągła walka o zasoby. W sierpniu do kin wszedł "Kryptonim U.N.C.L.E.", rewelacyjne kino akcji oparte na klasycznych schematach i w bardzo brytyjskim klimacie. Wrzesień z kolei należał do "Młodości", gdzie nad sensem zastanawiamy się obserwując ludzi, którzy wiedzą, że całe życie mają już raczej za sobą. 

"Mad Max" (źródło zdjęcia)

Seriale roku

Jeśli szukacie ciekawego serialu, polecam przede wszystkim śledzenie hashtagu #SerialRoku2015 na Twitterze, pojawia się tam sporo ciekawych propozycji (chociaż nie brakuje też tych w stylu "Scream Queens"). Ode mnie w tym roku "Żona idealna", "Suits" i "Skandal", trzy seriale prawniczo-polityczne warte śledzenia.

Wystawa roku

"Van Gogh Alive" - w Warszawie do 14. lutego 2016. Interesująca dlatego, że można na niej obejrzeć ponad trzy tysiące dzieł Van Gogha, ale też - bo jest to wystawa multimedialna, do której przygotowania wykorzystano technologię SENSORY4. Niezłe przeżycie.


Wydarzenie roku

Literackim wydarzeniem roku był krakowski Conrad Festiwal, który zorganizowano po raz siódmy, ale pierwszy raz z takim rozmachem. Jednym z powodów popularności festiwalu była obecność tegorocznej noblistki, Swietłany Aleksijewicz. Spotkanie wywołało we mnie mieszane uczucia, tym bardziej żałuję, że nie napisałam o nim wtedy. Corand Festiwal to jednak nie tylko Aleksijewicz, ale też dyskusja o tym, ile literatura faktu może czerpać z języka powieści, a dla lubiących inne gatunki między innymi wykład o tym, jak się tworzy opowieści (i oczywiście niesamowite spotkanie z Myśliwskim).  W tym roku miałam okazję spędzić cały tydzień na Festiwalu w biurze prasowym - świetne doświadczenie. Polecam, gdybyście się kiedyś nad tym zastanawiali.


Nadal mam wrażenie, że ten rok był udany przede wszystkim dla literatury faktu - nie tylko na tle innych gatunków, ale kultury w ogóle. Całkiem jednak możliwe, że są do obserwacje nie do końca obiektywne. Generalnie było naprawdę nieźle, moc była z nami (...a już myślałam, że napiszę ten post nie wspominając o Star Warsach ;)).

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Dzisiaj będzie trochę o Magnoliach zza kulis. Przypominam 15 wpisów, które czytaliście najchętniej i wspominam o tym, dlaczego niektóre z nich w ogóle powstały.


1. Jakie filmy motywują nas do działania? Część pierwsza i część druga

Dwa wpisy o filmach, które motywują nas do działania, pozostawiły wszystkie pozostałe daleko w tyle. Cieszy to bardzo, bo z zamiarem ich napisania nosiłam się od dawna. Chciałam też zrobić wersję książkową, a potem przerobić to na cały cykl, aż tu nagle okazuje się, że czas mija trochę szybciej niż powinien i te plany zmieniają się w postanowienia noworoczne. W poprzednim roku chyba zabrakło mi... motywacji? ;) 

2. Gdzie moje maniery? O uprzejmości w internecie

Tak ogromna popularność tego wpisu to dla mnie kompletne zaskoczenie, bo szczerze mówiąc pisałam go w charakterze żartu. Zastanawiałam się między innymi, czy zwracanie się do kogoś w wiadomości na facebooku dużą literą to przestępstwo albo czy emotikon zastępuje kropkę. Tak poważnie to mam nadzieję, że jakiś językoznawca weźmie kiedyś te problemy na warsztat, bo nadal nie wiem, czy nie jestem zbyt uprzejma.

3. Napisałem książkę i co dalej? - Rozmowa z Janem Drożdżem

Jan Drożdż, który zadebiutował "Nieskończoną Przestrzenią Snu" opowiedział czytelnikom o tym, jak szukał wydawcy i czy jego zdaniem dobrze jest słuchać rad na temat swoich tekstów. Jego przemyślenia poleciłabym każdemu, kto chciałby wydać własną książkę.


4. Jak przekonać innych do czytania?

Tak naprawdę to zestawienie zawiera niemal same recepty na przyciągnięcie ludzi do książek w taki sposób, żeby się nie zorientowali - najpierw film, wrzucanie znanego nazwiska na okładkę i tak dalej. Wciąż szukam lepszych sposobów, chociaż z drugiej strony dlaczego mielibyśmy przekonywać innych do czytania?

5. Na jakie reportaże warto zwrócić uwagę w tym roku? 

Wpis powstał przy okazji ogłoszenia nominacji do nagrody im. Kapuścińskiego, ale ma już swoją aktualizację - Jakie reportaże warto było czytać w roku 2015?

6. Skąd wiesz, że ta książka jest dobra?

Kolejny z dowodów na to, że lubię zastanawiać się nad oczywistymi oczywistościami.

Ale Wy macie gorzej, bo to czytacie :)

7. Co Polacy myślą o Oskarze dla "Idy"?

Nieważne, że Oskar. Nieważne, że afera. 

Cała ta sytuacja była przede wszystkim dobrym momentem do zastanowienia się, czy przypadkiem nie traktujemy kina jako rzemiosła. Chcemy, żeby produkt finalny spełniał określone funkcje, a to chyba nie cała prawda o sztuce.

8. Co czytać jesienią? Literatura faktu, którą warto sprawdzić

Nie wymyśliłam jeszcze, w jaki sposób pisać o kulturze w ogóle, a jednocześnie podkreślić, że Magnolie to głównie literatura faktu, dlatego tym bardziej cieszę się, że chętnie zaglądacie do postów o niej :)  


9. Dlaczego Swietłana Nobla dostała?

O wilku mowa, czyli non-fiction w kolejnej odsłonie - a konkretniej wpis o Noblu dla Swietłany Aleksijewicz. Trochę o tym, że to ważny moment dla całego gatunku.

10. Czy można czytać obrazy?

Na myśl o tej książce do tej pory szeroko się uśmiecham - "Nie widać nic". O obrazach czyta się w niej tak, jakby ktoś właśnie tłumaczył nam rozwiązanie zagadki kryminalnej. Odkąd ją przeczytałam, w muzeach spędzam pięć razy więcej czasu przy każdym eksponacie.

11. Jak cię widzą, tak wchodzą lub nie. Czy księgarnie potrafią przyciągać do siebie ludzi?

Pomyślałam, że skoro czytanie książek pozytywnie wpływa na naszą wyobraźnię, w księgarniach powinni pracować sami kreatywni ludzie. Napisałam więc o tym, czy potrafią przyciągać do siebie klientów w nietypowy sposób. Mam nadzieję, że ten wpis to początek jeszcze jednej kategorii na blogu - marketing kultury.

12. Co czytać i oglądać po "House of Cards"?

To też coś, co w przyszłości chciałabym kontynuować jako cykl wpisów - kilka tytułów, które są propozycją dla tych, którym spodobał się konkretny film albo książka.

13. Co facebook wie o kulturze?

Ten tekst wymaga pewnie uzupełnienia, bo powstał na początku roku, a od tego czasu na facebooku rozwinęło się kilka ciekawych profili, które warto śledzić jeśli lubi się kulturę.


14. Klasyki promować nie trzeba... A może jednak?

Klasyka obok non-fiction to z założenia ważna część Magnolii, ale wiecie jak to jest klasyką - wszyscy albo już ją znają, albo czytali o niej tyle, że trudno byłoby dodać coś nowego. Pisanie o książkach najbardziej zasłużonych to wyzwanie, dlatego w praktyce pojawiają się one tutaj rzadko. Ale, ale... ostatnio napisałam też o tym, że klasykę literatury angielskiej najlepiej czyta się zimą.

15. Jak długo będziesz pisać swój bestseller?

Wpis dla początkujących (albo jeszcze nawet nie to :)) pisarzy. Ze słowami Murakamiego, które wyskakują mi codziennie na pulpicie jako motywacja do pracy. Jeśli dodać do tego relację z wykładu Tavaresa o tym, jak się tworzy opowieści i wywiad z Janem Drożdżem, powstaje z tego mały cykl o pisaniu. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się coś do niego dorzucić.

*

Niewiele działo się w tym roku na Magnoliach. Mam na sumieniu miesięczne przerwy w pisaniu i tak dalej, a do tego wcale nie obiecuję poprawy, ale bardzo, bardzo dziękuję - że mimo wszystko tutaj jesteście! :)

sobota, 26 grudnia 2015

Wam też klasyka literatury angielskiej kojarzy się z książkami najgrubszymi na świecie? Większość tytułów to ogromne tomiszcza, w które trzeba się wczytać, żeby złapać klimat, a na to nie zawsze jest czas i ochota - kiedy więc, jeśli nie zimą, nadrabiać zaległości w tym temacie?


Wybór jest więcej niż szeroki - obyczajówki, kryminały, literatura piękna, a wszystko to w brytyjskim stylu, a więc klimatycznie i z wyczuciem. Dobrze jest zacząć od nazwisk, które znać wypada. Na pierwszy ogień Christie. Ona może nie jest tu najlepszym przykładem, bo jej powieści wydawane są w formie kieszonkowej i czyta się je bardzo szybko, jest to więc opcja także na jedno wolne popołudnie (nie tylko to zimowe). Podobno najbardziej doceniana Christie to kryminał "I nie było już nikogo", ale ja polecam wybór na chybił-trafił. Jak to możliwe, że napisała ona aż tyle książek? Podpowiedzią mogą być jej własne słowa: 

"Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie".

Idąc dalej mamy XIX-wieczny obyczaj. W tej kategorii najbardziej znane nazwisko to chyba Jane Austen, ale nie o niej mowa (głównie dlatego, że jestem jedną z tych osób, które wolą serialową wersję "Dumy i uprzedzenia" od tej książkowej). Polecam za to siostry Bronte, a więc przede wszystkim "Dziwne losy Jane Eyre" i "Wichrowe wzgórza". Sama zimą stawiam przede wszystkim na nie, a oprócz tego "Północ i Południe" Elizabeth Gaskell. Te książki to rewelacyjne powieści obyczajowe. Jasne, na pierwszym planie jest w nich najczęściej mniej lub bardziej udany związek, ale świetnie widać też to, co w tle. Niewiele jest tytułów, nawet tych naukowych, dzięki którym można się tak dobrze przekonać, jak wyglądała rewolucja angielska w praktyce i co jej pojawienie się oznaczało dla zwyczajnych ludzi.

>> Czytaj też: Sześć lekcji życia z "Jane Eyre"


Jeszcze jedno wielkie nazwisko z XIX wieku to oczywiście Charles Dickens. Trudno byłoby chyba nie słyszeć o jego "Opowieści wigilijnej", ale ten pisarz ma też na swoim koncie inne tytuły warte uwagi i do tej pory wykorzystywane w kulturze popularnej - dla przykładu jego "Wielkie nadzieje" zostały niedawno przeniesione na ekran, a "Opowieść o dwóch miastach" była cytowana nawet w serialu "Plotkara" ("Była to najlepsza i najgorsza z epok..."). Słowa Dickensa bywają też zapożyczane przez tych, którzy mówią o książkach słabych, bo zdarzyło mu się kiedyś stwierdzić: 

"Są książki, których grzbiety i okładki stanowią najlepszą ich część".

Zbliżając się trochę bardziej do współczesności, trafiamy na Virginię Woolf. Mowa akurat o niej, bo ostatnio wydano jej "Eseje wybrane" i jest to z pewnością jeden z głośniejszych tytułów końcówki tego roku. Wiek XX to jeszcze dwa nazwiska, które warto polecić. Jako pierwszy George Orwell. Napisał on kilka ważnych rzeczy, ale polecę tylko "Rok 1984", bo moim zdaniem to jego najważniejsza książka, coś zupełnie wyjątkowego i wartego poznania. Drugim jest C.S. Lewis, absolutny mistrz masowej produkcji tekstów. Napisał tyle, że ciężko to ogarnąć, już nie mówiąc o przeczytaniu. Ale warto - przede wszystkim "Listy starego diabła do młodego".

Jeśli szukacie dobrej lektury na zimę, postawienie na angielską klasykę nie powinno skończyć się rozczarowaniem - mam nadzieję, że tak nie będzie :)